Obiad oraz deser gotowy w kilka minut, czyli co na obiad part 3.

sobota, 28 lutego 2015
                  Co na śniadanie, obiad, czy kolację? Jaki deser? Czy cały dzień musisz spędzić w kuchni? Nie dziś propozycje dań gotowych w kilka minut. Już nie musisz zastanawiać się, co na obiad,  w każdą sobotę masz tu kilka pomysłów, możesz również sięgnąć do poprzednich propozycji.

 ŚNIADANIE 
Przekąski z pasta z szynki chrupiące z pieca lidl

II ŚNIADANIE 


Jedno z przykładowych śniadań do szkoły: śliwki, ciasteczka owsiane, precel, drożdżówka domowa, do picia herbatka ziołowa.

ZUPA
Zupa krem z zielonego groszku od Szalonookiej Hani

DRUGIE DANIE
1001 przepisów na obiad w 15 min

OBIAD PROPOZYCJA II
 Makaron typu penne,
Szpinak, najlepiej ten mrożony z Lidla
Serek mascarpone
Czosnek.

Makaron ugotować.  Szpinak rozmrozić, posolić,  dodać czosnek. Na sam koniec do garnka ze szpinakiem dorzucić serek,. W  dużej misce wymieszać makaron ze szpinakiem i gotowe :)
przepis od Doroty blog by dozza


DESER


Kakaowe ciasto z mikrofali gotowe w 4 minuty od Martyny G.

DESER II
 SZYBKIE BABECZKI BEZ MĄKI  gotowe w 4 minuty (ich zaleta jest to, że mogą być słodkie, wytrawne lub neutralne, w zależności od dodatków) mama trójki

PODWIECZOREK
Pieczone jabłka od bogaty blog

KOLACJA

kanapki na ciepło: pieczywo (zazwyczaj używam tego z poprzedniego dnia), rzodkiewka, marchewka, ogórek, seler naciowy, ser żółty, opiekacz (gotowe w 3 minuty)


Zapraszam do przysyłania waszych przepisów

Podaj swój sprawdzony przepis w komentarzu lub na mail i polub.
                                                              

Po czym poznać, że uprawiasz s... z mężatką?

piątek, 27 lutego 2015
            Suchar na dobry początek:

Mąż do żony w trakcie seksu
-Może byś tak trochę pojęczała, miałbym więcej frajdy
-Już mam jęczeć?
-Za chwilę
-Już jęczeć?
-Jeszcze nie
-Już?
-Już!
-ŁOLABOGA NIE MAM SIĘ W CO UBRAĆ, DZIECIAKI BRUDNE CHODZĄ, CUKIER ZDROŻAŁ...

 

           Jesteś już ze swoją wybranką. Liczysz na malutkie co nieco, a ona w najmniej odpowiednim momencie zaczyna bredzić, coś o malowaniu. Nie może, jak normalna baba zamknąć oczu tylko gapi się. Kurwa! Czemu patrzy na te pajęczyny? Nie ma lepszych zajęć? Jakie malowanie? Niedawno malowane, jakieś pięć lat temu. Kolor. Co? Jaki kolor? No to sobie...

               Kwestia farby raz na zawsze wyjaśniona. Profilaktycznie światło zgaszone, żeby durnej nie przyszło do głowy patrzeć na sufit, nawet rolety zaciągnięte.  Przytulasz się, głaszczesz... Kurwa, co?
Co na ma na stopach? Jakieś włochate, coś! Nie wierzysz, 25 stopni na dworze a ona śpi w skarpetach (o nich wspominałam tu). Poległeś przez antygwałty.


         Inwestycja w wino (9,99zł), po dwie lampki do sałatki i kanapek, nastrój poprawiony. Miłe kizia mizia, a ta zaczyna: jutro jedziemy do biedronki kupić majonez, jogurt, ogórki konserwowe, przy okazji może zajdziemy na targ kurę kupić na rosół... 


