CZY TO BYŁ LEPSZY ROK? Podsumowanie 2014r.

środa, 31 grudnia 2014
Poprzedni rok był tak dołujący, że aż zabawny
-polecam przypomnieć sobie co tak naprawdę rozbiło mi w nim konstrukcję. Miłe przebłyski końca grudnia rozświetlały wizję Nowego 2014 roku.

W tym roku moje blogowanie nabrało pędu, okazuje się, że jednak poczucie humoru w narodzie nie umarło
i zdecydowana większość czytelników docenia mój specyficzny dowcip.

Najpopularniejszym wpisem, bez jednego słowa tekstu okazały się Mazury.
(może zamiast pisać powinnam kupić dobry aparat i robić zdjęcia).


Kolejnym, który jako jeden z moich pierwszych trafił na główną pani Doroty Zawadzkiej jest
10 rzeczy, które umiesz zrobić, gdy jesteś rodzicem.
"...Ogólna wada wzroku i słuchu.
Czasem lepiej nie widzieć i nie słyszeć tego, co robią nasze pociechy. Wraz z funkcją rodzica nabywamy ostre stępienie widzenia i słyszenia, jest to niejednokrotne zbawienne, gdyż chroni nasze i tak wątłe zdrowie psychiczne...."


10 wkurzających tekstów bezdzietnych rozbawiło nie tylko osoby mające potomstwo, ale również tych dopiero planujących lub zdeklarowanych niedzieciatych.
"...One muszą być takie głośne?
Nie no co ty? Wyjmuję z nich baterie, zaklejam taśmą,
zamykam w dźwiękoszczelnej piwnicy...
Zdecydowana większość maluchów jest cicha, spokojna i słucha, co do nich mówimy,
tylko moje jakieś inne się trafiły..."
Siedem grzechów matki bawi was nadal, ciekawe czemu?;).
"... IZOLACJA.
Sama chodzę to toalety. Większość matek chadza tam z "ogonami", albo siusia przy drzwiach otwartych. Ja nie. Pomimo drapania w drzwi, prób przedostania się przez dziurki w  drzwiach małej żmijki nie biorę jej ze sobą. Nie, bo nie-koniec..."

Najszerzej komentowany i budzący sprzeczne emocje wpis
Matka dostojna (dojna) krowa,
w którym zdjęcia wywołały więcej emocji niż treść.

Wielodzietna patologia również została ciepło przyjęta.

Zdradziłam wam również 5 powodów, dla których nie myje okien,
pokazałam Top wtop
oraz uchyliłam rąbka tajemnicy 
SEXU MAŁŻEŃSKIEGO


Chętnie czytane wpisy ostatnich dni:
Kupić, ukryć, zapakować...
Przesądy, zabobony wigilijne.
Top 5 minionych świąt.
Mini aferka pieluszkowa.
Odpowiedź na list...

Jednak blog to nie tylko pisanie.
Dzięki spotkaniom blogerów miałam okazję zwiedzania Polski, gdyż wyjazdy były celem poznania miejsc, w których nie byłam. Zaowocowały wspaniałymi znajomościami, które przeradzają się w obiecujące związki-bez kosmatych skojarzeń proszę.

Wioleta wraz z mężem są najfajniejszymi rodzicami czarnowłosej laleczki, jakich poznałam,
znajomość jest tym trwalsza, że pomimo mieszkania pod jednym dachem przez cały łikend z moją rodziną nadal z nami rozmawiają. Ania zachwyca mnie równowagą, spokojem i dystansem do życia, mogłabym z nią
spędzić zimowe wieczory na popijaniu wina domowej roboty, przypomina mi przyszywaną ciocię Ninę.
Marta-matka wszechmocna, powala poczuciem humoru i lekkim podejściem do codzienności-uwielbiam.
Dorotka z dzieciakami, którzy przybyli, aż z Taiwanu-liczę, że nie ostatni raz. Joasia opanowaniem równoważy moje szaleństwa-potrzebuję tego, by nie odlecieć. Natalia realnie i wirtualnie sprowadza mnie na ziemię zdrowym podejściem do życia, zazdroszczę dojrzałości. TYŁ AUTOBUSU to najbardziej szalone towarzystwo, jakie w tym roku zebrało się w jednym miejscu, ale dobrze mieć zgraną ekipę z tymi samymi ułomnościami psychicznymi ;). Jako, że w tym roku mam szczęście do rodzin wielodzietnych nie mogę nie wspomnieć o cudownym małżeństwie, które tworzą Karola i Artur.  Oczywiście w zestawieniu nie mogło zabraknąć Noemi, która jest realną osoba z prawdziwą rodziną-choć niektórzy twierdza inaczej.

Michał poświęcił mi sporo swojego czasu, by pomóc w niefajnej sytuacji, choć widzieliśmy się raz na poprzedniej Blogowigilii, zaangażował się w moją sprawę, za co serdecznie dziękuję.
Ogromne dziękuję wszystkim MIKOŁAJOM-wy wiecie.


Rok spotkań, nowych znajomości, zacieśniania więzów,
kilka epizodów w tv internetowej i śniadaniowej, które nakłaniają mnie do założenia vloga-tak dojrzewam do tego pomysłu, jak pomidorek na słonku. Wejście w nowy projekt
 oraz interesująca propozycja, którą przyjęłam.
Przejście na własną domenę i realne pieniądze spływające na konto dają poczucie, że jednak
idę w dobrym kierunku.


