co robić, żeby nie zarobić?-antyporadnik blogera

poniedziałek, 24 listopada 2014
Zdecydowana większość ludzi wielbi trud i mękę.
Wmawianiem przez pokolenia, iż cnotą jest umartwianie się,
kajanie i skromność wrosło niczym ciernie w nasze wątłe ego.

Poczucie wstydu, jest tak ogromne, 
że przykładowa rozmowa kwalifikacyjna powoduje
pot spływajacy strumykiem po dupie.
Punkt finansowy jest dramatycznym momentem większości z nich,
a pytanie o oczekiwaną przez was kwotę wywołuje prawie mdłości.

Łapka w górę, kto potrafi odpowiedzieć 
ILE CHCE ZARABIAĆ?

Kto odpowiedział bez zająknięcia?
Ciężko wycenić własne umiejętności i doświadczenie?

Wyzbywając się fałszywego poczucia wstydu
(kurwa! przecież nie chcesz tych pieniędzy za darmo,
to zapłata za twoją pracę)
masz szansę na rozwój oraz godne wynagrodzenie.
Ceniąc się (nie pomyl tego z bujaniem w obłokach  na temat, o którym nie masz pojęcia)
pokazujesz, że potrafisz, znasz własną wartość i nie dasz się wykorzystać.

Te same zasady dotyczą zarabiania na blogu.
Jeśli twoim celem tylko jest pisanie pamiętnika dla potomnych,
koniecznie zastosuj się do poniższych zasad:

1. Łap każdą okazję zareklamowania znanej lub mniej znanej marki
(dostajesz w prezencie rolkę po papierze toaletowym z logo, robisz o nim wpis, 
zalewasz zdjęciami instagram, pinterest, g+, fb itd).

2. Ciesz się, jak głupi robiąc wpis rekomendacyjny
oparty zdjęciami za kilku procentowy rabat
(masz już upragnione 10% rabatu? zrób teraz zakupy,
podlinkuj gdzie się da sklep).

3. Wstydź się wycenić
(jak kto lubi, przecież pewne rzeczy można robić charytatywnie,
dobrze komuś również)

4. Twierdź, że to co robisz na blogu to tylko hobby
(blog powstał z potrzeby podzielenia się czymś?
świetnie, tak trzymaj, dalej rób za cichodajkę).

5. Załóż bloga, zrób dwa wpisy
i startuj do firm.


Właśnie poczułeś się dotknięty lub obrażony?
Niepotrzebnie. Przecież nie chcesz zarabiać na blogowaniu.


to dobre rady, polub mnie za to
                                                                 

31 komentarze

  1. I przypomina mi się mejl, od jakiegoś wydawnictwa. Mam zrecenzować książkę nie związaną w ogóle z tematyką bloga. Ale książki nie dostaną, bo jest przed premierą, mam ją zrecenzować i polecić na podstawie streszczenia. W zamian?
    Tadam!
    Rabat na książkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, że nie kazali ci jej wydrukować i oprawic do zdjeć :P

      Usuń
    2. A drukować to mi inna firma kazała. :D

      Usuń
    3. to się tak zdarza? Nieźle trzeba mieć w głowie bo opłatach za przesyłkę albo za przedłużenie współpracy to już chyba wszyscy słyszeli...

      Usuń
  2. Nigdy nie miałam z tym problemu. Albo rzucam kwotą i potem negocjujemy, albo od razu pytam, ile ktoś jest w stanie mi zapłacić. Jeśli za mało, to mówię, że nie jestem zainteresowana i szukam pracy dalej. Czasami jest tak, że zgadzam się na nieco niższa stawkę na trzymiesięczny okres próbny, z przyrzeczeniem wyższej po przejściu na umowę właściwą. Podkreślam swoje atuty, mówię o chęci do nauki i otwarcie przyznaję, w czym mam braki. Żadna filozofia. Gdzie tu powód do nerwów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można cię tylko podziwiać, pogratulować rodzicom, że nie zabili w to poczucia własnej wartości.

