Dyscyplina!

                       
                             

       Szkoły są przepełnione, uczniowie chodzą na dwie zmiany. Aby w naszej szkole mógł być odział przedszkolny, klasa zerowa ma również chodzić z najstarsza grupą przedszkolaków na zmiany.  Nauczyciele pracują na 1/2 lub 1/4 etatu, w kilku placówkach, żeby zebrać cały. W takich warunkach zanika empatia i chęć nauczania. Szczerze? Sama miałabym w dupie uczniów, gdybym krążyła między placówkami w celu uzbierania etatu. W całej gonitwie i godne wynagrodzenie uczeń stoi na końcu (poniżej widać, że w Podstawówce legnickiej stoi na baczność).
Pkt .3 rozwalił mi konstrukcję.


         Dlaczego poruszam temat wałkowany od kilku dni? Bo wkurwia mnie system szkolnictwa! Jestem dzieckiem, które urodziło się, gdy był TEN wyż. Poszłam do szkoły w latach 80tych. Wychowawczynią byłą stara jędza, która nas biła. Tak, dobrze czytacie. Tłukła nas ile wlazło. bali się jej wszyscy, począwszy na uczniach, skończywszy na dyrektorze.
  
        Rozbawił was powyższy regulamin? To pojaśnię wam jak było w moje klasie. /Klasa 1-3, dzieci 7-9lat/ Każdy, podkreślę KAŻDY miał posiadać drewniany, prostokątny piórnik-nimi dostawaliśmy po dłoniach, za wszystko (rozmowa, zagięty róg zeszytu, nie zrozumienie pytania nauczycielki, niestarannie odrobiona praca domowa-nikt nie ośmielił się zapomnieć odrobić). Gdy ktoś przyszedł zgrzany z przerwy, dostawał drewnianym cyrklem wiszącym obok tablicy. Jeden z kolegów, tak bał się bicia, że robił się czerwony na widok wychowawczyni, a ona go tłukła mimo, iż prosiliśmy, żeby tego nie robiła, bo nie biegał. Kolczyków nie nosiła żadna z dziewczynek-nauczycielka ciągnęła nas za uszy w przerwach miedzy tłuczeniem piórnikiem czy cyrklem-ot takie urozmaicenie, uszy wszyscy mieli ponadrywane.

          Gdy moja mam odmówiła malowania (w czynie społecznym) płotu okalającego szkołę, miałam obniżone sprawowanie. Budynek był przepełniony , chodziliśmy na dwie zmiany, lekcje kończyły się o 18tej. Szkoły kompletnie nie były przegotowane na nas w takiej liczebności. Obecnie nasz wyż ma dzieci-dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym. Placówki edukacyjne znów dały dupy, miejsc w przedszkolach brak, szkoły chodzą na dwie zmiany, przesunięto wiek emerytalny z jednoczesnym zaciągnięciem rok wcześniej dzieci do szkół. Genialna polityka prorodzinna. Matematyczne zagranie. Może zmieńmy to na nabór do szkoły tuż po zakończeniu okresu raczkowania a wiek emerytalny ustalmy na 98lat, przecież i tak nie liczymy na emerytury.

          Nie szanowni odbiorcy, to nie jest tak, że dzieci są nieprzygotowane do szkoły z winy rodziców. Nauczyciel nie może w zerówce uczyć czytać ni pisać, bo nie ma tego w programie, natomiast już w listopadzie dzieciaki mają umieć pisać literki i zacząć czytać (mamy chyba samych geniuszy w narodzie-ekspresowa nauka w dwa miesiące). Zresztą, jak wspomniałam, nauczyciele mają po jednej którejś tam etatu i mają w dupie ucznia, gdy starają się godziwie zarobić na chleb.

 Podobny artykuł

Masz dziecko w szkole, właśnie zapisujesz? Polub, opowiedz, jak jest u ciebie.
                                                            

 Wywiad z panią Dorotą Zawadzką (supernianią)
 Sześciolatek nie jest gotowy do szkoły? Odpowiedzialność ponoszą rodzice-niestety nie zgadzam się z tym.

