MASZ PRAWO NIE LUBIĆ DZIECI!

Ile razy miałaś dosyć swojego dziecka?
Po kolejnej nieprzespanej nocy, uwadze w dzienniczku,
histerii, wymuszaniu, ogólnym byciu na nie
chcesz uciec-uciec daleko.

Szumnie opisywanie lukrowego macierzyństwa,
pokazywanie wiecznie uśmeichniętej matki
wpędza normalną osobę w deprechę.


Widzisz swoją bezsilność, zmęczenie i czujesz ogólną niechęć.
Nie lubisz swojego dziecka z wielu powodów:
pyskuje, nie słucha, olewa cię, denerwuje, robi na złość,
ma cię generalnie w dupie.

Puste gadanie teściowych, babć, czy sąsiadek,
że dziecko trzeba bezwarunkowo kochać
i nie można mówić inaczej puść mimo uszu.

Nie jedna z nich szczerze kochając swego syna
tłukła go kapciem czy sznurem od żelazka,
ale w życiu nie powiedziała, że nie lubi.
Nauczycielki kazały klęczeć na woreczkch z grochem,
stać w kącie, czy biegać naokoło sali ,
ale szumnie twierdziły, że lubią dzieci.


W zdecydowanej większości przypadków gołym okiem widać,
co z tych mocno LUBIANYCH wyrosło.

Jesteś matką.
Masz uczucia, które możesz wyrażać.
To, że w tej chwili powiesz, że nie lubisz swojego dziecka
za konkretne zachowanie
nie oznacza, że go nie kochasz.

Kiedy wychodzisz z domu odpocząć
nie masz ochoty słuchać wycia cudzych dzieci
O strefach wolnych od dzieci pisałam TU.
Wtedy również masz prawo ich nie lubić.

Narzucanie przez społeczeństwo tego,
 co masz mówić niezależnie od sytuacji jest frustrujące.
Emocje są ważne-tłumienie ich szkodliwe.

Zastanów się teraz czy ślepo kochasz,
czy kochasz rozsądnie, czasem nie lubiąc?

   Nie musisz mnie kochać-polub
                                               

CONVERSATION

49 komentarze:

  1. Komentarze obraźliwe będa usuwane!

    OdpowiedzUsuń
  2. I czekam na komentarze jaką to jesteś złą matką. A prawda jest taka, że czasami każda z nas ma zajebiście dość. Chce wyjść i trzasnąć drzwiami. Najważniejsze to potrafić się do tego przyznać. Jesteśmy tylko ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda jest zła jesli tylko powie coś, co społeczenstwo odbierze, jako temat tabu :P

      Usuń
  3. Przez wiele lat pracowałam z dziećmi. Są cudowne, kochane, nie wyobrażam sobie życia bez nich. Czasem jednak mam chęć zakleić buzię, związać ręce i krzyczeć chwilo trwaj... Im moje prywatne są większe tym bardziej żałuję że ich nie zjadłam jak były małe i słodkie... Pozdrawiam. Magdalena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najkochańsze te do roku-uwielbiam, strsze też fajne, co nie zmienia faktu, że potrafią wkurzyć.

      Usuń
    2. Noooo, moje mają szczególny dar do irytować, syn myślę że pierwsze miejsce w każdej kategorii "jak w sekundę wkurzyć matkę" ;) Magdalena

      Usuń
    3. Magdalena-nie ma szans, złoty medal w dziedzinie wkurzania na potęga ma Gaba.

      Usuń
  4. ja mam dosyć moich dzisiaj, właśnie za karę idą już spać,bo je chyba po ścianach będę rzucać
    odkąd wróciły ze szkoły/przedszkola dają tak popalić,że nic tylko uwiązać przy płocie :P
    jutro wywożę je do babci a sama uciekam na ponad pół dnia na zakupy z sąsiadką, nie wyrobię dzisiaj psychicznie i już im powiedziałam,że w tym roku będą rózgi pod choinką i słowa dotrzymam - prezentów nie będzie!
    miałam jutro iść kupić lalki w biedronce, takie po 69,90 zł bo sobie zapragnęły takich pod choinką, ale nie zamierzam kupować, tym razem dzieci się zdziwią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UUU, zła mamusia :P sama na zakupy zamiast wór pokutny przyodziać i ze stonką u nogi z siatami latać ;)

      Usuń
  5. Czasami mam ochotę oddać córkę cyganom. Czy to oznacza, że jej nie lubię?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to cygani nadal jeżdżą?

      Usuń
    2. Bożena jeżdżą, i to takiiiimiiii autami, kilka rodzin mieszka w kamienicy obok. :) ;)

      Usuń
    3. Obok, powiadasz? Kusząca propozycja, żeby oddać ;)

      Usuń
  6. Powiem ci tak, że czasem można stracić cierpliwość. nie tylko do swoich dzieci :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre egzemplarze są wyjątkowo utalentowane i wyspecjalizowane w wyprowadzaniu z równiowagi.