Największe zmiany roku 2014:
-zmieniłam swoją starą nokię na dotykowy LG-zmiana była bolesna
-mój instagram mamatrojki_bozena_jedral
-stare auto umarło śmiercią naturalną, nie nie widujecie mnie w 190tce
-rozliczenie się z przeszłością-tak urząd skarbowy nie miał już wątpliwości
-wystawienie pierwszej i nie jedynej faktury za pracę na blogu.


Nie robię postanowień, wyznaczam cele:

-zmiana przekazu, łatwo nie będzie, ale kto nie wojuje, ten w kozie nie siedzi
-więcej śmiałości-tak przyznaję, mając okazję na tegorocznej Blogowigilii, nie podeszłam do tych, do których chciałam-zabrakło mi odwagi-żałuję
-rozwinięcie firmy (prowadzę ją drugi rok)
 -więcej spontaniczności


Czego mogę wam szczerze życzyć?
Odcięcia się od wszystkich toksycznych znajomości i otaczania dobrymi, życzliwymi ludźmi.



Jeśli jeszcze nie wiesz tu serwuję kawę, zapraszam do polubienia.
                                                               

KARMIENIE, SIKANIE, PRZEWIJANIE-MAMY PROBLEM.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Po artykule "Pampers z niespodzianką..." rozpoczęła się szeroka dyskusja za i przeciw.
Jako matka powinnam być oburzona oburzeniem pani Agnieszki Kublik, jednakże mam jeszcze
pomimo potrójnego, ciążowego odmóżenia odrobinę zdrowego rozsądku.

"Wychodząc z domu bez dzieci nie chcę:

- patrzeć na cudze smarki czy ślinotok

- potykać się o jakąś zabawkę

- słuchać wycia (bo rodzice albo olewają, albo nie radzą sobie)

- tolerować pokazu akrobacji (przecież wspinanie na krzesła jest takie urocze)

- poczuć nagle kupki pomiędzy kęsem schabowego, a ziemniakiem." 
Razi mnie ostentacyjne, publiczne karmienie piersią.
Każde dziecko ma prawo zjeść na żądanie, ale nie godzę się na wywalanie cycków "bo ja karmię",
sorry ale nie każdy ma ochotę oglądać zwisy dyndające nad talerzem, jeśli zechcę takowe pooglądać 
pójdę do nocnego klubu. O matkach dostojnych (dojnych)-pisałam TU.
 Nadszedł odpowiedni moment, żeby zastanowić się nad współżyciem.
W jakiej sytuacji jest stawiana postronna osoba, mimowolny widz?
Jak czuje się ktoś komu właśnie zesrano się pod nos, na jego oczach podgrzano mleko 
zanurzając w zupie bezwiednie zwisający cyc?

Jestem matką. Karmiłam piersią troje dzieci. Zdarzało się, że robiłam to publicznie, 
ale z poszanowaniem siebie, zawsze zakrywałam się szalem.
Proszę mi tu tylko nie mylić ze szczelnym okrywaniem dziecka kocykiem,
co to, to nie. Dla własnego komfortu zakrywałam siebie, by nikt nie musiał oglądać mojej golizny.
Zdarzało mi się karmić w sklepach (w kilku dostałam nawet stołek lub krzesło dla wygody), zoo, parku,
na plaży, nawet w kościele-tak, księża wolą, żeby matka nakarmiła maluszka w bocznej nawie niż miałaby dzieciaczyna płakać z głodu podczas mszy.
Przewijanie dziecka jest czynnością niezbędną dla zdrowia i higieny,
jednak są miejsca w których można to zrobić bez przyprawiania ludzi o mdłości.
Większość toalet w miejscach publicznych posiada przewijaki, jeśli takiego nie możemy znaleźć 
wystarczy zapytać obsługę, gdzie możemy pozbyć się smrodliwego problemu.
Czasem okazuje się, że przewijak stoi w szatni lub jest złożony w składziku.

Od razu rodziców pieluszkowych zapraszam do dyskusji po odpieluchowaniu malucha w środku zimy,
tu dopiero zaczyna się jazda. Brak przewijaka to pryszcz, z tym większość społeczeństw kreatywnie sobie radzi. Wszelkie pomysły, jak wysadzić maluszka na mrozie przyjmuję od ręki
(na razie przyszło mi do głowy pukanie do obcych domów i żebranie o wstęp do toalety).

Wiosną i latem odpieluchowanych można od razu rozpoznać. Sikają na trawę.
Raczej nie polecam robienia tego na placach zabaw (po to są ogradzane, żeby psy i inne stworzenia ich nie obszczywały), jednak z siusiu na trawkę w parku nie robiłabym problemu, dziecko nie wytrzyma, jak zawoła, musi zrobić tu i teraz.

 Jestem za:
-publicznym karmieniem, ale z szacunkiem do samej siebie
-braniem dzieci "do ludzi", ale w miejsca gdzie przede wszystkim dziecko nie będzie odczuwało dyskomfortu
-strefami wolnymi od dzieci
 Zdarzają się sytuacje niezależne od nas, ale zanim wpadniemy w szał bycia
 pełnoetatowym rodzicem pomyślmy chwilę, czy właśnie nie robimy czegoś, co nas samych 
by odrzuciło i zniesmaczyło. Bycie rodzicem nie zwalnia nas z logicznego myślenia.
 Zapraszam do dyskusji.