                                


CONVERSATION

16 komentarze:

  1. Włos się jeży na głowie, jak się czyta takie "regulaminy", nie wspominając już o Twoich osobistych wspomnieniach... Ja jestem już jednym z roczników, gdzie absolutnie nie wolno było podnosić ręki na ucznia i cieszę się, że moja córka również nie będzie ofiarą przemocy fizycznej w szkole. A przynajmniej mam taką nadzieję, bo powyższy regulamin podstawówki w Legnicy to już jest wg mnie przemoc i tresura.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że ta stara rura miała parszywy żywot.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja także chodziłam do szkoły w latach 80, była pani zerkająca z pod okularów, była linijka drewniana i wskaźnik do mapy, a że nie korzystaliśmy z mapy bo klasa 1-3 to używała na nas, wskaźnik był zamiast paska, była tak zwana dyscyplina bo mieliśmy tarcze, jednakowe mundurki, byliśmy jak te dzieci w Korei, nauczyciel był osobą pełniącą funkcję nie tyle dręczyciela ale posiadał autorytet zaraz za ojcem, wiec często zdarzało sie że skoro rodzice nie potrafiący pomóc dziecku dawali wolną rękę do karania czyli nadużywania siły, przemocy nazywaj jak chcesz przez przemiłą panią w okularach. Dzisiaj krzyk na dziecko wyklucza ją/ jego z ciała pedagogicznego, szacunek, nagrywanie nauczycieli podczas zajęć już wyszło z mody ale było częste, to że maluchy idą do pierwszej klasy w wieku kiedy to jeszcze chcą sie bawić to wina ministerstwa edukacji, czasem też rodzica bo sam z własnej woli dziecko zmusza do nauki bo niestety Bożenko głową muru ne przebijesz, są tacy którzy uwielbiają wyścig szczurów. A jeśli chodzi o politykę prorodzinną to nie gniewaj sie na mnie ale taka nie istnieje, nie ma pomocy bo pomoc udzielają w MOPSIE tylko tym co nie przekroczą najniższej krajowej, nauczania, edukacji, wyborów i stylu rozumowania też nie zmienisz choćbyś sie zesr...więc nawet bycie w TVN nie pomoże Ci by świat zbawić, nawet słowami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, jednakowe mundurki, nie wychylaj się przed szereg-tak było. Nie zmienię, jednak możemy mówić o tym, jest wiele głosów, które wyrażaja niezadowolenie, może ktoś nas wreszcie wysłucha.

      Usuń
    2. Mnie też wk..... ,ale to wszystko co piszecie to prawda i o szkole dzisiejszej i lat 80(ta Pani , która "waliła"mi "ŁAPY',teraz uczy moje dzieci i co ?kilka razy się przekonałam ,że muszę być cicho!!!! Polityka prorodzinna ? W Polsce? ....A CO TO JEST?

      Usuń
  4. Wstrętne babska! Należałoby znaleźć taką i napisać do niej długi, zawstydzający list! Co do wywiadu Doroty Zawadzkiej- tym razem się z nią zgadzam. Serio, uważam, że jeśli sześciolatek jest niesamodzielny, to jako siedmiolatek też taki będzie. Sama chodziłam do zerówki, w której był program i zasady nie do pomyślenia dzisiaj w klasach 1-3. W zerówce umiałam czytać i pisać. Miałam też koleżanki, które do szkoły szły rok wcześniej. Wszyscy dawaliśmy radę, nikt nam nie podcierał tyłków.Nikt w szkole nas nie bił. Dzisiejszy sześciolatek karmiony, ubierany i wyręczany przez mamę, nie miałby szans. I niestety, po krótkim epizodzie w szkole stwierdzam, że nie jest prawdą, jakoby dzieci z roku na rok były głupsze, one po prostu są coraz mniej samodzielne i kreatywne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka puściła rok wcześniej syna do szkoły, jeste w czwartej klasie, wiesz, jaki jest efekt? Od cztrech lat pomaga mu w nauce, odrabia z nim lekcje i uczy się z nim-on sam nie robi tego. Czwarta klasa-mi już nikt nawet zeszytó w domu nie sprawdzał.

      Usuń
    2. A skąd pewność, że gdyby do szkoły poszedł rok później nie miałby problemów z nauką? Nie wszystkie dzieci są orłami w szkole. Ja z kolei znam kilkoro dzieciaków które świetnie sobie radzą po kilku latach nauki, a do szkoły poszły rok wcześniej.