           Kiedy wszystkie metody zawodzą czas na cięższą artylerię: likier kukułkowy. Nie oprze się, bo łakoma, spije się będzie łatwiej. O ta wycmokała trzy kieliszki i bredzi o dzieciach: temu spodnie potrzebne, tej nowe buty, kurtki przejściowe. Czy ona nigdy nie przestanie?


           Nie gada, nie brzęczy, nie narzeka, listy zakupów nie przedstawia. przytulasz cie i co? Ma gacie! Znów ma okres. No to w tym miesiącu znów nie trafiłeś ani razu...


                    Znasz te sytuacje? Znaczy jesteś mężem (tu żony zapewne uśmiechnęły się pod nosem), nie znasz? Poznasz. Nie ma innej opcji. Twoja narzeczona gołąbeczka po zaobrączkowaniu stanie się żoną, a seks ze ślubną to ciężka robota i najdłuższa gra wstępna, czasem trwa nawet dwa miesiące ;).
                                        
Podobny artykuł

Znasz to, niedługo zmieniasz stan cywilny? Polub.
                                               

Do czego ci domowe przyrządy do ćwiczeń?

czwartek, 26 lutego 2015
                Nakłoniona pytaniami pokażę ci dziś, jakie mam przyrządy do domowych ćwiczeń. Lekkie, nie wydałam na nie majątku i czasami nawet przydatne. Jednak od razu ostrzegam:

KUPIENIE SOBIE SZAFY ZABAWEK NIE SPRAWI, ŻE SCHUDNIESZ CZY UJĘDRNISZ SIĘ!

               Prawda jest taka, że musisz ruszyć dupsko i zacząć ćwiczyć.  Jeżeli jesteś typem lenia ćwicz z grupą, na zajęciach-to motywuje. Dodatkowo w domu uzupełniaj dni bez grupowych treningów ćwiczeniami z płyty, czy you tube-sama/sam nie dasz rady, musisz mieć kogoś, kto ci pokaże, jak i co ćwiczyć.

                Dlaczego pokazuję ci moje przyrządy? Bo tak naprawdę wcale ich nie potrzebujesz, żeby zacząć.
Jedyne czego ci trzeba to CHĘĆ ZMIANY: wyglądu oraz nawyków żywieniowych.

 AGRAFKA.
 To fajny i przydatny gadżet, mogę ćwiczyć np. mięśnie ud pisząc tego posta.
ok 30-30zł


PIŁKA do pilates.
Często używam jej zamiast krzesła, zmusza to do prostowania pleców oraz napinania mięśni brzucha podczas siedzenia. Jednak docelowo kupiłam do ćwiczeń.
ok 25-30zł


 ROWER STACJONARNY.
 Po pierwszym zapale i tygodniu zabawy, kurzy się na dole w salonie-tyle w temacie.
ok 500zł
 SKAKANKA.
Wole skakać na dworze niż w domu, dlatego zimą mało jej używam.
ok 8zł

STEP.
Jeden z moich ulubionych. Ćwiczę na nim raz, dwa razy w tygodniu.
ok 60zł


 HANTLE.
Zgrabne, przydatne, jednak nieco je odstawiłam.
ok 20zł

GUMY.
Fajne, lekkie, zajmują mało miejsca, ćwiczę nimi raz w tygodniu.
ok 15-30zł



 OBCIĄŻNIKI NA NADGARSTKI I KOSTKI NÓG.
Zdecydowanie wolę od hantli.
20-30zł

KOŁYSKA.
Rozłożyłam poćwiczyłam tydzień lub dwa i spakowałam-jakieś cztery lata temu.
ok 50zł

KARIMATA.
Jest ci niezbędna do podstawowych ćwiczeń-jeśli chcesz ćwiczyć musisz ją mieć.
ok 15-20zł

UCHWYTY DO POMPEK.
...yyy... dobrze, że chociaż syn używa.
 ok 30 zł

*podałam najniższe ceny

           Rozumiesz już? Na przestrzeni kilku lat wydałam prawie 1000zł,  które nie procentuje. Jedyne czego ci potrzeba to kop w dupę dla motywacji.Gdy już zaczniesz nie przestaniesz. Po kilku tygodniach pokochasz pot i wysiłek. Zmień koniecznie nawyki żywieniowe. Dodatkowo używaj ujędrniających balsamów, to przygotuje skórę na lato oraz uelastyczni ją (każda nawilżona skóra wygląda znacznie lepiej niż sucha).