                                                           

KOBIECA SUKIENKA, CZY WÓR POKUTNY?

poniedziałek, 29 grudnia 2014
Sukienka, jako prezent gwiazdkowy wydawała się być świetnym pomysłem,
jednakże już we wstępnej fazie jego realizacji trafiłam na opór.
Nie zostałam wyrzucona z żadnego ze sklepów, nikt nie podebrał mi wybranego modelu,
blokada powstała we mnie.

Jadę pełna nadziei i optymizmu lecz zamiast trafić do świątyni mody widzę same wory pokutne.
Czy wszyscy projektanci urwali się z choinki?
Nie każdy planuje nadprogramowe kilogramy dodatkowo wyeksponować w namiotach szumnie zwanych sukienkami, filigranowe kobiety wyglądają w nich, jak anorektyczki w kaftanach bezpieczeństwa
zdecydowanie nie szytych na miarę. Do tego długość: tuż za kolano-idealne dla babci.

Rozmowa:
-jaki to ma rozmiar? M?
-tak, ale proponuję pani XS, też będzie luźna..

Serio? Uszycie plandeki, oznaczenie jej w pijanym zwidzie, a ty klientko martw się, w czym będziesz mniej komicznie wyglądać. Ktoś by powiedział, że się czepiam. Nie, nie czepiam. Spędziłam pół dnia na oglądaniu sukienek, przymierzyłam jedną, która również okazałą się być pomyłką.

Nie mam powalającej figury, ale mam długie nogi i wciętą talię, mam również ładną linię ramion.
Chcę to podkreślić.
Nie mam wygórowanych wymagań. Szukam dopasowanej mini. Kolor obojętny.
Co znajduję? Kimona poszerzające bary (jeśli zechcę straszyć po nocach po prostu zmyję makijaż),
bombki, które przeszły metamorfozę i obecnie przypominają nieudane balony oraz bezpieczne wory na kształt litery A. Gdzie w tym odrobina kobiecości się pytam?

Jeśli zechcę założyć koszmarek, który zniekształci mnie na maxa, doda 12 kg w biodrach
 i postarzy o 25lat, pogrzebię w koszu z ciuchami roboczymi chłopa.


Zastanowił się ktoś dlaczego kobiety noszą spodnie?
Kiedy idę na zakupy i mam 25 par dżinsów do wyboru, do tego cztery sukienki typu worek, zgadnijcie z czym wychodzę z sklepu? Też tak macie?

Noszenie dopasowanych rzeczy nie boli (dopasowanych, nie trzy rozmiary za małych),
ale jak kobieta ma umieć określić swój rozmiar skoro wchodzi w każdy worek niezależnie od oznaczenia?
Nie ma się co później dziwić, że niektóre wyglądają, jak szynka na święta, albo jakby zarzuciły na siebie kapotę starszego, przypakowanego brata.

Apeluję o włączenie myślenia i wyłączenie własnych kompleksów przy projektowaniu,
a ja nadal szukam sukienki...



 Również nic nie możesz kupić na siebie? Polub, będzie mi raźniej.
                                                             

TOP 5 MINIONYCH ŚWIĄT.

sobota, 27 grudnia 2014

MIEJSCE PIĄTE: KEVIN.

Nikt nie wierzył, że będzie w tv, jednak wszyscy na niego czekali.
Już kilka lat temu polsat próbował zabić święta  rezygnując z tego punktu programu,
jednak opinia publiczna skutecznie wyperswadowała ten pomysł.
Bez Kevina nie ma świąt.
Osobiście obejrzałam po raz 75ty w listopadzie, a w święta delektowałam się Asteriksem.


MIEJSCE CZWARTE: PASTERKA.

Główny powód dlaczego nie chodzę na pasterkę:
-idziesz na paserkę?
-nie piję w domu...

Generalnie wygląda to tak, że gdzie by człowiek nie stanął i tak czuć zewsząd TEN CHUCH,
nawet jeśli po kolacji wigilijnej nie wypijesz lampki wina po wyjściu z paserki będziesz pijany od zapachu z ust pozostałych parafian. Oczywiście wszystko w duchu świątecznego nastroju.


MIEJSCE TRZECIE: KARP.

Stadnie hodowany, hurtem zabijany. Trzymanie go w wannie na trzy dni przed śmiercią też jest ciekawym zjawiskiem-gdzie się wtedy cała rodziną myjecie?
Nie zrozumiem masowego zachwytu karpiem.
Próbowałam w różnych postaciach (teściowa mistrzynią w przygotowywaniu karpika jest),
nie smakuje mi i już! Nie wiem, jak można zachwycać się czymś, co ma bliżej niekreśloną konsystencję,
czyhające na życie ości oraz posmak mułu, ale co ja tam wiem.



MIEJSCE DRUGIE: CHLEB.

Żyjemy w kraju, w którym kalendarz na przyszły rok dostępny jest już od września,
w każdym z nich dni wolne od pracy zaznaczone są na czerwono,
nie będę wypominała tu każdej niedzieli, ale mowa o większych świętach. Nie musisz ich obchodzić-twój wybór, ale pytania w stylu: "gdzie dostanę chleb w pierwszy dzień świąt?" lub stwierdzenia " tu i tu otwarte, jednakże chleba nie mają..." rozbijają mi z lekka konstrukcję.
Wiemy z góry, że będzie zamknięte, że chleba na pewno nie będzie, żeby był wilk syty i wilk syty (owcy proszę mi w to nie mieszać) wystarczy kupić pieczywo wcześniej, można również kupić gotowy, mrożony produkt do upieczenia, albo upiec od podstaw.


