frustracja rodzica

sobota, 18 października 2014
Zdecydowana większość rodziców wchodzi w ten stan zwany "bez kija nie podchodź!". Spowodowany on jest bezsennymi nocami (tu skuteczne sposoby jak zarwać nockę), zrywaniem się z bladym świtem w niedzielne poranki, próbach ignorowania wrzasków i kłótni potomstwa oraz braku chwili CISZY.

Stan ten może przybierać ostre postacie w dni wolne od placówek edukacyjnych, łagodnieje natomiast w poniedziałkowe poranki, gdy z radością podąża się do kieratu zwanego pracą.


Wszelkie próby zaradcze spełzają na niczym. Im fajniejsza zabawę wymyślisz swojemu potomstwu tym ono głośniej się tym ekscytuje. Migrena oczywiście nie pomaga w tworzeniu marginesu tolerancji tego procederu.


We frustrację popadają miłośnicy porządku. Zdanie sobie sprawy, iż TEN czas, gdy dom lśnił czystością, czytana książka leżała spokojnie odłożona na stoliku, a ulubione świeczki zawsze gościły na ławie już nigdy nie powróci.  Lęk przed sprzątaniem nie pomaga.


Piękne kwiaty, hodowane latami nagle zaczęły kurczyć się w sobie. Stały się ulubiony obiektem zainteresowań potomstwa i kota. Filiżanki  tłuką się z prędkością światła, ciasteczka i czekoladki do kawy znikają same, a bita śmietana i lody chyba wyparowują.


Zjawiska te przybierają na sile, podczas chwilowej nieuwagi rodziców, pod ich nieobecność i oczywiście  zwiększają intensywność zawsze tuż przed wizytą gości (ty też świecisz oczami podając resztki popcornu w plastikowej misce?-salaterki wytłuczone oczywiście).


Przemocy domowej doświadczają nie tylko rośliny, o czym pisałam tu. Na wieczne tłumaczenia: to mała mi to zrobiła znajomi zaczynają tylko kiwać głowami, a myślą: chłop ja bije.


Wieczór relaksu przy lampce czy dwóch wina, miło zapowiadający się w pościeli,. która kosztowała pół wypłaty... lepiej takie wspomnienia zachować w pamięci, bo nagle okazuje się, że relaks to minutowy prysznic, a pościel służy dzieciom, jako namiot.


Permanentne robienie sobie kreciej roboty chyba wpisane jest w naturę rodzica. Takie hobby: urabianie się po łokcie, przy jednoczesnym dokładaniu sobie pracy.

Jakiekolwiek planowanie mija się z celem. Rodzice musza żyć spontanicznie i bezmyślnie, jakakolwiek myśl o urlopie lub wypadzie na weekend powoduje od razu u potomstwa temperaturę, katar, biegunkę...pełen pakiet antywyjazdowy.


Brak gorącej kawy (tu powody nie picia jej) przy jednoczesnym braku czasu na nią. oddalające się marzenie o samotnym wyjściu do kawiarni.


Chcesz popaść w większa frustrację? Pomyśl o więcej niż jednym potomku, w sumie to inni za ciebie pomyślą.


Diagnoza: pełna frustracja.
Pomysły na leczenie:brak.

28 komentarze

  1. Uwielbiam czytać Twoje posty..takie prawdziwe...a tak śmieszne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nas rodziców ratuje przed szaleństwem tylko poczucu humoru :).

      Usuń
  2. Całe szczęście nie jestem miłośnikiem porządku. Kto wie, może to jest recepta, by w tym całym rodzicielstwie nie zwariować? Bałaganiarze maja ciut łatwiej. Ale tylko ciut. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadza się.Z dwójką zaczęło mi się układać dopiero gdy zaakceptowałam fakt, że ciszy nie ma i nie będzie a chaos jest stanem permamentnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczyłam się po prostu wyłączać, dra się, a ja nic nie słyszę-polecam każdemu rodzicowi.

      Usuń
  4. Porządek, cisza, chwila samotności.... Znam te słowa ze słownika, jako matka dwójki nastolatków o skrajnie różnych pasjach... Pozdrawiam Magdalena :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Legenda głosi, że ponoć są dzieci ciche i spokojne, w tych bajkach latają smoki, a czerwony kapturek umyka przed wilkiem ;).

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Jednak dodałabym odrobinę ciszy i porządku dłużej niż 5 min ;).

      Usuń
  6. Nadchodzi moment ciszy i porządku. Cisza jest tak głośna, że wierci w uszach i czekam na chwilę, kiedy dzieci przyjadą zrobić bałagan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli jednak jest szansa, że docenimy bałagan i hałas

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. W twoim przypadku to troszkę po niewczasie :P.

      Usuń
  8. Takie to prawdziwe i śmiesznie opisane zarazem.
    A na przekór frustracji, chce mieć jeszcze jedno dziecko! O!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam trójkę, przy więcej niż dwójce każdej matce włącza się olewanie tego co się dzieje, żadnej spiny, jak przy pierwszej dwójce ;).

      Usuń
  9. świetny post...taki życiowy :P :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie moje takie życiowe, ale tak przedstwaione, żebyście czytając nie zasnęli :))).

      Usuń
  10. Hehe dobre :) Ja byłam bardziej sfrustrowana przy jednym dziecku, przy drugim wrzuciłam na luz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie i mi nasuwają się wnioski, im więcej dzieci tym mniejsza spina ;).

      Usuń
  11. Tak sobie czytam, analizuję Twój post i dochodzę do wniosku, że moja frustracja osiągnęła już pełny wymiar. Choć może nie do końca, bo mam jeszcze resztkę nadziei, że będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadzieja, poczucie humoru i kawa, to nas matki trzyma w pionie ;).

      Usuń
  12. Pełną frustracje można zaleczyc chwilowo np. butelką wina, pójściem na zakupy bądź wizytą u fryzjera :-P
    Od dziś wrzucam na pełny luz ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja coraz czesciej sie wylaczam, olewam (oczywiscie wszystko w granicach rozsadku i nie w momentach bezposredniego zagrozenia zycia:P ) a maz caly czas ma do mnie o to pretensje, nie rozumie..... Podpisano: Matka tez trojki dzieci :)

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.