NIEODPOWIEDZIALNA MATKA! PONOĆ TAKA JESTEM.

        Czy jestem złą matka? Świat popada ze skrajności w skrajność, gdzie jest równowaga, której tak bardzo mi brakuje? Wciąż ktoś coś dyktuje, gani, nakazuje. Przedstawia jaskrawe przykłady, że nie robię dobrze. Szczepię dzieci-szczepionki są dobre i potrzebne. Dzięki nim nie jesteśmy dziesiątkowani przez zakaźne choroby. Oczywiście z rozwagą i w odpowiednim czasie, bez narażania dziecka.


          Wychodzimy na podwórko. Choć po zimie wszytko brudne i zakurzone nie przeszkadza nam to. Możliwość wypicia kubka kawy na ławce jest dla mnie rekompensatą uśpionego otoczenia. Dla Meli to bez znaczenia, kawałek suchego patyka to świetna zabawka. Pozwalam dziecku w piachu się bawić, dziecię moje piasek ochoczo wcina (taniej się chowa, jak się w piaskownicy naje, a i może mięsko przypełznie...). Dwa i pół roku, ciekawy świata skrzat, wszystkiego musi spróbować. Pół plaży nad polskim morzem wyjadła, a sprawdzić trzeba czy piasek z domowej piaskownicy dobry, a może lepszy ? I bez kazań poproszę. Piaskownica jest zakrywana, koty, psy , ni wiewiórki nie robią z niej kuwety.

           Gdy zrobi się ciepło znów wezmę szlauch  i zrobię kałuże na podwórku, żeby dzieci boso mogły w nich biegać. Ale na razie biegamy w śniegowcach p prawdziwym błocie. Pogoda jest tak skrajnie różna, jak dobre rady otoczenia. W jednej chwili sypie śniegiem, by w następnej dopiekać słońcem.lepimy te babki z błota, słuchając, że zaraz się pochorujemy siedząc na dworze w taka pogodę.

            Informuję więc wszystkich: dziękując za troskę o nasze zdrowie, proszę o zadbanie również o psychikę i odczepienie się w dobrowolny sposób. Cały rok bawiłam się jako dziecko na dworze i może dwa razy w życiu złapałam grypę czy anginę. W błocie taplałam się cała, nie tylko budując babeczki, lecz skomplikowane konstrukcje zamków z podziemnymi tunelami. Wieje-spoko, mam czapkę, pada-luz, wzięłam parasol. Nie umrzemy od świeżego powietrza, no chyba, że akurat sąsiadka znów będzie śmieci paliła w piecu.

              I............................ o litości !!!!!!!!!! Nie złapałam się za nogę w ciąży, myszka na nóżce Melki jest ( z tego co się zorientowaliśmy ) znakiem rodzinnym. Dziecię nie ma też zeza mimo, iż w ciąży będąc przez dziurkę od klucza podglądałam szkolniaka, podczas samodzielnych przygotowań do snu, nie owinęła się pępowiną pomimo łańcuszków na szyi matczynej, łażenia pod sznurami z bielizną i noszenia bransoletek.


              Jeśli do tej pory włos na głowie ci się nie zjeżył, to również w przeciągach siedzimy w domu i dziecię .... zdrowe. Uprzedzając pytania oświadczam, że chipsów nie jadamy i coli nie pijemy - bo nie przepadam. Dodam jeszcze, że dzieci nauczone kawę inkę z pianka z mleka popijać, a co? Jak one piją, i ja mam czas na kawę.


Podobne artykuły

Nie popadasz w skrajności? Polubi napisz o dobrych radach, jakie ty otrzymujesz.
                                                            

CONVERSATION

36 komentarze:

  1. My też wychodzimy na spacery niezależnie od pogody. W naszej szafie cały zestaw kaloszy i płaszczyków przeciwdeszczowych :) Pisaliśmy o tym jakiś czas temu :) http://oliloli-newlife.blogspot.ch/2015/02/kapiel-w-kauzy-i-jedzenie-z-ziemi.html