      Usuń
  7. Wszyscy mamy prawo do złości i zmęczenia - a mamy jak nikt inny. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumiąc uczucia można pęknąć ze złości ;)

      Usuń
  8. O, zdecydowanie jestem za mówieniem dziecku, że nas czymś wkurzyło, do przyznawania się do uczuć każdych, nie tylko pozytywnych. To także uczy dziecko, że można mieć uczucia takie i takie. Ale to ma swoją wadę. Być może wcześniej czy później usłyszymy od naszego dziecka nie tylko "kocham Cię mamusiu" na dzień przed wypłatą kieszonkowego, ale także dlaczego je wkurzamy i czym. Tyc słów nie należy traktować dosłownie. Ile z nas straciło cierpliwość tylko dlatego, że miało gorszy dzień? Że byle pierdoła przelała szalę goryczy i padło akurat na biednego dzieciaka, co się utaplał w błocie? Mnie na szczęście tego typu emocje ominęły, albo jestem odporniejsza i mnie dziecko aż tak nie wkurza (a jak wkurza, to na tyle mało, że tylko sobie jęknę lub westchnę). Albo jestem odporna, bo nie byłam wychowywana za pomocą bicia i kar. Kto to może wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nie byłas bita? Ooo! To jest nas dwie. Moi rodzice też jakoś paska nie używali. Jednak moje dzieciaki specjalizują sie w wyprowadzaniu mnie z równowagi-całą trójka idealnie sie uzupełnia.

      Usuń
    2. Kiedyś się chwaliłam, że moja mama była ekomatką, co chowała bez klapsów, kar, nagród tylko do nas mówiła, a potem miała tak zszargane nerwy, że już tylko krzyczała. Ale i tak uważam, że mimo wojny, jaką prowadziłyśmy przez większość życia (niezgodność charakterów) nie mam przynajmniej zrytej psychiki przemocą, jak większość moich rówieśników. Dlatego zawsze mamom z pierwszego niebijącego pokolenia mówię, że będzie im ciężko, bo nie wiedzą czym bicie zastąpić. Muszą to wypracować od zera. Z czasem okazuje się, że to nie chodzi o bicie, ale o to, by dzieci były posłuszne. I trochę czasu zajmuje rodzicom pojęcie, że dzieci nie muszą być posłuszne, nie muszą się słuchać we wszystkim i nie muszą stosować się do zasad, które rodzice chcą wprowadzić (np. dlatego że w większości zasady te są zupełnie z choinki, tworzone przez ofiary przemocy, żeby mieć pretekst do krzywdzenia kolejnego pokolenia, rodzaj nieświadomej fali) Dopiero po latach wychodzi, że dzieci "niekarane" są odporniejsze na stres, że mają poukładane w głowach i z przyjemnością zajmują się swoimi dzieciakami. Ani ja, ani Niemałż nie byliśmy bici. Żadnych szlabanów ani obcinania kieszonkowego. Nawet nam nie przyjdzie do głowy, żeby krzyknąć na dziecko. Po prostu cieszymy się, że z nami jest. A że czasem wpadnie w ryk, albo coś popsuje... no cóż, takie są dzieci :)

      Usuń
    3. Właśnie to były pionierki :) Pamiętam wojny mamay z ojcem, który przekonywał ją, że skoro on był bity to i paskiem powinien nas chować, ona tłumaczyła mu, że wychował się bez bicia i tak równiez można. Edukacja osoby krzywdzonej jest chyba cięższa niż wychowanie zbuntowanego nastolatka ;)

      Usuń
  9. Taki dowcip 😋 czym sie różni pedofil od pedagoga?
    pedofil lubi dzieci !
    A tak na serio ja swoich dzieci nie cierpie z milion razy na dobę co nie zmienia faktu ze kocham je nad zycie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mówią ci, że cię kochają? Moje mówią, nie tylko pzred kieszkonkowych, choć Adni napisał ostatnio sms, że mnie kocha i żebym ogranęła mu pokój, bo z dziewczyna przyjeżdża ;)

      Usuń
  10. Są dni, ze mam swoich dosyć, mam ochotę uciec i nie wrócić, każdy tak ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kusząca propozycja, wrócić, jak skończa 40tkę ;)

      Usuń
  11. Moje dzisiaj przeszły same siebie i granice możliwości . Az miałam zamiar wypić setkę chociaż nie pije ale na trzeźwo mogłam tego nie znieść . Po dwóch godzinach krzyków jekow bicia itp wydarlam się na nie i wykrzyknelam ze zachowują się jak zwierzęta i oddam je w cholerę
    Na to starsza do mojej 8 mc córki mówi
    Ej Pati dobra spokój juz bo nasz naprawdę odda ale nie do ludzi tylko do schroniska
    Mała się śmieje a ja pytam a czemu tam ?
    Odp przecież krzyczałas ze zachowujemy się jak zwierzęta
    I dla tego . Ręce moi opadły razem z kopara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie ten urok, dzieci nas rozbrajają, ale też wkurzają ;)

