toksyczni rodzice-wasze historie

środa, 30 kwietnia 2014
 

Wpis Uwaga toksyczni rodzice! wzbudził sporą dyskusję.
Kilka osób do mnie napisało.

Dziś historie czytelniczek.
Sprawy te dzieją się teraz, dlatego przedstawiam je na początku.

Warsztat historyczny-projekt dziecko na warsztat

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Uwaga toksyczni rodzice!

piątek, 25 kwietnia 2014
Rodzic kocha, dba opiekuje się. Dwadzieścia razy sprawdza, czy dziecku jest wygodnie, czy niczego nie brakuje. Kocha. Miłość bezgraniczna potrafi jednak zmienić się w miłość zaborczą, toksyczną. Oplatająca niczym sieć pajęcza, dusząca, podcinająca skrzydła, destrukcyjna.

Miłość matczyna. Gorsza od najstraszniejszych koszmarów, gdyż tak jest namacalna, jej oddech czuć na karku. Widać w nieszczęśliwych oczach  (często już dorosłego) dziecka.

Znam kilka takich przypadków.

Matka dyktatorka, po sąsiedzku z młodym małżeństwem mieszkająca. Dyktuje warunki, godziny snu, wtrąca się w dni kopulacji!. Ona wie, jak wychować potomstwo,wszak własne dzieci już wychowała. Ona wie lepiej! Potulna córka podporządkowuje matce-tyrance męża własnego, dzieci maja bezwzględnie słuchać się babci. Wszyscy w domu się boją. W domu nie wolno nawet w piecu napalić bez zgody babci! Brak szczęścia, życie pod dyktando. Oboje czekają długie lata, aż starość i spoczynek wieczny nadejdzie i będą już mogli wieść życie spokojne. Nie nadchodzi. Miesiąc po zołzie teściowej, śmierć przychodzi po niego. Ona została sama. Dwa domy, strach o zamarzające rury zimą. Życie przepłynęło miedzy palcami. jej matka za nią żyłą, ona żyłą pod komendę. Smutek.


Matka nadopiekuńcza, bardzo wierząca. Nie ważne, że pije, bije, nie garnie się do pracy. Awantury nocne dobrze znane są policji, brak spokoju, bieda, smutek. Matka bogobojna zakazuje rozwodu.
- Co ludzie powiedzą! Poszłaś do ołtarza, do końca razem!
Ona dręczona psychicznie i fizycznie jest cieniem człowieka, kłębkiem nerwów. Brak miłości, akceptacji najbliższych, smutek. Gdy matka zamyka oczy ona odważa się wyrzucić go z domu. Nie jest jej łatwo, bo zawsze ktoś za nią decydował, ale ma to szczęście, że miłość jej życia czekała na nią ponad 20lat. Nie cofną czasu, ale razem dotrwają do ostatnich dni.


Matka intrygantka. Zal obiera sobie nienawiść do jedności, brak porozumienia. Pieniądze stawia na pierwszym miejscu. Manipuluje otoczeniem. Skłóca dzieci. Przyjemność czerpie z małżeńskich kłótni. Dumna z siebie rozbija kolejne małżeństwa swoich dzieci. jest podła, zgorzkniała, zostaje sama.

Co łączy te jakże trzy różne kobiety, o zupełnie innych charakterach, a metodycznie działających ustalonym torem? Wszystkie są samotne. Ich mężowie z różnych przyczyn nie żyją od lat. próbują kontrolować życie swoich dzieci, bo nic im już nie pozostało.

 Czy współczuję którejś z nich. Nie. Każdy jest/była kowalem własnego losu. Miały wybór, wybrały samotność i życie za innych.

Zrób wszystko, żebyś ty nie stał się taki toksycznym rodzicem, nie zatruwaj życia swojego dorosłego dziecka. I ty nie gódź się na los dążenia po wyznaczonej ścieżce, nie daj się rodzicowi tyranowi.

Smutne? Prawdziwe. Te przypadki to czyjeś życie. Życie z mało szczęśliwym zakończeniem.
                                                         
                                                            Polub, nie daj mi być samej.
                                                          

PODOBNE ARTYKUŁY

PIASECZNO-MIASTO PRZYJAZNE MATCE Z DZIECKIEM?

