toksyczni rodzice-wasze historie

 

Wpis Uwaga toksyczni rodzice! wzbudził sporą dyskusję.
Kilka osób do mnie napisało.

Dziś historie czytelniczek.
Sprawy te dzieją się teraz, dlatego przedstawiam je na początku.

 
Doradźcie, wesprzyjcie dobrym słowem.


Historia Magdaleny
" Moja babcia wychowana w surowym niemieckim domu, nie znosiła sprzeciwu, cenila porządek nade wszytko, potrafiła być czuła, ciepła, lubiła chodzić ze mną na spacery. Żyła skromnie, ale że smakiem,miała sporo ładnych rzeczy w domu. Czasem myślę czemu moja matka jest zupełnie inna. Potrafiła być bezwzględna, nie było dyskusji. Kontrolowała mnie na każdym kroku. Czytała listy, sprawdzała szafki, chodziła za mną do koleżanek czy naprawdę jestem tam gdzie powiedziałam że będę.

  • Wyjechałam do Krakowa. Na tyle daleko że nie sięgały tam jej macki.
  • Żyłam tam 11 lat, wróciłam gdy matka ciężko zachorowała. Nie mam rodzeństwa więc... Nie było mi łatwo.
  • Mamie do dziś wydaje się że jestem małą dziewczynką. Zagląda do kalendarza, komórki, gdyby mogła sprawdziła by co mam w lodówce. Z wnukami kontakt bardzo ciężki. Mój syn ma 15 lat, nie jeździ do babci. Córka 12 też rzadko.
  • Śmieszne wydaje jej się opowiadanie co nie wyszło mi w życiu.
  • (kilka dni temu byłam u niej z moją znajomą a mama mówi do niej a Magda jak 10 lat porobiła się w gacie) znajoma spuściła głowę, mama się śmiała a ja modliłam się by wyjść
  • Rozmawiamy że sobą. Często jest to monolog, lub przesłuchanie
  • Ojciec zupełnie inny. I to nie dlatego że nie ma go już 25 lat. Zawsze miał czas dla mnie, to on nauczył mnie czytać, jak nie zgubić się w lesie i wiele wiele innych rzeczy. To on wiedział pierwszy że stałam się kobietą, to on znał moich chłopaków
  • Zawsze punktualny i dotrzymujący słowa
  • Jak mama się wyprowadziła to on gotował, sprzątał, robił lekcje

    • Nigdy nie widziałam, nie słyszałam o żadnej innej kobiecie w jego życiu
    • Nie dziwię się że pil
    • Chyba też bym piła
    • Właśnie, tak jak napisałam na początku
    • Babcia wychowana w surowym domu, prababcia (zmarła jak miałam 14) była kobietą z twardymi zasadami a jednocześnie z sercem na dłoni
    • Mieszkali w tak zwanym familoku, tylko moja mama się wyprowadziła. Wszystkie drzwi zawsze były otwarte. Ład, skład, porządek...
    • Kurcze ale się otworzyłam....
    • Jestem osobą wierząca i praktykująca
    • Modlę się za moją mamę, bez tego chyba nie umiałabym wcale z nią"

      *nie wiem czemu skopiowało mi się z kółeczkami, nie umiałam się tego pozbyć

     "Niestety, moja mama zaborcza, kontrolująca przesadnie, ale w naprawdę trudnych decyzjach wycofuje się bo chce mieć święty spokój. Ma tysiąc dobrych rad, dla każdego czy chce czy nie. Dlatego miesiąc po 18 urodzinach wyprowadziłam się do wielkiego miasta. Gdy ciężko zachorowała wróciłam. Wydobrzała na tyle że zapomniała że każdy ma swoje życie. Nasze relacje są trudne, z wnukami też średnia relacja.... Mój ojciec nie żyje już 25lat. Prosty uczciwy, oczytany, radosny człowiek. Tak wiele mnie nauczył... Jaką jestem matka? Staram się a ocenę wystawią dzieci. Pozdrawiam Magdalena"