MIEJSCE PIERWSZE: ŚNIEG.

Zaledwie dwa dni przed świętami było 12 stopni na plusie,
padał deszcz i nic nie zapowiadało białych świąt.
Jakieś tam przepowiednie ze śniegiem w tle pojawiały się, ale zdecydowanie bliżej Wielkanocy.
Jako że śnieg w grudniu jest ostatnimi czasy niespotkany, znalazł się na pierwszym miejscu.
Biały puch wygrał internety ;).

A co was najbardziej zaskoczyło w te święta?



Podobało ci się? Polub będziesz mieć więcej.
                                                            

Przesądy/zabobony wigilijne.

środa, 24 grudnia 2014
Święta powinny być czasem radości i spokoju,
jednak od najmłodszych lat jesteś tresowany z powodu przesądów, zabobonów, czy szumnie zwanej tradycji.
*zdjęcie pobrane z internetu, nie jest moja własnością

1. Bądź grzeczny w Wigilię!
Od dziecka słyszysz, że w Wigilię masz być grzeczny, bo jak dostaniesz lanie, to będziesz bity cały rok,
 teraz po prostu masz być miły i z nikim się nie kłócić (jest to oczywiście średnio wykonalne, gdyż głód złym doradcą, a wszystko wokoło pachnie i kusi...).

2. A poszła babo stąd!
Ważne, żeby pierwszą osobą, która odwiedzi dom był mężczyzna,
najlepiej brunet, baba przynosi pecha i cały rok nieszczęść wszelakich.
Zawsze teściowa przylezie...

3. Pochować igły i nici!
Nie wolno szyć, gdyż zwiastuje to rok ciągłego poprawiania i naprawiania.
Głupi zawsze znajdzie sobie robotę, a chłop niech wiąże sobie spodnie na sznurek skoro mu guzik
właśnie odleciał.

4. Spróbuj wszystkiego.
Stół ugina się od jedzenia, 12 potraw, które każdy pochłania oczami.
Powinno się spróbować każdej z nich, by zapewnić sobie dostatek w najbliższym roku. Polecam wygodne dresy na czas obżarstwa.

5.Łuska przyniesie zysk.
Kiedy już zaszlachtujesz bogu ducha winnego karpia, koniecznie jedną z łusek schowaj do portfela,
zapewni to korzystne finanse w najbliższym roku. Mi osobiście trąca to noszeniem przy sobie trofeum z ofiary, ale czego się nie robi dla kasy?

6. Moneta pod talerzem.
Ponoć dla zapewnienia płynności finansowej pod talerze należy położyć monety,
nigdy tego nie robiłam-wiem już czemu ponad 30 lat klepię biedę.

7. Nie kichaj!
W dniu Wigilii postaraj się nie zaziębić, ani niczym nie zarazić, bo będziesz chorować przez cały rok (oczywiście jest to bardzo proste,  obcałowanie się z cała rodziną, wymrożenie dupy na pasterce ci nie grozi
i zapewne patrząc na pogodę zmoknięcie do żywego nie powoduje chorób-powodzenia).

8. Kłótniom stop!
Absolutnie, pod żadnym pozorem nie denerwuj się. W Wigilie zalecany jest spokój, gdyż rzutuje to na stan twojego zdrowia psychicznego przez cały rok. Oczywiście staram się być spokojna, tylko zdjęcia, które zamówiłam tydzień temu nadal nie są gotowe do odbioru-miały być na prezent!

9. Nie pożyczaj!
W Wigilię nie należy nikomu pożyczać pieniędzy, gdyż osoba, której się pożyczy będzie cierpiała niedostatek przez najbliższy rok. Wypłata za tydzień, w lodówce tylko światło, niech z głodu padnie, ale ustrzeżesz ją przed żebraniem w roku następnym.

Kolejny zabobon głosi, iż pożyczeniu komukolwiek czegokolwiek w Wigilię grozi utrata majątku!
Jeśli wiec sąsiadka wpadnie po szklankę cukru, pogoń ja natychmiast.

10. Złotka na choince.
 Ubierając choinkę koniecznie należy powiesić na niej kilka miodowych pierników,
zawiniętych w złotka, zapewni to obfitość na przyszły rok.
A świstak siedzi i zawija...

11. Milcz i spożywaj w ciszy.
Podczas wigilijnej wieczerzy nie należy zbyt dużo mówić, najlepiej jeść w milczeniu.
jest to oczywiście wykonalne, zwłaszcza gdy zebrała się duża rodzina, z którą widujemy się okazjonalnie.

12. Parami przy stole.
Liczba uczestników wigilijnej wieczerzy powinna być parzysta inaczej wróży to pecha.
W naszym przypadku powinniśmy chyba pomyśleć o czwartym dziecku, bo jesteśmy w pięcioro
-czarno ten rok widzę ;).


Zastosujesz któreś? A może masz własne przesądy?
Polub, to prezent dla mnie :).
                                                             

Pakowanie prezentów-pomysł-DIY

wtorek, 23 grudnia 2014
DIY
Masz dość prezentów w gotowych torebkach?
Chcesz zaskoczyć wszystkich pomysłowymi opakowaniami na prezenty?
Oto kilka pomysłów.



