 
 Jakie zbędne przyrządy chowasz w szafie?
Polub i opowiedz o twoim słomianym zapale.
                                                            

Podobny artykuł

Pyszne babeczki gotowe w 4 minuty.

środa, 25 lutego 2015
          Zdarza ci się w poniedziałkowy poranek odkryć brak pieczywa na śniadanie? Może goście wpadają z  niezapowiedzianą wizytą i do kawy wypadałoby coś podać, a u ciebie pustka? Jest na to rada. Pyszne bułeczki/babeczki gotowe w 4minuty.

Potrzebne ci będą:

- 2 łyżki otrębów  ( zdarza mi się ścierać na miałko płatki wsiane, lub daję je w całości)
- 2 łyżki jogurtu naturalnego (daje typu grecki)
- 1jajko
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- dowolne przyprawy (można dać troszke soli i zioła do wytrawnych, miodu rodzynek, banana do słodkich )
- silikonowe foremki (papilotki do muffin lub zwykły pojemniczek)
- mikrofalówka

          Składniki mieszam łyżką w misce (dziś wybrałam opcję słodką: łyżeczka miodu, banan, mak), przekładam do foremek, na 3/4 wysokości, wstawiam do mikrofalówki an 4 minuty. Mocno ciepłe wyjmuję z foremek, stygną kilka minut. Sa gotowe do spożycia. Smacznego.




Podobne artykuły

  Jestem łasuchem, polub mnie.
                                                             

JAK NIE PRZENOSIĆ ŚPIĄCEGO DZIECKA NA 9 SPOSOBÓW?

wtorek, 24 lutego 2015
       Niektóre dzieci usypiają same w swoich łóżeczkach, jednak zdecydowana większość ma dość wyszukane sposoby na zaśnięcie. Zasypiają na rekach, miziając kota, wspinając się na fotel, na stojąco, pod stołem itd. Dzieci usypiają wszędzie, tylko nie tam, gdzie docelowo mają spać. Przed nastaniem nocy wypadałoby je przenieść, co oczywiście nie jest łatwe. Co może przydarzyć się podczas takiego przenoszenia śpiącego dziecka? Przypadkowe obudzenie go...


1. Mizianie włosami.
Nachylasz się nad swoim śpiącym maluszkiem,  kaskada twoich włosów spada wprost na buzię dziecka i powoduje łaskotanie-prosta droga do rychłego obudzenia. Przenosisz maluszka modląc się w duchu, żeby kolejny kosmyk nie trafił na nosek i przyrzekasz sobie już zawsze wiązać włosy wieczorem-przyrzekasz codziennie...

2. Reklama.
Maluszek padł w salonie. W twojej ocenie śpi na tyle długo, że można go przenieść. Delikatnie podkładasz ręce, bierzesz go, robisz dwa kroki w stronę sypialni i w tym momencie z tv dowiadujesz się, co stosować na hemoroidy lub jakich specyfików używać, by konar zapłonął. Ryk jest taki, że wypuszczasz prawie z rąk dziecko, bo jak wiadomo reklama musi być kilka stopni głośniejsza od innych programów, żeby nikt jej nie przeoczył.

3. Piszcząca zabawka na podłodze.
Przechytrzyłaś wszystkie reklamy przeczekując je. Jednak dom to dżungla z podstępnymi mieszkańcami. Tuż po zejściu z kanapy, oczywiście z dzieckiem na ręku trącasz nogą cholerną arkę, od której dowiadujesz się, że to Noe ja zbudował, następnie szczeniaczek-uczniaczek oznajmia, że cię kocha, a gumowy piesek wydaje po nadepnięciu nań skowyt przypominający szlachtowaną świnię. Wrr... zapomniałaś, że dziecię tuż przed siedemdziesiątym piątym podejściem do usypiania wysypało na środek pudło swoich ulubieńców.