    OdpowiedzUsuń
  2. To dołączam do grona dziwnych czy jakichś tam,całe życie dzieci na plac wysyłam, mróz nie mróz, wichura i takie tam nie straszne. Dzieci w domu trzymam tylko podczas gorączki, syn całą zimę w adidasach biega, bez rękawic od urodzenia,(tego mu zazdroszczę) bo ja nawet w maju rękawiczki noszę... NIe mam nic na swoją obronę... Pozdrawiam Magdalena :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak mój syn byl maly deszcz nie desz snieg wiatr wychodzilam z nim na spacer. Patrzyli na mnie jak na ufo na chodnikach zero dzieci a my na spacerek�� . Ostatnio piękne slonce bylo dos chlodno poszlam z dziećmi na plac zabaw, a tam pustka nikogo. Moje dzieci tylko biegaly. Maja katar tez wychodzimy��. Chipsy i cola zdarza sie ale od swieta �� to tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chipsy ze dwa razy do roku trafiają się i u nas ;)

      Usuń
  4. Od teraz jesteś moją ulubioną Matką Blogerką! <3 :D

    Mój ulubiony tekst babci męża, za czasów ciąży to: "nie patrz w oczy kotu, bo dziecko będzie mieć czerwone oczy!". Kurcze, tak patrzyłam, miałam nadzieję na czerwone ślipia, a tu brązowooka panna mi rośnie... :P

    Pozdrawiam gorąco, buziaki dla dzieciaków :)
    Weronika

    www.mamimamiblog.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również wychodzę z dzieciaczkami w każdą pogodę,nawet mróz minus 15-20 stopni nie jest mi straszny,dzieciaki wiecznie w przeciągach...ba...nawet z gorączką ,katarkiem spacerowaliśmy wiele razy,dla mnie spacer to podstawa każdego dnia:-)Jak dziecko chcę wyjść to wychodzimy,poważne choroby powstrzymują nas tylko od wyjścia:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z gorączką zostawiam w domu, w każdych innych okolicznościach na dwór.

      Usuń
    2. no u nas jak temp.na ząbki była 38 to normalnie wychodziliśmy,a jak choróbsko jakieś to nie:-))

      Usuń
    3. Dla wyjaśnienia napiszę...bo niektóre mamuśki pomyślą,ze ganiam z chorym dzieckiem i biedactwo w przeciągach tylko żyje heheh Wychodziłam z gorączką przy ząbkowaniu,nie przy poważnej chorobie ,żebyśmy dobrze się zrozumiały:-))Bożenka też z gorączką chorobową nie wychodzimy:-)

      Usuń
  6. Bożena niech się wstydzą ci, co widzą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba we wsi wstydu nie ma, palą śmieciami, aż czarno.

      Usuń
  7. Ja nie wychodzę jak pizga jak na Uralu, bo mój Młody cały czas gada i obawiam się że zawieje mu gardło. Jak jest zimno, śnieg pada - ale nie pizga - to owszem wychodzimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet, jak wieje, to wychodzimy, szalik/komin na szyje, albo lepiej kominiarka i nauszniki (ciągle choruję na uszy, a bez szalika zaraz gardło mam chore), a te wciąż gadające upierdliwe na spacerach ;)

      Usuń
  8. brudne dziecko to szczęśliwe dziecko ... O zgrozo dla myślących inaczej. Ostatnio mój mąż widział sytuacje w przedszkolu... Pani krzyczała ze przy -2 dzieci na plac zabaw wyszły.. to idąc tym tropem co ta pani robiła z dzieckiem poza domem ? ;)
    nie dajmy się zwariować powietrze czy zimne czy ciepłe do życia potrzebne .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem,jak patrzę, na pakowanie dziecka w kombinezon i śpiwór przy temp +8 to mam od razu obraz zapakowania przy -20st.

      Usuń
  9. Normalnie uwielbiam ten wpis :) Normalnie, po ludzku napisane!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Akurat wychodzenie na spacer gdy dziecko ma gorączkę i przebywanie w przeciągach podczas choroby to dla mnie nie odpowiedzialność brawo dla pani Agnieszki :(
    Po za tym z całą resztą jestem na tak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już o tym wspomniałam, z gorączką jednak siedzimy w domu.