*zdjęcia pobrane z internetu, nie są moja własnością


Jak zapakujesz prezenty? A noże już masz zapakowane?
Polub, zrób i mi prezent  :).
                                                           

Blogowigilia

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Blogowigilia-20 grudnia 2014r.
Dzień, na który czekało ponad 600 osób.
Warszawa Stadion Narodowy.



Czekałam i ja z  utęsknieniem na dzień zapisów, żeby ostatecznie go przeoczyć...
Szczęśliwie było kilka terminów, więc udało mi się dostać osobisty numerek-wejściówkę.

W zeszłym roku  byłam synem, tym razem ciągnąc drzewo do lasu wzięłam również męża.

 Wspaniała organizacja, pyszne jedzenie i napitki, zaskakujący program wieczoru,
niekończące się rozmowy. cudowne spotkania , była też okazja do poznania na żywo tych, których znam z sieci, jak i do nawiązania nowych znajomości.  Największym moim odkryciem jest  Michał bloger urodowy.
 Plan na przyszły rok: dokonać zakupu aparatu i nowej torebki.

Fantastyczna atmosfera, cudowni ludzie i hojni sponsorzy: Tesco, Sodexo, Coca-cola, Grant's,
LG, Soplica, Coffe Desk i inni.

Serdecznie dziękuję za możliwość uczestniczenia w tym spotkaniu.



Wspaniałe organizatorki: Ilona, Ewa  i Ania

zdj. Renata Rusnak Naturalnie





czytanie bajki

Jednym z największych zaskoczeń był prezent od Ani /Dziecięce klimaty/,
która zaprojektowała ten wspaniały kubek.



zdj. Adrian Mijas

Paulina , Beata, Marta, Iza, Justyna, Marcelina
kiedy kolejny biwak w moim salonie /obiecuję nauczyć się robić drinki i dowiozę jeszcze jedną polówkę;)/





Jeśli masz jakieś zdjęcie, na którym jestem podeślij proszę.

                                                            

Pobawmy się-Fisher Price

sobota, 20 grudnia 2014
 W szóstej odsłonie kampanii edukacyjnej „Pobawmy się”, ekspert Fisher-Price® dr Justyna Korzeniewska uświadamia, jak ważna jest rola zabawy w życiu każdego człowieka J

 
Akcję „Pobawmy się!” wspomagają polska top modelka Kamila Szczawińska, dziennikarka Beata Sadowska, modelka i prezenterka Karolina Malinowska, a także Magda Steczkowska, polska wokalistka popowa. 


Do grona przyjaciół kampanii dołączyła
 Magdalena Różczka - aktorka filmowa, teatralna i dubbingowa, mama dwóch córek.


Dla dorosłego zabawa to przyjemność, jednak dziecko odbiera ja inaczej.
Wkłada w nią dużo emocji i wysiłku, dzięki czemu  znacząco rozwija się emocjonalnie.

Pierwsze zabawy zaczynają się już u kilku miesięcznego dziecka, gdy chowamy zabawkę, maluch myśli, że znika, po kilku powtórzeniach maluch wie już, że bez względu na to czy widzi zabawkę czy nie ona jest.
Grają tu wszystkie emocje: radość, zaskoczenie, odkrycie, którymi dziecko pragnie się dzielić,
dlatego udział rodzica w tych zabawach jest tak ważny.

Potem pojawia się przywiązanie, osobiście przekonałam się o tym u średniej córki, gdy ukochaną lalą była najstarsza szmacianka, bez której nie mogliśmy się nigdzie ruszyć, natomiast najmłodsza
nie zaśnie bez TEGO rożka ulubionej kołderki, rożek jednocześnie jest przyjacielem-pocieszycielem.

Nie raz mieliśmy okazję do obserwacji dramatu, który odgrywał się w malutkich oczach, gdy 
ukochany przyjaciel zniknął, oraz radości kiedy się odnalazł.

To bardzo istotny etap rozwoju. Zabawki dostarczają całej gamy emocji od radości po frustrację,
od poczucia sukcesu po gorycz porażki. Czasem pomimo usilnych prób wieża z klocków się
 przewraca, a zwierzątka nie mieszczą się do wagonu pojawia się złość i irytacja.
Ile razy twój maluch płakał i rzucał zabawkami? Nie policzysz-wiem z doświadczenia.

Jednak zabawki te są na tyle atrakcyjne, że dziecko do nich wraca wciąż odkrywając je na nowo.
Poprzez zabawę z rodzicami, rówieśnikami czy rodzeństwem przystosowuje się do ogólnie panujących norm społecznych, współpracy, rozwiązywania konfliktów.

Jeśli twoje dziecko bawiąc wciela się w panią z kiosku, pana listonosza, lekarza, czy zwierzątko
jest to sygnałem zaczątków empatii, altruizmu, czy życzliwości.
Poprzez zabawę dziecko rozładowuje również napięcie, złe stany emocjonalne i rozwiązuje
psychiczne konflikty.
Wnikliwa obserwacja tych zachowań pomaga rodzicowi/opiekunowi dostrzec świat wewnętrzny dziecka.
Specjalnie przygotowane zabawy wspomagają rozwój emocjonalny, pomagają osiągnąć równowagę wewnętrzną i pozbyć się lęków.

Dziecko poprzez zabawę przerasta swoje możliwości, wyzbywa się ograniczeń,
dlatego warto inwestować w rozwój emocjonalny swojego malucha.