4.Brak skarpetek.
Włosy związane, tv wyłączony, zabawki okiełznane. Dumna niczym paw idziesz po maluszka, by umieścić go w łóżeczku, po odłożeniu musisz chwileczkę postać przy nim i pomruczeć, by dziecię się nie obudziło. Odchodząc zaczynasz robić hałas niczym zasysana guma, fuck! zapomniałaś skarpet. Teraz twoje gołe stopy przylegają do podłogi jawiąc wadę płaskostopia (tylko platfus przysysa się do paneli).

5. Coś w łóżeczku.
Uzbrojona w wełniane skarpety  idziesz dyskretnie w kierunku sypialni, już masz odłożyć dziecię, gdy nagle dostrzegasz pudło zabawek wysypane do środka łóżeczka (dzieciaki urządziły zabawę, którą przeoczyłaś). Masz dwa wyjścia-olewasz to i odkładasz maluszka ryzykując, że w środku nie leżą same pluszaki i położysz go na klocek lub odkładasz na boku i podczas sprzątania najcięższa rzecz upadnie na podłogę. Dwie opcje, żadna dobra. Zawsze coś spowoduje obudzenie-to pewne.

6. Zimne ręce.
Czekając, aż dziecię łaskawie zaśnie zapuściłaś korzonki. Bierzesz najdelikatniej, jak potrafisz i po kilku sekundach widzisz oczy i słyszysz płacz. Siedziałaś tak długo, że zmarzłaś, zimnymi rękoma obudziłaś dziecko.
 
7. Kieszenie dresu.
 Dres- cudowne, domowe odzienie. Ni ładne, ni modne, ale jakże wygodne. Każda mama sobie chwali, i często używa. Dres jest na tyle uniwersalny, że nawet jeśli dobierzesz stonowane leginsy do mało krzykliwej tuniki (leginsy+tunika to nadal dres) to w tym zestawie możesz nawet do kościoła pójść. Pomimo szeregu zalet ma jedna wadę-płytkie kieszenie. Podczas odkładania maluszka zawsze coś z tej kieszeni musi wypaść, przeważnie są to klucze lub telefon. Jest jeszcze opcja szerokich kieszeni, którymi zahaczasz o klamki...


8 Na zdrowie.
Niesiesz maluszka do sypialni i w tym momencie dopada cię przymus kichnięcia (tu oprócz obudzenia malucha pojawia się ryzyko popuszczenia moczu-tak w pakiecie) lub gardło ci wysycha i zaczynasz kaszleć. Nie jest po pojedyncze odkaszlniecie. To byłoby zbyt piękne, przypomina to raczej napad kaszlu gruźlika.


9.A gdzie wibracja?
Oczywiście, gdy ty padasz na twarz, a dziecię twoje jest już na granicy zaśnięcia lub właśnie zasnęło twoi przyjaciele mają właśnie czas na telefon do ciebie (podobne wyczucie ma zawsze kurier, listonosz i inkasent). Dzwonek odkręcony na full, bo w ciągu dnia  w jazgocie go nie słychać, tym razem wyrywa cię z butów, a dziecko twoje ze snu.


Masz podobnie, a może masz własne techniki wybudzania uśpionego dziecka?
Nie szczyp się, polub i opowiedz, jak nie dajesz dziecku spać spokojnie.

                                                          

Njagorsze teksty skierowane do singielek.

poniedziałek, 23 lutego 2015
       Bycie singlem ma swoje plusy i minusy. Plusy są oczywiste: chodzisz kiedy chcesz po domu w rozciągniętym podkoszulku i starych gaciach (10 lat po ślubie również, ale wtedy masz dodatkowe brudy do prania), nikt ci nie podnosi klapy od sedesu, nutella i słodkie zapasy pozostają nienaruszene, tam gdzie je zostawiłaś, swobodnie pierdzisz pod kołdrą, jadasz jajecznicę bezpośrednio z patelni, smarki wycierasz rękawem szlafroka, a tampony stoją na toaletce przez cały miesiąc.