Historia Katarzyny
"Witam
Mam taka historię ..dzieje się teraz .po sąsiedzku
małżeństwo-on jakieś 12 lat starszy.W domu rządzi matka z siostrą...ojciec nic do powiedzenia nie miał i nie ma ..tyrał całe życie ...Matka wiecznie chora.Pobrali się , urodziły się dzieci ...dwie dziewczynki....bił ją i pewnie nadal bije...policja zna ten dom , opieka społeczna też...on pije , matka problemu nie widzi....siostra stwierdziła ,że wódka jest dla ludzi, a jak zona męża denerwuje to i dostaje...zatkało mnie.Odważyła się ...odeszła 2 kilometry dalej ...do matki i ojca.Bez pieniędzy, ledwo zawodówkę skończyła,wiec pracy brak. Matka wydziela jedzenie, godziny gdy można ogladnąc z dziećmi bajkę (telenowela jest), porę świecenia światła...po miesiącu widzę jak nosi reklamówki pod górkę...wraca do męża, do teściowej...Matka na odchodne mówi do niej" ty i tak planowana nie byłaś, wpadliśmy z chłopem to teraz tylko problemy ..." słyszały te słowa wszystkie sąsiadki PGR-owskiego bloku..o czym dyskutowały miesiąc...Proboszcz też miał swój udział w tym "pojednaniu małżonków"...Jej męża się boje..furiat -idiota ...w domu tez się go boją...Rozmawiałam z nią , mówiłam o ośrodkach pomocy, instytucjach pomagających w takich przypadkach...Powiedziała mi tylko..."on by mnie zabił- poszedłby siedzieć ale by mnie znalazł i zabił.

...nie mam znikąd pomocy, nikt nie chce mnie z dziećmi ani matka ani siostra...wolą mieć spokój" Wpakowała się dziewczyna w pułapkę życia z dyktatorami...Matka, teściowa ,mąż... i świadomość , że nie ma się nic oprócz prawa do podporządkowania."
 Czasem wydaje mi się ze ta dziewczyna nie chce być dla nikogo problemem....ciężko ją przekonać do jakiegoś działania....narzeka , płacze, lamentuje i na tym koniec..żadnego działania. Szkoda mi tych dziewczynek...boją się o ni ....tym bardziej Że to sprawa typu "nie mów nikomu co się dzieje w domu".

 Najgorsze jest to że wszyscy wokoło wiedza co tam się dzieje..ale ten facet jest nieobliczalny...każdy boi się cokolwiek odezwać bo nie wiadomo co mu strzeli do łba jak popije....gdyby ktokolwiek zareagował na początku tym bardziej że w sumie to są 3 rodziny w jednym domu ..to nie czuł by się bezkarny...teściowa nic nie widzi a szwagierka ma w dupie co braciszek robi..

dzisiejsza wiadomość:
mam dobre wieści...Kasia z córkami odeszła od męża....pomogła jej w tym siostra...podobno gdzieś na śląsk...złożyła pozew o pozbawienie praw rodzicielskich ojca i pozew rozwodowy...podobno ma też pracę "

 (rozmowy z prywatnych wiadomości do mnie po wpisie o toksycznych rodzicach)

CONVERSATION

16 komentarze:

  1. Powiem Ci Kochana, że nie dokończyłam czytania bo to za trudne na tą chwilę dla mnie tematy. Odkąd jestem w ciąży najchętniej czytałabym i oglądała tylko bajki chociaż bywa i tak, że w nich też coś przykrego się znajdzie.

    Ludzie mają takie ogromne problemy... dom, który powinien dawać spokój i ukojenie jest dla nich największym ciężarem - bo to tam dzieją się najgorsze rzeczy. Serce się ściska z tego żalu... Nawet nie chcę stawiać się w takiej sytuacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytaj, dla was teraz cisza, spokój,a nie zmartwienia :)

      Usuń
    2. No kochana... czasami ciekawość robi swoje. Ale unikam takich trudnych tematów. Mój mąż ubolewa bo ma mocno ograniczony zakres kanałów w tv :)

      Usuń
  2. Przykro, że tyle osób nie ma dobrych skojarzeń z rodzinnym domem. Ja niestety też do nich należę.