środa, 23 kwietnia 2014
Zdarza mi się , jak to miało miejsce wczoraj w mojej wsi głębokiej wyjechać do miasta. Oczywiście w pierwszych pięciu minutach planu wyjazdu pojawia się problem: fotelik samochodowy pojechał wraz z tatuniem. Ponad godzinne próby szukania wśród znajomych kończą się porażką (każdy akurat ma wyjazd z dzieckiem). Zostaje pociąg. W sumie nie jest źle-komfort jazdy zapewniony.

Nie dziwi mnie fakt, iż wszyscy faceci na stacji wsiadają nagle do przedziału obok, a tylko filigranowa starsza kobieta podbiega by pomóc zapakować mi wózek z Melką do przedziału. W przedziale każdy do dziecięcia mego się uśmiecha, przy wysiadaniu znów mogę liczyć tylko na pomoc kobiety.

Zostaje tylko przeniesienie wózka (wzięłam dla komfortu Melki ten większy) przez toru i podprowadzenie go pod górkę. Luz. Biorę 15kg wózek, w środku 12kg Mela. Niosę go przez tory (kto zna Piaseczno wie, jak wygląda wyjście z peronu-albo schody, albo tory). Tuż za mną czeka na to samo przejście mężczyzna z rowerem. Pełen luz. Przecież powszechnie wiadomo, że matki miewają nadludzką siłę. Plącze się w tej mojej spódnicy do ziemi, ale niosę wózek. Po przedarciu się przez tory (na wcześniej wspomnianych CHOLERNYCH schodach nie ma podjazdu) natrafiam na małe jeziorko, kamienie i błoto. Luz. Szarpię wózkiem, podjeżdżam, cofam, szarpię. Facet za mną ziewa. Dałam radę.

 Mknę do przychodni przy szpitalnej (co za idiota nazywa sąsiednią ulicę Szpitalna, a tą przy szpitalu Mickiewicza?). Ulica ta jest dziełem genialnego artysty. Chodnik ma 40cm szerokości, a w miejscach szerszych rośnie na środku drzewo (?). Po drugiej stronie, chodnik jest tylko miejscami, reszta to drzewa i trawniki. Gdy już mam kawałek szerszego chodnika tak, że jest szansa jechać tam z wózkiem stoi na nim  auto... Luz, pójdę z dzieckiem ulicą.

Kolejnym miejscem projektowanym w pijanym zwidzie jest  jest chodnik i ścieżka rowerowa od Okulickiego do Decathlona (no co? rower muszę kupić, nawet dwa, bo jeden mi ukradli latem). Idę sobie spokojnie (pozdrowienia dla okolicznych degustatorów trunków na świeżym powietrzu) i pół wózka tonie mi w niepozornie wyglądających kałużach. przejście pod wiaduktem było również pouczającym doświadczeniem.
Wózek grzęz w błocie, kałuża wlewała mi się do kosza, podjeżdżam, cofam, szarpię, podjeżdżam... Zniecierpliwiony facet patrzy ponaglająco. Luz. Dałam radę.

Pakowanie wózka do auta to również ciekawe przeżycie. Dziecko w foteliku, a my z małżonem 20 min myślimy, jak złożyć wózek  (składaliśmy go raz-wioząc do domu-na wyjazdy używamy małej spacerówki). Całą sytuację obserwuje zniecierpliwiony facet, który mając hektar parkingu czeka cały ten czas na miejsce, które planujemy opuścić. Dopiero, gdy ręką pokazuje mu resztę parkingu doznaje olśnienia i odjeżdża.

Małżon pojechał, a mnie czeka rozłożenie wózka by pójść z dzieckiem na spacer. Życzcie mi powodzenia, bo na facetów na pewno nie będę mogła liczyć.




stany lękowe matki wariatki

wtorek, 22 kwietnia 2014
zdj. źródło dobra rada

 Wszystko mam na środku. Zamiast grzecznie leżeć w pudełkach, na półkach, w schowkach, leży na wierzchu. Nie jest to bynajmniej spowodowane lenistwem, czy niechęcią do chowania, wręcz przeciwnie.

Marzę o tym, żeby móc to schować, ułożyć, uporządkować. Ale się boję. Ogarnia mnie wręcz przerażenie, gdy pomyślę choćby o schowaniu czegokolwiek.

Top wtop facetów.

niedziela, 20 kwietnia 2014
W poprzedniej dziesiątce odkrywałam babskie wtopy (do przeczytania TU).