      Usuń
    2. Brawo dla anonima....więcej rozumu życzę!!!Chodziło mi o gorączkę przy ząbkowaniu,zawsze wychodziliśmy na dwór,a nie o goraczkę przy poważnej chorobie czytaj ze zrozumieniem,wyrażnie napisałam,ze przed wyjściem powstrzymują poważne choroby!A o przeciągi chodziło mi latem a nie zima to logiczne chyba....okna sa po otwierane i dzieciaki się bawią:-)No tak to jest jak ktoś....nie doczyta.Pozdrawiam:-)

      Usuń
  11. Uważam, ze z wychowaniem dzieci, tak jak ze wszystkim - trzema mieć "zdrowe podejście" :-).

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawe, lekarka mi nawet zaleciła, żeby spacerować chwilkę z przeziębionym dzieckiem, by pooddychała świeżym powietrzem. Może niekoniecznie z gorączką ale wychodzić trzeba. Ja też jestem nieodpowiedzialną matką, Daje popić mlekiem obiad. Babcia krzyczy "jak możesz, to się jej zgeruje!" co to znaczy zgeruje? Nawet słownik nie zna takiego słowa. Może ktoś mi wyjaśni??? A i na pewno lepiej będzie, jak zamkniemy dziecko w czterech ścianach, a dziecko do lekarza zaprowadzamy w folii b ąbelkowej w celu zaniechania dalszym infekcjom. Z folią nie rozstajemy się obowiązkowo na placu zabaw! Z wiadomych przyczyn!":D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam nigdy takiego określenia, ale ludzie starsi mają interesujące powiedzenia i metody;)

      Usuń
  13. U nas to rodzina się za głowę łapie ze me dzieci boso po domu biegają, że młoda (2 lata) jak się rozbierze do golego tylka to tak biega, nie ubieram jej w mig "bo się rozchoruje" , biega dopóki jest ciepła, jak pupa I uda robią się chłodne ubieram, chce skakać po kluzach gdy na dworze 7C skacze, wracamy szybko do domu po frajdzie, ładujemy pod ciepłym kocem z kubkiem kakao :) dzieci chorują bardzo rzadko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczyłam małą wreszcie nosić kapcie , ale miękkie, ona ciągle biega na dół do babci,a schody są gołe (jeszcze nie zrobione i bardzo zimne), u nas w domu jest ciepło i taka nagła zmiana temperatur nie jest korzystna, dlatego kapciochy są ;)

      Usuń
  14. Ja moje normalnie biorę w błotną pogodę i pozwalam się wybłocić całkowicie. Ostatnio mi wleciał do strumienia, ale to już przegiął, bo cały mokry potem był. I zdrowy. Nie umarł od zimnej wody. Od błota też jeszcze nic mu się nie stało :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. I tak trzymać kochane :) Widać same normalne mamusie piszą. Precz z matkami co dzieci od frajdy powstrzymują dla swoich kaprysów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czysty dom, czyściutkie dzieci-smutne dzieciństwo.

      Usuń
  16. TAK JESTEM NIEODPOWIEDZIALNA!!ha....ha....- moje dzieci bawia sie w błocie, wracały przemoczone z sanek i lepienia bałwana,puszczały latawce przy wichurach. najmłodza córa ma 2 m-c i też będzie to robić. TAK JESTEM NIEODPOWIEDZIALNA , ALE mam CHOLERNIE SZCZĘŚLIWE DZIECI......I JESTEM Z TEGO DUMNA....bo słyszę od dzieci MAMO JESTEŚ SUPER <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Uroczy tekst o prawdziwym dzieciństwie :) czasem, nam rodzicom ciężko jest wypuścić dziecko z pod klosza i dać mu szansę na prawdziwą zabawę...
    Co do piasku to ciężko to widzę ;) w czerwcu jedziemy nad morze

    OdpowiedzUsuń
  18. Jesteś super:) więcej takich MATEK nam potrzeba, a dzieci byłyby szczęśliwsze i dorośli bardziej pozytywni:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wczoraj najmłodszy uratował myszy ze szponów kotki i potem je głaskał aż "zasnęły".
    Przyszedł szczęśliwy i dawał mi do powąchania łapki pachnące ketchupem, bo go sąsiedzi kiełbaska z ogniska poczęstowali...
    Będzie żył! A wspomnień mu nikt nie zabierze...

    OdpowiedzUsuń
  20. Czyżby to była odpowiedź na jakies hejty? Olać tych, którym wszytsko przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
  21. Takie teraz czasy, że jeden drugiemu zagląda przez płot zamiast się sobą zająć.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.