        Minusy to zbliżające się walentynki i rodzinne obiadki, te ostatnie chyba nawet bardziej wkurwiające. Ciocia Krysia, wujek Zbych i babcia Jadzia potrafią mistrzowsko zmalipulować twoje poukładane życie i wpędzić cię w depresję z powodu twojej samotności. Jak to? Nie wiedziałaś, że jesteś samotna? Spoko, rodzinna zawsze do usług-prawdę ci powie. Imieniny, urodziny , święta, każda okazja dobra. Między kęsem ziemniaka, a schabowego zaczynamy nasz teatrzyk.... Do ataku przystępuje ciocia:

1. Chyba wszystkie twoje koleżanki maja już dzieci-zagaja-a zegar tyka...
Oczywiście, wyznacznikiem każdego sukcesu ma być dziecko, powszechnie wiadomo, że każda kobieta to maszynka do rodzenia dzieci. Wiem ile mam lat-wypominacie mi to średnio 17 razy w roku, nie zrobię sobie dziecka, bo macie problem, że go nie mam. Albo lepiej zrobię sobie to dziecko, a wy mi je wychowacie, zgoda?

2. No tak, jak wciąż siedzisz w domu to nikogo nie poznasz.
A gdzie mam kurwa siedzieć? Jak menel pod sklepem? Na najbliższe 30lat związana jestem z bankiem kredytem na to mieszkanie, to będę w nim siedzieć.

3. Nie szukaj znajomych w internecie, tam sami zboczeńcy!
Tu mogłabym przyprowadzić kilka koleżanek i ich mężów, kolegów z żonami, pokazać, że żadni z nich psychopaci, choć poznali się przez internet, ale zaraz usłyszę: "a, to co innego"-argument.

4.Chciałabym pobawić się na twoim ślubie.
 Jesteś szalona i ten krążek złoty krążek jawią mi się , jako koszmar senny. Ale, że niby co? Ślub mam brać dla rozrywki babci? Sorry, po moim lub babci trupie!

5. Nie nudzisz się sama w domu?
Mam 150 programów w tv, internet, znajomych w sieci, do tego dom do sprzątania, pracę do dokończenia. Do tego nie mogę opędzić się od gości, każdy uważa, że skoro mieszkam sama, to można do woli u mnie siedzieć. Nie mam czasu na nudę, mój dom jest pełen ludzi.

6. Połowa twoich koleżanek już dano się rozwiodła...
Niezły argument. Chyba faktycznie kogoś znajdę, żeby móc się pochwalić tym punktem i odhaczyć go na liście chwały. Daruję sobie tą wątpliwą przyjemność.

7. Poznam cię z synem mojej koleżanki.
Tak zdarzyło mi się opluć haftowany, świąteczny obrus po takim tekście. Wujek Zbych należy do kochliwych. Chyba. Jeśli w TYM wieku można tak to nazwać (dobiega do 70tki).
Jak znam życie już się poznaliśmy-piach w piaskownicy jedliśmy lub sikaliśmy do jednego nocnika. Nie dziękuję.

8. W okolicy mieszka wdowiec, może nieco starszy od ciebie, ale nie powinnaś w swoim wieku wybrzydzać...
No dobra, oplułam ten obrus więcej niż jeden raz, ale ten tekst to przeginka, nawet, jak na babcię.Pomine kolejne wypomnieni mojego wieku. Jak ona to widzi? Mam dziadowi pampersy zmieniać? Gacie mu prać i obiadki gotować? Sorry, mało śmieszne.

9. Pojedź do sanatorium, może kogoś poznasz.
Średnia wieku 60+. Pogadam z nimi o naszych wspólnych dolegliwościach typu hemoroidy... tak, czytaj punkt wyżej.