Tym razem nie zostawię na facetach suchej nitki.

Co może obrzydzić, wkurzyć, zniesmaczyć w naszych mężczyznach?

1.Włosy w nosie.

Każdy ma fakt, ale nie każdy musi je prezentować pół centymetra od nosa, moja wizja smarków okalających każdy włos z osobna jest dramatycznie realistyczna, od razu szukam kosiarki, by takiego doprowadzić do wyglądu estetycznego.
2. Łysy z długimi włosami.

Uwielbiam długie włosy, ale jeśli facet zaczyna łysieć czas się z tym pogodzić, albo przeszczepić. Usilne "pożyczki" znad skroni nie dodają uroku.

3. Włosy w uszach.

Tak owłosienie faceta to wdzięczny temat do drwin. Włosy w uszach są akceptowalne tylko i wyłącznie u Gargamela, koniec tematu.

4. Skarpetki.

Nie mam nic do białych skarpet do sandałów czy klapek-taka tradycja narodowa, ale dziury są już poniżej jakiegokolwiek poziomu .

5. To się jeszcze da założyć.

Przed wyjściem wybierają ciuchy z brudnych i brudniejszych, bo przecież jeszcze da się założyć...

6. Opalone skarpetki.

Jak już wspomniałam może i tradycja ze skarpetkami latem, ale opalona łydka i blada kostka na pewno nie przejdzie obojętnie wobec babskich spojrzeń.

7. Włosy pod pachą.

Nie pojmuję dlaczego facet, który twierdzi, że kobieta powinna być precyzyjnie wydepilowana sam hoduje busz pod pachą. Coś co sterczy i jest oblepione potem nie wygląda zachęcająco.

8. Syry.

Ni to stopy, ni śmierdzący ser. Zanim wejdzie marzysz, żeby wszedł na biały dywan w butach prosto z obory, bo to pozostawi przyjemniejsze doznania, niż gdy zdejmie buty, by nie nabrudzić.

9. Całoroczne jedne buty.

Jak można mieć TYLKO jedna parę ja się pytam???

10. Zapach.
Popadanie ze skrajności w skrajność macie chyba zakodowane w genach. Niestety niektórzy zamiast zakończyć etap gimnazjum nadal używają nachalnej, taniej tandety. To nie perfumy,a  muchozol!

Podoba ci się? Polub.
                                                              

Machiavelli dla mam-premiera

piątek, 18 kwietnia 2014





Wyświetlanie Machiavelli dla mam-okl-500.jpg

Top wtop

czwartek, 17 kwietnia 2014
Nic tak nie cieszy kobiety, jak potkniecie rywalki.

 W naturze mamy zakodowane nienawidzenie płci jednakiej i tylko dziwny zbiegiem okoliczności udaje nam się zawierać damsko-damskie przyjaźnie.

By dać upust babskiej wredocie zebrałam większość możliwych wtop, jakie możemy zaliczyć.


1.Zważony błyszczyk lub pomadka na ustach.
Ważne spotkanie, randka, rozmowa kwalifikacyjna, szpachlujesz twarz nakładając kolejne warstwy makijażu, przybywa ci od tego 12kg, szpachlujesz nadal, wykończenie stanowi pomadka lub błyszczyk.
Po chwili nadmiar kosmetyków usiłuje opuścić twoja twarz tworząc na ustach bliżej niekreślone coś, skulkowane i zwałkowane. I nie wygląda to ponętnie,jak w reklamach.


2. Szminka na zębach.

Twój powalający uśmiech wywołuje obrzydzenie i nie dowierzenie, współrozmówca zastanawia się, ja ci to wytrzeć, dobre wychowanie nakazuje mu to zignorować, a ty znów kwitujesz jego dowcip uśmiechem.

3. Za ciasna garderoba.

Wbiłaś się w dżinsy sprzed 5lat i koszulkę z liceum? Fantastycznie, ale pamiętaj, że dobrze wygląda dopasowane, anie osznurowane, jak szynka na święta. Pogódź się, ze przybrałaś i zmień garderobę.


4.Brudne paznokcie.

Otóż moim mili takie egzemplarze się również trafiają. Zaprzyjaźniona manicurzystka żaliła się, ze przyszłą do niej wystrojona pani na tipsy z resztkami...ryby pod paznokciami. No comment.