Fisher Price proponuje twórcze, drewniane zabawki, np układankę-wieżę,
Przyjaciół do wspólnych zabaw oraz przyjemnego zasypiania:
szczeniaczka uczniaczka oraz jego siostrzyczkę,
zestawy z serii Little people lodziarnie i sklep
oraz zestaw małego lekarza.



Wpis powstał w wyniku współpracy z Fisher Price

Zapraszam na mój fan page, polu, będziesz na bieżąco.

                                                            

prezenty z zakładu pracy

środa, 17 grudnia 2014
  Lubimy prezenty-wszyscy,
 choć może czasem jesteśmy zażenowani wartością i czujemy się zobowiązani do rewanżu-lubimy.
 Dzieci szczególnie czekają na te wymarzone ale również na "nieplanowane":
z przedszkola, szkoły, zakładu pracy od rodziców, TFU!, od Mikołaja-choć już nie podtrzymuje wiary w niego u starszej dwójki.

Będąc w szkole byłam zazwyczaj rozczarowana zawartością paczki na mikołaja,
moja zawsze należała do tych skromnych, po latach dowiedziałam się, że prezenty kupowali rodzice,
kto co zdobył, kogo na co było stać. Ciężkie lata 80te.
Do dziś pamiętam mój wstyd, gdy pan mikołaj zapytał mnie o tabliczkę mnożenia, a ja ze stresu mało nie zemdlałam. Miała 8lat i zapomniałam w panice ile to jest 4x4.

Prezent od babci również nie był zagadką: 
szara torebka po cukrze, w niej kilka katarzynek (lukrowane ciasteczka), jakiś lizak, czekolada
i 10zł (wcześniej równowartość). Choinka tam zawsze stała na szafce nocnej, ubrana co roku jednakowo
(każda bombka i papierowa ozdoba miała swoje miejsca od zawsze).
Wypasem na przegryzkę były chrupki kukurydziane, które babcia wydzielała nam (jedna paczka na wizytę).

Były też imprezy zakładowe. Poczta Polska byłą jeszcze instytucja państwową (poczta i telekomunikacja były jedną firmą). stamtąd paczki były WYPASIONE, przez duże W. cała reklamówka łakoci,
choć niektórzy chyba zapomnieli, że całą przyjemność w rozpakowywaniu i obecnie sieją oburzenie
na "bogate" paczki w placówkach edukacyjnych /Oburzenie, bo dzieci dostały bombę cukrową/
  
 Co było w zakładowych paczkach? Ciężkie wtedy do zdobycia pomarańcze, żelki haribo (chyba z pewexu), jakaś szynka konserwowa
oraz baryłki z alkoholem (tak-zarząd wybierał prezenty). Do dziś pamiętam,jak z paczki wyspały się dwie cytryny, a mama obrała, zasypała cukrem i kazała zjeść (do tej pory uwielbiam).

Do czego zmierzam? Nikt nie myślał o cukrze w cukrze, nadwadze, sztucznych barwnikach (były?).
Mikołaj, paczki, zabawa, integracja. Na miarę czasów-wypas.

Nadal zakłady pracy organizują paczki dla dzieci pracowników, są po brzegi napakowane słodyczami.
Nie ma w nich pomarańczy i bananów, dziś jest to ogólnie dostępne, ale radość z odpakowania
nadal jest. Nie ma już zabaw jedzenia jabłka ze sznurka bez użycia rąk, za wygranie którego dostałam książkę "Dlaczego woda jest mokra, czyli odpowiedzi na głupie pytania".
Mikołaj jest ubrany staranniej i nie śmierdzi fajami, wystawy sklepowe bardziej zachęcają do
zakupowego szaleństwa, żyje nam się lepiej.
A paczka zakładowa? Niektóre zakłady dają talony inne gotówkę,
paczka według własnego "widzimisie", czy jest z niej tyle radości, co kiedyś?

Jak jest u was? paczki zakładowe już były?

*zdjęcie paczki zakładowej solidarności

                                                   Lubisz paczki zakładowe?  Polub i mnie.


                                                         

odpowiedź na list pani minister edukacji

wtorek, 16 grudnia 2014

Chwilę temu zarówno ochy i achy, jak i jawny sprzeciw wzbudził list pani minister edukacji do rodziców.
Oczywiście rodzice zaczęli głośno domagać się opieki nad swoim dziećmi podczas dni między świętami,
nauczyciele bronili się wyznaczonymi dniami wolnymi przez dyrektorów szkół.
Przecież zawsze tak było: dzień przed Wigilią wolne w szkole, potem szło się dopiero po Sylwestrze.
O co to halo?
Fakt w tym roku dopiero dzieciaki idą do szkoły 7 stycznia.

Jednak nie przypominam sobie, żebym, jako dziecko w czasie 27-30grudnia chodziła do szkoły,
żeby dupę truć komuś na świetlicy. Nie, babcia się nami nie opiekowała,
mama była w pracy, a my z kluczem u szyi ganialiśmy z sankami na górkach.

Nie jestem nauczycielem, jestem rodzicem.
Owszem irytuje mnie skrócenie zajęć lekcyjnych przed planowanymi dniami wolnymi,
 zmianowy system lekcyjny w szkole /nie rozciągnę jej skoro uczniów jest więcej niż było przewidziane/
ale żaden nauczyciel nie przychodzi do mnie z pretensją, że mam dzień wolny od pracy.

Urlop przysługuje każdemu, jak psu miska.
Boli cię dupa o wolne od szkoły w wakacje i ferie zimowe?
Trzeba było zostać nauczycielem,
siedzieć dnie całe w szkole, w której jest poziom głośności równy pracy przy młocie pneumatycznym.