    Zacznijmy od tego, że moja matka nie chciała zajść w ciążę tuż po ślubie. Tak, powiedziała mi to w twarz przy kawie jakby taka informacja była mało ważna. Ojciec wymógł dziecko na niej i potem już nigdy nie wróciła do pracy. Przywiązał ją do domu, spowodował, że straciła znajomych i kontakt z większością rodziny. Od ślubu była jego kucharką, sprzątaczką, darmową siłą roboczą w ogromnym gospodarstwie, ale nigdy żoną. Zdradzał ją wielokrotnie, jego ulubionym zajęciem było stosowanie przemocy psychicznej (również na swoich dzieciach) a kilka lat temu przeszedł sam siebie i nasza rodzina z trudnymi kontaktami właściwie rozpadła się na milion kawałeczków.
    Ja właśnie jestem tym pierwszym nie do końca chcianym dzieckiem, które żyło w tym wszystkim. Ojciec dyktator i kontrolująca matka spowodowali, że stałam się bardzo nieśmiała. Zamknęłam się na ludzi i miałam problem z nawiązywaniem przyjaźni. Z wielkim trudem przychodziło mi odezwanie się do kogokolwiek. Całe przedszkole przesiedziałam przy biurku przedszkolanki bo paraliżował mnie strach przed dziećmi. Czasem nawet bałam się spytać czy mogę iść do toalety, bo zawsze czekałam na idealny moment na spytanie nauczycielki (przecież dorosłym nie można przeszkadzać, za byle słowo może czekać mnie bura). Potem poszłam do podstawówki i na początku uczyłam się świetnie. Co roku czerwony pasek i nagrody w konkursach międzyszkolnych. Trwało to mniej więcej do piątej klasy. Mimo prawie 30 lat doskonale pamiętam ten ostatni dzień szkoły kiedy to przyszłam pokazać świadectwo ojcu. Nie umiał się cieszyć z tego pięknego czerwonego paska na który ciężko pracowałam. Skrzywił twarz, spytał z wyrzutem czemu nie mam samych piątek, bo te dwie czwórki psują wszystko i rzucił świadectwo na stół. Płakałam długo. Uczyłam się coraz mniej a mimo to nadal miałam ten pasek, nauczyciele stawiali mi dobre oceny z przyzwyczajenia. W liceum załamałam się totalnie. Ledwo udawało mi się zdać z klasy do klasy, ale mi było wszystko jedno. Szybko stałam się klasowym kozłem ofiarnym a w domu nie było lepiej. Jednak jakoś skończyłam szkołę i wysłana zostałam na studia. Bo przecież każdy musi i to wstyd wybrać inną drogę. Oczywiście nic z tego nie wyszło a rodzina nie widziała mojego stanu. Liczyło się tylko co ludzie powiedzą. Matka kontrolowała każdy mój krok a ojciec przypominał każdego dnia jaką idiotką jestem.
    W między czasie spotykałam się z nieodpowiednimi facetami. Nie wiedziałam jak ma wyglądać związek. Z domu znałam tylko poniżanie i krzyk. Kiedy już byłam na samym dnie i czułam, że już pozostało mi tylko jedno pojawił się w moim życiu mój mąż. Wyrwał mnie z tego bagna i pokazał inne życie. Gdzieś po roku małżeństwa zerwaliśmy całkiem kontakt z moim ojcem, bo zaczynał działać destrukcyjne na nasze małżeństwo. Z matką widuję się raz na dwa tygodnie. Jest ciężko i nie wiem czy nasze kontakty również się nie zakończą.

    A dziś? Nadal zdarza mi się obgryzać paznokcie i mam problemy z zasypianiem. Ciągle męczą mnie koszmary z dawnych lat. Wstaje jednak co rano, bo wiem, że mam przy sobie cudownego człowieka, który pomoże mi to wszystko ogarnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że czasem na drodze stają tacy ludzie, dają oparcie i miłość. Ciężka praca jeszcze na lata przed tobą, nie jesteś z tym sama to najważniejsze. Wiesz też jakich błędów nie popełniać. a kontakty z toksycznymi osobami czasem lepiej zerwać, bo nawet ktoś kto zwie się matką nie może rościć sobie praw do niszczenia dziecka.