5. Włosy.

Najgorszą rzeczą jaka możesz od rana zrobić, to zabrać się za makijaż i nie umyć włosów. Suchy szampon odświeży je na dobę, ale zaczesanie ich na gładko nie zmyli nikogo. Wyglądasz do dupy.

6.Źle dobrany stanik.

No błagam. Rozmiar 75B nie jest twoim rozmiarem, a zapięcie ściągnięte na karku nie wygląda atrakcyjnie.

7.Za duży dekolt.

Nie musisz wywalać swoich walorów tak, by okoliczni faceci ślepli, naprawdę widać nawet spod bluzki,z e jesteś szczodrze obdarowana przez naturę.

8. Zrolowany fluid przy uszach.

Jeden z podstawowych błędów makijażu, co tam estetyka, jak się maluję to jest ok, po co dokładnie to potem zmyć?

9. Okres na wakacjach lub w białych spodniach.

Tego nie skomentuję, łączę się w bólu.

10.Sznurek od tamponu.

Idąc torem przypominam, iż zakładanie krótkich spodenek czy spódniczki łączy się ze starannym schowaniem owego sznurka,by nie dyndał  spod odzieży.

Macie swoje hiciory? Podawajcie :).


Podoba ci się? Polub.
                                                               

wygodne życie w elektryce

środa, 16 kwietnia 2014
Podstępna Nishka
po raz kolejny skłoniła mnie do przemyśleń. Nie są to może jakieś głębokie myśli twórcze, choć nie wykluczam, że do takich mogą kiedyś doprowadzić, ale zwykłe codzienne z wygodą w tle.

Stwarzamy sobie przytulne warunki mieszkalne  z udogodnieniami, by móc  po ciężkim dniu, tygodniu tyrania delektować  się błogim lenistwem. Ułatwiamy sobie życie, jak możemy.

Pralka, lodówka, odkurzacz, zmywarka, krajalnica, mikrofalówka, tv, komputer,tablet, tv, telefony komórkowe.... wszystko na prąd. Piec gazowy mieszkanie ogrzewa, ale pompa do pieca elektryczna, woda z pieca cieplutka.

Co dzieje się, gdy nagle w skutek awarii zabraknie prądu?
Lodówka się rozmraża, dupsko marznie, gdyż piec się wyłączył, zimna kąpiel nie zachęca do higieny,

Matki blogerki-kolejne spotkanie.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

 kolaż zrobione ze zdjęć pobranych ze stron widocznych na logach

rozmowy z chłopem 2

czwartek, 10 kwietnia 2014
W części pierwszej KLIK raczej się z chłopem pieściliśmy,
 teraz jesteśmy już z miesiąc dłuższym stażem...

-gdzie położyłeś rolki?
-w domku u babci

dzień drugi
-gdzie są te rolki???

dziecko za wózek i wakacje? czyli matka w tv

poniedziałek, 7 kwietnia 2014
        Bylibyście skłonni zdecydować się na dziecko za wycieczkę wakacyjną, wózek i inne prezenty?

MIEĆ, CZY NIE MIEĆ DZIECI? OTO JEST PYTANIE

niedziela, 6 kwietnia 2014
       

            Postanowiłam być mamą jedynka. Wytrwałam w postanowieniu dziewięć lat. Po tym czasie obarczyłam go mianem starszego brata. Historia ma morał krótki: wysyłasz dziecko na  ferie do babci licz się z dobrą zabawą i szykowaniem wyprawki. Uszczęśliwiając siebie, wychodząc na przeciw oczekiwaniom społeczeństwa zostałam matką dwójki dzieci. Parki, bo przecież powszechnie wiadomo, że dwie córki to takie niespełnienie oczekiwań otoczenia: "o szkoda, że nie drugi chłopiec", tudzież duma dla ojca: "sztuką jest zrobić dwie dziury w jednej dziurze"-tekst skierowany do mnie od starszego pana wychodzącego z kościoła, lepiej już mieć dwóch chłopaków, ale wtedy życzliwe sąsiadki będą ci w całego serca współczuć: "same chłopaczyska w domu, córcia by się przydała".