      Usuń
  12. Święta racja! Nieraz mam dość swojego dziecka. Zamknęłabym w ciemnej piwnicy,albo dała środki nasenne,byleby mieć 5 minut spokoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 5 min spokoju...kuszące ;) Próbowałaś się wyłączyć? Jak poziom hieterii sięga zenitu olewam, nic nie słyszę,czasem któreś coś się spyta, a ja nie wiem co, bo nie słuchałam-całkowita izolacja słuchowa, jak zaczął się szał ;):)

      Usuń
  13. Ja bym tego tak nie nazwała. Nie lubię konkretnego zachowania. Ale nie jest to powód by kogoś zaraz nie lubić.
    Też bywa, że mam dość. Wtedy zwykle idę się wyżyć na naczyniach przy zmywaniu. Z reguły moi panowie i ten duży i ten mały wiedzą, że coś przeskrobali i okazują za chwilę skruchę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieci również wiedzą, że nie lubię konkretnych zachowań, nawet najmłodsza jak przegnie mówi: "Nie lubisz mnie? Kochasz?". Nazywamy wdomu

      Usuń
    2. emocje, potrafimy nazywać i wyrażać uczucia, nie tłumimy ich.

      Usuń
  14. Kocham swoje dzieci. Ale zawsze powtarzam, że nie lubie noworodków. Oj bardzo nie lubie. Lezy to takie, płacze jak jest złe, płacze jak jest zadowolone, zero kontaktu. Poza tym nie widzę w nich nic uroczego. Urocze są dopiero 3-4 miesięczne dzieci wg mnie. Przyznaję się do tego, że najbardziej lubie dzieci w wieku od 2.5 do 4 lat. Potem już za moc pyskują. Ale to nie zmienia faktu, że kocham dzieci. Wkurzają mnie, a szczególnie takie 'talenty' wyprowadzające z równowagi w przeciągu sekundy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest zdrowe podejśćie.Nawywanie rzeczy po imieniu: nie lubie konkretnego etapu, stanu :)))

      Usuń
  15. Ale mi ulżyło ! strasznie nie lubię ,,drących się przeraźliwie i bez powodu w miejscach publicznych - cudzych dzieci. I nie znoszę tej abnegacji rodziców ,tej bezradności. Moje są cudowne . Już dorosłe. Wnuczkę uwielbiam-nikt takiej nie ma. :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od dziś pasażerowie relacji Warszawa-Radom róniez nie lubią, wracałam wioząc zoo-zero reakcji na mnie, zero opanowania, nic, pełna samowolka, czekolada buzująca w żyłach.

      Usuń
  16. Ja uważam, że akurat sporo się w tym względzie zmieniło. Nie usłyszałam nigdy, że muszę swojego dzieciaka kochać bezwarunkowo, ba! słyszę że mam prawo się wkurzyć, że jest to normalne. I doceniam że żyjemy w takich czasach, że my matki możemy bezkarnie ponarzekać na swoje dzieciarnie. Choć pewnie zależy to też od najbliższego otoczenia. Może mnie trafiło się bardziej otwarte?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne-wieś jest jednak zdania: co ludzie powiedzą/pomyślą?

      Usuń
    2. Kurczę, rzeczywiście tak może być. O tym nie pomyślałam.

      Usuń
    3. Duże miasto daje anonimowość, w mieścinie czy na wdi kesteś na celowniku

      Usuń
  17. jak jestem krok od znielubienia, wsiadam w auto i jadę.Obojętnie gdzie. Na chwilę. Dzieci oczywiście zostawiam tacie. Pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja to dzieci ogólnie średnio lubię. Są głośne, pyskate i przez idiotycznych rodziców kaszlą na chleb w piekarni. I nie raz NIE LUBIŁAM mojej côrki, bo ba litość boską ile k...razy trzeba jeść w nocy. Ale też nie lubię czasem mojego męża, mamy, rodzeństwa, przyjaciółki, ale mimo wszystko nadsl jesteśmy razem. Zdrowo jest się trochę po-nie-lubić od czasu do czasu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt mocne lubienie prowadzi do przesytu ;)

      Usuń
  19. Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm
    w jednym poście "wściekasz się" , że Miejsca Bez dzieci Cę denerwują - uważasz za dyskryminację !
    a tu odnośnik do twojej wypowiedzi, że popierasz takie miejsca....
    To jak to z Tobą jest ?.... :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyy, czytamy ten sam post? A.

      Usuń
    2. myślałam, że ona pisała o tym, że jest za miejscami bez dzieci... Chyba nie umiem czytać..

      Usuń
  20. Chyba czytasz w moich myślach bo też tak często myślę. Tzn. Dzieci lubię ale na 5minut a najlepiej z daleka. Każdy normalny człowiek może się wkurzyć i nie lubić dzieci, potrzebować tej wolnej strefy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Pracuje z dziećmi autystycznymi, z porażeniem mózgowym i do Nich cierpliwość mam zawsze. Swoje- czteroletnie bliźniaczki, bo maluch jeszcze w kość mi nie dal- czasami wsadziłabym do słoja z formalina :)

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.