10. W tej twojej pracy nie ma nikogo?
Jasne są. Żonaci, frustraci, hazardziści i alkoholicy. Nie, nie pracuję w branży rozrywkowej, tylko w urzędzie. Gdy patrzę na tych stanu wolnego, uwikłanych w skomplikowane związki to mam chęć pozostać sama na zawsze-zdecydowanie prościej.


Wpis powstał spontanicznie na podstawie rozmowy z koleżanką, która wróciła z rodzinnego obiadu na imieninach u cioci.

             Masz taką ciocię Krychę i wuja Zbycha, a może dojrzałą singielkę w rodzinie? Polub,
                                                          
                      puść dalej, opowiedz o niedyskretnych pytaniach. Stare panny ;) czekają.

Kochamy pingwiny- Antarktyda-projekt dziecko na warsztat

poniedziałek, 23 lutego 2015
         Dziewczynki dostały zadanie: znaleźć wszystkie książki, filmy/bajki, w których znajdą zimę, śnieg, lód
i zwierzęta żyjące w bardzo zimnym terenie. okazało się, ze kilka ich w domu mamy. Zaczęliśmy czytać.

        W poszukiwaniu zimy, śniegu i lodu zaczęliśmy nietypowo, od książki dalece odbiegającej od tematu.
Myśląc o białej krainie wiecznego lodu musieliśmy wrócić do lodowego serca "Królowej śniegu".


O Antarktydzie najlepiej poczytać w "Cudach natury", czekając na zimę, ferie spędziliśmy na jej poszukiwaniach. Strumienie lodowe, w których masy lodu płyną po woli, góry lodowe, nunaki-obniżenia nie pokryte lodem, najsurowsze warunki klimatyczne i bardzo uboga roślinność. Zachwyt nad naturą oraz jej pomysłem na ten kawałek świata.




              Kolejną pozycją, do której wróciliśmy jest "Encyklopedia zwierząt". W niej poszukaliśmy pingwinów. Gabę zachwyciło to, jakie są nieporadne na lądzie i zwinne w wodzie. Opieka nad jajem była jedną z najsmutniej przyjętych wiadomości (Gabi miała łzy w oczach, gdy słyszała i jajkach, których rodzice nie zdołali sobie przekazać).



               Wróciliśmy również do ulubionej bajki Gabi o pingwinku Pingu. To opowieść i przyjaźni, rodzeństwie, obowiązkach, ignorancji, rozpaczy i nauczce. Oczywiści bajki maja szczęśliwe zakończenia, nasza również tak się kończy, ale nie zdradzimy-przeczytajcie sami.

                         
                                  Oczywiście podczas czytania bawiliśmy się świetnie :)

             "Śniegusie" to wesołe pingwinki, które uczą się zachowań razem z maluchem, który je ogląda. Bawią się, wyciągają wnioski i poznaj nas ze swoimi przyjaciółmi-polecam dla dzieci od 2lat.


               Dużo tego, ale "Kochane maleństwa" to książeczka ze sztywnymi stronami-dla najmłodszych. W niej również naleźliśmy mieszkańców Antarktydy. Zadaniem dla dziecka jest wskazanie małych zwierzątek po usłyszeniu ich nazwy.



          Nawet, gdy za oknem brakuje śniegu można udawać, zabawę w nim. Postanowiliśmy budować iglo.
powstało wiele wersji, ale budowlańcy byli bardzo podekscytowani i sekundę po skończeniu budowy zawalały się lub były podjadane. Dlaczego? Budowaliśmy z cukru w kostkach-jeśli warstwy przełożycie karteczkami konstrukcja będzie trwalsza.

Nasze iglo na podwórzu.




                                                     Gabi z Melą narysowały rodzinę pingwinów.

                                               Okazało się,  że mamy kolorowankę z pingwinami.


                   Znalazłam kilka propozycji, jak uszyć, narysować, zrobić z papieru, butelki, żarówki czy rolki po papierze toaletowym, a nawet zjeść-pingwina.


plastelina, modelina lub masa plastyczna













 
Lubisz pingwiny? Polub

                               
 Zapraszam na pozostałe blogi biorące udział w projekcie.