Lubisz już mnie? Polub
                                                      


           Chowając w pełnej aprobacie społeczeństwa swą parkę, zapragnęłam by mieli jeszcze jedno rodzeństwo. Praca nad tym projektem była długa i żmudna, acz bardzo przyjemna.  Na przekór społeczeństwu, mając dwoje dzieci, wychowałam dwoje jedynaków. Syn z racji długiego jedynactwa, a córka, bo rozpieszczona. Tu otoczenie również poczuwa się do wyrażenia swojej opinii, iż źle wychowałam dzieci, za dużo pozwalam, zbyt swobodnie odnoszą się do innych, czy są zbyt egoistyczne. wedle przyjętych ponoć norm dzieci mają być cicho, bez pozwolenia się nie ozywać, a właśnie zdanie pozostawić dla siebie. Na wielkość dziecka nie przechodzą ludzie również obojętnie: "oj biedna pani, taki duży i jeszcze nie chodzi...", jaki duży?, "takie dwuletnie dzieci powinny już chodzić",- nie proszę pani nie powinny, to dziecko ma 10 miesięcy.


              Hiciorem okazały się włosy. "Współczuję, rude dziecko, ojciec na pewno rozpacza" WTF?
"O jakie piękne włosy...po kim" -noż q... po łysym listonoszu. Włosy są ogólną kością niezgody, jakby to, co kto mam lub nie ma na głowie, miało związek z tym, jakim jest człowiekiem. Lub lepiej, jakby to jakie moje dzieci mają włosy miało być moją zasługą (a co?, zaprogramowałam sobie, jedno rude, drugie z podwójną ilością włosów, a trzecie włochate od urodzenia). Dziecko nr trzy. Tu zaczynają ludzie patrzeć na ciebie, jak na patologię. "Oj na pewno wpadka", "nie wiecie co to zabezpieczenie?", "troje???" itp.  Oczywiście poczucie dogłębnej ingerencji rodziny i otoczenia w sprawy rozpłodowe  jest równie intensywne: "to kiedy pierwsze?", zanim dupa ci się zrośnie po pierwszym w szeregu już stoi pytanie "kiedy drugie", "macie taki duży dom, przydało by wam się dziecko", "nie macie warunków, po co wam dzieci?"...


To, jak u was? Decydujecie się na dzieci?

Podobny artykuł

Liczna rodzina od zawsze była szykanowana myślą i słowem.
Oczywiście nie mam na myśli zamierzchłych czasów, 
a raczej 20-30lat wstecz.

Jeśli ktoś powiedział, że ma więcej niż siostrę czy brata,
od razu mógł się liczyć z łatką patologicznej rodziny.

Jeszcze na wsi było to w miarę dopuszczane,
choć stwierdzenie, że ma się więcej niż dwoje dzieci i tak było kwitowane:
"telewizora nie macie?".

Model rodziny miał być prawidłowy:
2+2.

Powyżej tej liczy trącało meliną, kryminałem,
a nawet wsią...



 więcej tu Wielodzietna patologia






taśmą gęby pozaklejam!

piątek, 4 kwietnia 2014
Im większe pragnienie snu w nocy choć 5godz ciurkiem, tym bardziej mam to utrudnione.
O lataniu za dzieckiem i spełnianiu każdej zachcianki pisałam TU. O nocnych zmaganiach również zdarzyło mi się wspomnieć, ale wiosenna zmiana czasu dobiła mnie.

Chyba nie tylko mnie. Rano budzę się przez pół godziny, kawę mam podpiętą dożylnie całodobowo, a małe pijawy wpędzają mnie w depresję. Kto wymyślił poranne wstawanie?
Ile życie byłby przyjemniejsze, gdyby człowiek wstawał koło południa...

kształtujesz dziecko?

wtorek, 1 kwietnia 2014
Kiedy rodzi się twoja kruszynka masz poczucie odpowiedzialności za drugie człowieka. Dbasz, pielęgnujesz, karmisz. Całkowita zależność od ciebie. Choć jest w tym nieco prawdy, jest to uczucie złudne. Naprawdę to ty się uzależniasz.

Od zapachu skóry, uśmiechu, gaworzenia... Nie umiesz spać  w nocy, choć jesteś wykończona, nasłuchujesz, sprawdzasz czy oddycha. Potrafisz godzinami całować jego stópki i wkoło rozprawiać o kupce i kolce. Takie małe wypaczenie rodzica.
 zdjęcie pobrane z internetu