      Usuń
  5. nasz system szkolnictwa to temat rzeka, można by pisac i wkurzać się i tak w kółko.....

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas pani tłukła wskaźnikiem, jak ktoś użył czerwonego długopisu bo to kolor zarezerwowany dla nauczycieli. A nauczycielka rosyjskiego obniżyła koleżance ocenę, bo pisała pochyło i jej się nie podobało ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wycofanie "nauki" literek w zerówkach to ciężki cios dla siedmiolatków. Ten kto wymyślił tą ustawę nie przemyślał efektów, nie zauważył, że dzieci niestety nie są już tak samodzielne jak kiedyś. Ja biegałam po dworze sama, mama mnie ostrzegała tylko co robić, a co nie. Zaglądała tylko przez okno kontrolnie. Nikt się nie bał czy stłukę kolano. Byłam samodzielna. Moja córka niestety taka nie jest, a będzie zmuszona iść do szkoły w wieku lat sześciu. Uczę jej literek na własną rękę. Staram się pokazywać ciekawostki jakie powinna się nauczyć by w ogóle do szkoły pójść. Efekt jak sobie radzą dzieci bez opatrzenia z literkami jakie było w zerówkach jest taki, że dzieci, których rodzice nie mają na tyle czasu by poświęcić im wystarczająco uwagi, zwyczajnie muszą powtarzać klasę, gdyż nie pamiętają literek z pierwszych zajęć. Tylko te z którymi pracują rodzice, jakoś sobie radzą, Gdy dowiedziałam się o tej ustawie na studiach (edukacja wczesnoszkolna) byłam w szoku. Co gorsza, profesorka sama nie kryła oburzenia, że to co zrobiło państwo to szczyt ignorancji. Mało który wychowawca w przedszkolu zgadza się z tymi zmianami.

    Co do zamieszczonego regulaminu, jest jeden problem. Nie wiem jakiej klasy uczniów to dotyczy, czy klasy I-III ale jeśli tak to, niestety, dzieci w takim wieku są bardzo ruchliwe... I może się skończyć na masie uwag. chyba, że będą bardzo zastraszone...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwotny komentarz nad zdjęciem na FB mówił, że to dotyczy pierwszej klasy (sześciolatki)

      Usuń
  8. Straszny koniec twojego komentarza, szkoła powinna kojarzyć się dziecku z poznawaniem nowego, z przygodą-nie ze strachem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też chodziłam do podstawówki w latach 80/90. Pamiętam że raz na jakiejś lekcji dostaliśmy linijką po łapkach, ale nawet nie pamiętam za co. Nie pamiętam jakiejś złośliwości czy przemocy ze strony nauczycieli, najwyżej jakieś podniesienie głosu ale bez ubliżania, podobnie w liceum. Jednak pamiętam, że czuliśmy jakiś respekt do nauczyciela, może niekoniecznie nauczyciele byli dla nas autorytetami ale nikt nie wyobrażał sobie chamskich odzywek czy tym podobnych. A teraz - ręce opadają, zero szacunku, dyscypliny czy czasem zwykłej kultury osobistej - jak dla mnie to największą winę ponoszą rodzice.
    A co do tego nieszczesnego regulaminu - rozumiem wprowadzić regulację typu - przed wejściem ustawiamy się ładnie w rządku i grzecznie wchodzimy do klasy, ale tu kogoś jednak fantazja poniosła.

    OdpowiedzUsuń
  10. Umiałam czytać w zerówce, dzięki tacie który czytał wszędzie, więc samosienaucyzło...Pani od przyrody rzucała w nas kluczami, inni nauczyciele byli super. Serio lubiłam chodzić do szkoły, mam dobre wspomnienia i na szczęście nikt mnie w szkole nie bił. Przez chwilę uczyłam w przedszkolu a potem praktycznej nauki zawodu i też nie biłam... Pozdrawiam Magdalena

    OdpowiedzUsuń
  11. Masakra jakaś. Nie do wyobrażenia taka sytuacja, zarówno z tym regulaminem (kurde, to wojsko jest, czy jak), jak i z tym, jak Was traktowali w szkole.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.