Wyobraź sobie: darcie mordy regularnie co 45 min przez 300 do 1500 dzieciaków,
odpowiedzialność za tą szarańczę, użeranie się z niezadowolonymi rodzicami,
próbę przemycenia odrobiny edukacji do małych główek,
w których już zasiana jest myśl: nauczyciele mają za dobrze, nie szanujemy ich, mamy ich w dupie
(tak! dzieci wynoszą z domu wszystko, co usłyszą, a ludzie pieprzą bez zastanowienia,
 pod wpływem chwili).

Czy jako rodzic zastanowiłeś się choć przez chwilę, że do placówki edukacyjnej oddajesz swój największy skarb? Że ktoś opiekuje się nim, dba, uczy?
Masz kredyt, pracę, chuja za szefa-to twój problem,
sorry taka prawda.
Dziecko na świat się nie pchało, skoro jesteś rodzicem, to masz stanąć na rzęsach,
a dostosować swoje życie do rytmu dzieci, one zaraz dorosną i pójdą na swoje,
wypominając ci wieczny brak czasu i przechowalnię w szkole.

W dupie będą miały twój kredyt na który harowałeś-one już mają swój.

Wracając do listu pani minister do rodziców:
to tylko przypomnienie, że między świętami dzieci powinny znaleźć opiekę na szkolnej świetlicy
i każda szkoła, w której znajdzie się taka potrzeba TAKĄ OPIEKĘ ZAPEWNI.
Nie nie musisz drogi rodzicu urządzać kabaretu pod tytułem:
"należy mi się, jak psu buda", bo twojemu dziecku należy się twoja opieka.

Ty TY zdecydowałeś się na dziecko, nie twoja szkoła.
Odrobina empatii-w obie strony.

/wielkie deklaracje dzwonienia w wigilię, czy pani minister jest w pracy
uważam za ostatnie chamstwo-nikt nigdy nauczycielowi nie kazał pracować w wigilię
-to jeden z profitów bycia nauczycielem /

Zainteresowałam cię, wkurzyłam, chcesz podyskutować? Polub.
                                     

*rysunek pobrany ze strony szkoła na wesoło

jak nie pójść z torbami przez święta?

sobota, 13 grudnia 2014
Wizja świąt cię zatrważa?
Masz przed oczyma trzy wydane pensje, miesiąc sprzątania, dwa tygodnie gotowania i pieczenia
i dwa miesiące odmrażania i dojadania? Od samego myślenia o świętach boli cię głowa?



Szczerze? Mnie tak. Już widzę masowo napadane sklepy, zarówno spożywcze, jak i tekstylne.
Wczoraj stałam w kilometrowej kolejce w h&m, żeby zakupić jedną bluzę, a pan przy kasie spytał z niezrozumiałym wyrazem twarzy czy na pewno nie brałam jej z przeceny. Nie wiem, czy tak ubogo wyglądałam, ale dla pewności sprawdził i zawiedzionym głosem mruknął: nowa kolekcja, mi też przykro, wolałabym zapłacić połowę ceny. Wracając do kolejki dramat jakiś, jakby za darmo dawali i jeszcze dopłacali za zakupy.

Sklepy spożywcze zupełne inna bajka, 
Tam szał świąteczny trwa już od drugiego listopada, mikołaje czekoladowe dostali już przed pierwszym, ale wstyd im było wystawiać (wiem ze źródła).Oczojebne dekoracje powalają. Zbiórka do banku żywności budzi we mnie coraz gorsze emocje, widzę wciąż te same  twarze, nierobów i pijaków z chęcią przyjmujące każdy dar. Sorry uodporniłam się, po kalkulacji ile dziadowego z mopsu IM SIĘ NALEŻY,( bo żadnemu nie przysługuje tylko się kurwa należy)
dotarło do mnie, że oni wygodne życie prowadzą, przez moje miękkie serce.
Nie. Nie w tym roku.

Patrzysz na swoje finanse i myślisz: gryźć tynk, czy tylko polizać, bo z dziurawej ściany ciągnie?
Skąd przy ogólnej niby biedzie i bezrobociu ludzie mają TYLE kasy do wydania?
Mało istotne, pytanie właściwe brzmi: JAK NIE ZRUJNOWAĆ SIĘ NA ŚWIĘTA?

Jestem daleka od szeroko reklamowanych pożyczek, kredytów, chwilówek i wspomagania innych lichwiarskich praktyk, tylko po to, żeby obeżreć się niemiłosiernie, zaszpanować prezentami ponad stan,
które i tak wylądują w głębokiej szafie lub kącie i czekaniu do maja na zwrot podatku, żeby jakoś załatać dziurę po gwiazdce.

A skarpety w prezencie? Jak dla mnie TAK. Cieplutkich skarpet nigdy za wiele.
Do szału doprowadza mnie wpędzanie ludzi w poczucie iż MUSZĄ mieć wypasione święta.
Skarpety sa fajne.

Przypomnę: święta to czas z rodziną, nie z uginającym się od żarcia stołem, nie z wymyślnymi prezentami,
a z bliskimi, dla których w ciągłym biegu nie mamy czasu.