      Usuń
  3. Kiedyś - zahukana, ciągle pod kontrolą, wszystko robiłam nie tak jak powinnam, zawsze mogło być lepiej i nigdy nie było dobrze ... za wiele wymagająca, zbyt knąbrna, nieposłuszna, uciekałam w świat książek choć i tego nie było mi wolno ... nie chodziłam do koleżanek bo to nie wypada, od małego uczona, że najpierw muszę pomóc innym, by zrobić to co ja chcę, najstarsza z rodzeństwa, od zawsze pomagająca im w lekcjach, wychodząca z nimi na spacery ...w końcu nauczyłam się jaka powinnam być. Udało mi się dostosować do ich zakazów i wymagań. Jaka jestem teraz? Wciąż niepewna siebie, z poczuciem wartości niższym niż zero, mam problemy by skończyć to co zaczęłam, poddaję się łatwo i nie potrafię walczyć o swoje. W cieniu konfliktu zawsze robię krok w tył, wycofując się na bezpieczną odległość. Boję się podjąć wyzwania, boję się niepowodzeń, wyśmiania ... Na pierwszym miejscu zawsze stawiam innych ... Mąż ciągle uczy mnie życia, uczy walki o swoje, akceptacji samej siebie ... ale to nie jest łatwe. Czasem na siłę wyciąga mnie do sklepu, bym kupiła coś sobie, bym pomyślała o sobie, bym zrobiła coś dla siebie ... a i z tym mam problem.

    To, co rodzice przekazują swoim dzieciom - zostaje w nich już na zawsze. Ma wpływ na całe ich życie. Wciąż bardzo kocham swoich rodziców, oni, z każdym dzieckiem osłabiali zakazy szukając złotego środka na wychowanie ... dla mnie niestety, było już za późno. Jestem jaka jestem, czy kiedyś się zmienię? Czy uda mi się na nowo, od podstaw zbudować wartościowego człowieka, który nie chowa się sam w swoim cieniu, który nie boi się zrobić kroku na przód i nie myśli przy tym od razu ile osób skrzywdzi gdy choć raz pomyśli o sobie ... nie wiem. Ale będę się starała, bo to jaka jestem, ma ogromny wpływ na to - jakie będą moje dzieci.

    Pozdrawiam/Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz oparcie kochającego cię męża, dasz radę, po woli, bez ponagleń zaczniesz myśleć o sobie, odrobina zdrowego egoizmu jest nawet wskazana. Zastanawiające, jak bardzo rodzice nieświadomie swoim zachowaniem kształtują psychikę dziecka.

      Usuń
  4. Smutne. Niestety prawdziwe. Boli, cholernie boli. Co możemy zrobić? Droga skrzywdzona kobieto (mężczyźni też) zadbaj o siebie. Znajdź grupę wsparcia,w parafii,w domu kultury,w organizacji pozarządowej. Znajdź sobie pasję, czytaj, tańcz, rób na drutach, idź na spacer. Szanuj swoje dzieci. To może one podadzą kubek wody w potrzebie. Wybacz. To cholernie trudne, ale możliwe. Wymaga czasu. Jesteś wartościowa bo jesteś człowiekiem. Przesyłam moc pozytywnej energii. Magdalena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. również trzymam kciuki za Kasię (Y) :)

      Usuń
    2. Trzymam kciuki za imienniczke

      Usuń
  5. Nie chciałabym mieć takich rodziców, ale miałam podobnie zaborczą babcię. Mieszkałam z nią 16 lat ( razem z rodzicami) i własciwie no cóż, chyba miałyśmy podobnie mocne charaktery, bo jak czułam że przesadza to zawsze jej to mówiłam, z czego wywiązywały sie ogromne awantury. Ale bez tego byłabym ta zahukaną wnuczką, która jest pod dyktando babci podobnie jak dziadek, które całe życie nie miał nic do powiedzenia. Nigdy nie lubiłam kontroli i działania pod dyktando, wiele zależy od charakteru i tego jak sami chłoniemy dane sytuacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi również ciężko dostosować się do czyiś zaleceń, też mam charakterek ;)

      Usuń
  6. Wiele osób ma do opowiedzenia takie historie, że aż włos na głowie się jeży.
    Sama mogłabym dużo opowiedzieć, jednak wole zachować to dla siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kingo, dobrze to z siebie wyrzucić. Powiedzieć komuś do kogo ma się zaufanie, albo komuś obcemu kto zechce wysłuchać. Dobrze jest powiedzieć czy chcesz się tyko wygadać czy szukasz porady. Szkoda życia na duszenie tego w sobie. Czy wiesz, że czasem ból fizyczny jest spowodowany przeżyciami psychicznymi.... Życzę ci dużo dobra. Magdalena

      Usuń
    2. zawsze możesz napisać do mnie w wiadomości prywatnej, tu znalazły się tylko te historie, na których publikację dostałam zgodę, inne mam zachowane dla siebie, dobrze porozmawiać czasem z kimś obcym, kto po prostu wysłucha

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.