      Usuń
  3. Nigdy nie miałam problemu z powiedzeniem ile chce zarabiać:)) Teraz sosuję tą samą metodę jeśli komuś nie pasuje to dziękuję i tyle:))
    Od. Pracować za rabat??? Serio...

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałabym z dychę, tak żeby godnie życ, opłacic wszystkie długi i nie martwić sie o jutro :D jak tylko skończy mi się macierzyński będę działac :D jak zarobie połowę tego co chcę będzie ok :P
    P.S. miało byc szczerze :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Popieram :) Mądrze napisane. Dorzuciła bym jeszcze kilka grzeszków ot choćby taki jak pisanie do firm propozycji "testu" bez znajomości ich produktów - oj mam kilka niechlubnych przykładów w głowie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. no cóż, każdy orze jak morze ;)) a poważnie - nie rozumiem tego uczucia wstydu w blogerkach-to jak przyznawanie się na wstępie do tego, że się nie podoła....no kłóci mi się.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmmm... a ja z księżyca jestem bo z jednej strony piszę bo lubię i zarabiam tylko przy tzw. okazji (więc chyba cichodajka), z drugiej biorę czasami małowartościowy (cenowo) przedmiot bo np.mi się bardzo spodoba a z trzeciej strony (jest tyle?) nigdy nie zgadzam się na wpisy jak mnie coś nie kręci/się nie podoba/nie jest zgodne z moimi przekonaniami (nawet jak kasę dużą proponują).
    Ale fakt, że czasami jak czytam maile od firm rzekomo chcących współpracować to nie wiem czy się śmiać czy płakać- pani nam zrobie piękną reklamę a my w zamian napiszemy na swoim fb że pani jest fajna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nadal rechoczę z propozycji wpisu za 20zł...

      Usuń
    2. Ja mam zupełnie tak jak Marta. Są rzeczy takie jak książki, które biorę i piszę o nich, bo je kocham no po prostu i one mi wystarczą :). Są rzeczy, o których nie napisałabym nawet za pieniądze. I piszę głównie dlatego, że lubię. Wiadomo, że nie dla każdego blog musi być sposobem zarabiania na życie, ale jak nadarzy się okazja to why not.

      Usuń
  8. Jak zwykle trafiłaś w samo sedno :D
    Ja ani złotówki nie zarobiłam na blogu, piszę bo lubię, ale tak po prawdzie często zazdroszczę innym. Do pewnego momentu nie wiedziałam nawet, że zarabiać można :D
    Propozycją jakąś bym nie pogardziła, ale się nie zanosi hehe :P a punktu 5 nie mam zamiaru zastosować :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "Damy ci rabat 10% na kurs językowy warty XX XXX do wykorzystania w dowolnym czasie a ty tylko wstaw dożywotnio baner w centralnym miejscu bloga" (w domyśle najlepiej zamiast własnego logo)...
    Czyli daj się wyruchać i opowiedz wszystkim jak Ci było z nami dobrze...
    Mogłabym przytaczać bez końca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętasz mój wpis "JAK KURWA"? Tam dopiero kwiatki w konentarzach na temat współprac.

      Usuń
  10. Powymądrzam się troszkę:
    uczmy, uczmy, pokazujmy naszym dzieciom, że wartość siedzi w nich, a nie w tym co inni chcą im mówić. Howgh.

    A jeszcze polecam stosować strategię symetryczności :):
    - Napiszecie o mojej książce za 20 pln
    - Za 20 pln, hmmm tak, ale za tyle to mogę napisać jedno słowo, bez podania linka etc ...

    A wszystkim życzę samych kokosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączę do życzeń, choć kokosy to tez barter ;)

      Usuń
  11. jakby to powiedzieć.... hmmm... zajebiście ujęte!

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.