Może jestem nieoprawna politycznie, ale przyjmuję wszystkie serdeczności,
dobrych życzeń nigdy za wiele. Czy wyglądam gwiazdki? Tak. Choć w tym roku nie ubieram choinki.



podoba ci się tu? polub

                                                             

Bajkowy zakątek-nic już nie jest takie samo-relacja ze spotkania blogerek

piątek, 12 grudnia 2014

Minęły już prawie dwa tygodnie od spotkania blogerek w Bajkowym zakątku.
Pierwszy tydzień uciekł zanim się zorientowałam,
w drugim odgrzewam na zimno, to co się tam działo.

A działo się, działo...

Rankiem wyruszyliśmy z domu, by pięć godzin spędzić w podróży
(z mapą mogliśmy jechac trzy ;)).
Jak na mieszkańców wsi przystało odzialismy sie w gustowne dresy, wszak jechalismy w las.


Miejsce okazało się bajeczne, ciemność która osnuła zakątek  potegowała wrażenia.
(Ania pokazała wyczerpująco miejsce naszego spotkania.

Mały, drewniany domek, skrzypiące drzwi...
Cicho, ciemno, pusto. Nasza współlokatorka Wiola z Mama bloguje urwała tłumik w aucie, by efektownie się spóźnić (kto blogerce zabroni?)

W poszukiwankiu reszty uczestniczek spotkania trfiliśmy na salę zabaw,
dziewczyny sie świetnie odnalazły wsród dzieciaków.


Kolacja okazała się różnorodną uczta dla podniebienia
i zapoczatkowała jakże miłą integrację.

Pierwszy wieczór upłynął zbyt szybko, a domek chyba zmienił sięz drewnianego  na gumowy,
gdyz impreza zaczynała się rozrastać i przybyli nowi goście

Wyczekiwane spotkanie z Martą z Tosinkowych opowieści nastąpiło dopiero rano, gdyż ona najpóźniej przyjechała. Jednak już kolejnego wieczoru... ale nie uprzedzajmy faków.

Wyjaz zaowocował poznaniem świetnych mamusiek. Największe zamieszanie robił "tył autobusu do Mogielnicy" w składzie ja-prowodyrka, Wiola mama-blogujeMarta Tosinkowe opowieści, Ania dziecięce klimaty, Iza Nianio born to be wild, Klaudyna i Tomasz z Tulanek i Kasia Black smokey
(wspomniałam, że was kocham?)


Nie zabrakło również Anety Świat Karinki, Darii Mamalolipoli (ty już kochana wiesz co ;) ),
Karoliny Świat LenyOli panienka annaMarty tomitobiBeaty Tam jedziemyAsi Hubisiowo,
Ani mafilleAni mamineskarby, Kasi Ile d'AmourSylwii jej cały światPani rolnik Ilony, Sykwii oczami mamyEwy efcia.comAni 4-us-only.




Pełen relaks, atrakcje dla każdego członka rodziny, pyszne jedzenie,
zabawa oraz dyskusje i wyciąganie wniosków.

Dwa dni odcięci od problemów świata, bez budzika i stresu.
dzieci się wybiegały, mężowie odpoczęli, choć mogli by być bardziej dokarmieni ciastem podczas, gdy my miałyśmy wykłady, my wygadane za wszystkie czasy.

Nawiązały się wspaniałe znajomości, śmię twierdzić, że kilka przyjaźni, zrodziły nowe inicjatywy.
Piękne plany, których realizacja już się rozpoczęła.

Dziewczyny dziękuję za wspaniały weekend wśród ciepłych i otwartych osób
oraz  możliwość poznania was i waszych rodzin.

















Wsparłyśmy również dom dziecka w Olsztynie
kwotą 1320zł

Podziękowania dla organizatorów:Mama diabełka, Anibarpiomar, Dzwoneczkowy raj mamy
Podziękowania dla sponsorów:
Bajkowy Zakątek za gościnę i wspaniałe jedzenie
Mary Kay i Herbalife za kosmetyczne prezentacje
Grupa Happy za zorganizowanie dzieciom świetnej zabawy
Za prezentacje i wykłady:
Kasi z Black Smokey
Ani z portalu Zblogowani
Kasi z Ile d’Amour
*końcówka pozyczona od mama-bloguje z bezpośredniej relacji



Podziękowania za upominki
Bombowe PiniatyDobra MamaMoje PasjeiCzytamFundacja Festina Lente,Wydawnictwo AWMKoralikova,Zula MolWhatewa!SysFajny DzieciakKolorowanka ArtBaby OnoMiracoloLinofandoomamimade,infanteelemeleedukatorekWata CukrowaTulankiBajaga StudioekoubrankainfopaskiCentrum Edukacji Dziecięcej,petiteclub.plnat pug artMama po GodzinachMajuntoLambreSzare LoveMałgorzata DomańskalooliMiuka CandlesMamine InspiracjeMaja SzyjeAkatja – pracowania dekoracjiBajki-Grajki,BarillaSimon&SophieFort SwedenDiabełkoweTworyAllBag,HebralifeInFarmacjaLagenkoEmiludek,OsmozaCareSalvequickcolorland,Wydawnictwo Dwie SiostryEveline CosmeticsLenny Lambmamuka,CzuCzuPerlux,LullaloveMama i jaManufaktura StefyMagia-DekoracjiNiby NicOillan,OmegaMed,Palmer’sLou-preWydawnictwo Debitmimade.plbezalkoholowe.com,topgalmatopianLansinoh,Wydawnictwo Ovo71 printsWydawnictwo ZakamarkiMary KayMała ProjektantkaGaleria warmińska


zapraszam do polubienia mnie na fb