szpitalne warunki-cała prawda

środa, 19 marca 2014
          Jeżeli w twoim życiu nadchodzi dzień,
             w którym jeśli nie dobije cię urok,
                   tylko sraczka, bądź pewien,
                      że dopadł cie rotawirus...


      Podstępny, złowieszczy, pojawia się znikąd.
       Jednego dnia  dziecko wesoło dokazuje,
               drugiego leży pół przytomne....


      Pampers nie ma takiej pojemności,
       jakie możliwości daje rotawirus twojemu dziecku.
     Pralka nie ma takiej mocy przerobowej,
      by podołać możliwościom przewodu pokarmowego,
      ze stron obydwu.....




  Jako, że nie szczęścia chadzają parami, w momencie największego kryzysu wymiotnego wyłączyli prąd.
Nieudolne próby opanowania resztek pokarmu i płynu lądujące z zaskakujących kątów na podłogę i nas (trzy osoby z latarkami przyświecały mi, by mogła w rzygach ręce po łokcie urabiać).

Poranek zaskoczył mnie jeszcze bardziej, gdyż okazało się (nie, spoko, przy dziennym świetle prawie udało mi się łapać pawie), że dziecię jest już na pół przytomne.

 Wizyta domowa odpadała (znów mi odmówiono przyjazdu).

Ściągnięcie pana taty z roboty też nie było łatwe, gdyż jego kierownik ma odmienne priorytety (co tam dziecko, skoro tyle roboty).

Po kilku perypetiach skierowanie do szpitala leżało tuż obok nas na siedzeniu. dziecko z odwodnieniem trafiło na oddział innego szpitala, niż ten widniejący na skierowaniu (zgadnijcie, kto dopatrzył się, podczas rejestracji, że powinniśmy być w innym mieście?).

Po siódmym wkuciu udało się zainstalować welfron na stopie. Mela nawet nie miała siły płakać. Na sali okazało się, że zostajemy same, gdyż właśnie współpacjenci wychodzą do domu.

 Sala szpitala piaseczyńskiego zapewniał nam komfort. Wygodny, rozkładany fotel dla mamy obok łóżeczka, nowoczesne, czyściutkie łazienki i troskliwy personel.

Kiedy delektowałam się szpitalem w tej, jakże niekomfortowej sytuacji, przez korytarz przetoczyło się chyba stado słoni z resorakami. Szał czterech kółek skończył się bliskim spotkaniem ze ścianą i płaczem.później okazało się, że hipopotam z akcentowaniem pięt przechadza się, truchta, by tupiąc doczłapać do swojej sali.

Za ścianą coś wyło.....

Radość z samotnego oblegania sali trwała do 22ej. Potem nastąpiło brutalne wyrwanie nas z błogiego snu światłem po oczach i zainstalowaniem półtora roczniaka z rotawirusem. Podanie dwóch kroplówek małemu pozwoliłby nam już ok 2giej spać , gdyby nie nagłe wymioty i wezwanie pani sprzątaczki. Należało olać temat, bo szybciej by wyschło niż było umyte...


Tu historia nabiera rumieńców, gdyż 2,30 to idealny moment na przetoczenie się ze sprzętem myjącym (wiadro na kółkach  mop) po korytarzach, kilkakrotne trafienie wiadrem w futrynę i zahaczenie kijem od mopa o konstrukcje łóżeczka, a którym bądź co bądź usiłuje spać dziecko....


Nie powiem, fotel wygodny, ale 6ta rano, jak i w domu nie akceptowalna przeze mnie. Poranek pokazał, że nawodnione dziecko potrafi nagle dostać powera. Sugestie personelu, żebyśmy nie wychodziły poza salę na nic się zdały, bo energiczna Mela potrzebowała przestrzeni życiowej.


Lodówka, mikrofala i czajnik nie przydały się nam, gdyż resztę choroby możemy przebyć w domu :))))))))


INFORMACJE O ODDZIALE DZIECIĘCYM W PIASECZNIE (oczami matki)
-przyjazna atmosfera
-kolorowe ściany
-"ciepłe" obrazy i rysunki dzieci w ramkach na ścianach
-czysto
-nowocześnie
-nowe materace
-szafa na ubrania
-ręczniki papierowe, mydło do mycia, i dezynfekcji, papier toaletowy (standardowe wyposażenie)
-wygodne, rozkładane fotele dla rodziców przebywających z dziećmi (doba kosztuje 10zł)
-pomieszczenie socjalne z lodówką, mikrofalówką i czajnikiem
-fachowa,czuła i rzeczowa opieka,
-automat z kawą (polecam cappuccino z kawy rozpuszczanej), herbatą i batonikami przed wejściem na oddział
-3 obfite posiłki  + przekąska między śniadaniem, a obiadem



                                                           Lubisz już mnie? Polub

                                                           

27 komentarze

  1. jestem z Piaseczna :)) Kiedys ten szpital mial straszna opinia, ale widac sporo sie zmienilo :) tyle dobrego! duzo zdrowka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wybacz ale trochę się śmiałam bo zabawnie napisane. Zdrówka. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy to ten nowy szpital w lesie? :) Moja znajoma tam rodziła i faktycznie jak ja odwiedzałam to było przyjemnie :)
    Melus zdrowiej szybciutko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie cierpie szpitali ! zdrówka :)
    nawet fajny szpital Wam sie trafił i dobrze że miałaś fotel :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miło, że w domku! Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze że już w domu, zawsze to lepiej na swoim łóżku.... Dużo sił dla was. Pozdrawiam Magdalena:)

    OdpowiedzUsuń
  7. O to nowy faktycznie standard bo u nas to nawet mama nie ma na czym usiaźć by z dzieckiem pobyc...a jak chce mama być z dzieckiem to musi brać w hotelu pokój w tedy dziecko może być z mama na jedno wychodzi jakby w domu była tyle tylko tutaj jedzenie to ; może lepiej nie próbować ; wiec sama widzisz, a jak dziecko płacze to krzyczą piguły wiec manufaktura...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koszmar jakiś to co piszesz, w Piasecznie na ścianie wieli plakat praw dziecka na oddziale, obok prawa pacjenta

      Usuń
  8. Też przerabialiśmy rota. W piątym miesiącu życia. Tyle, że nasz oddział był..przerażający. Przepełniony, szary, brudny, ciasny. Aż się dzieciom zdrowieć nie chciało;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie to co najgorsze może nas spotkać (nas i nasze dziecko) to choróbsko. Niestety polska służba zdrowia po raz kolejny udowadnia, że jeszcze nad sobą musi sporo popracować. Szkoda tylko, że kosztem naszego małego dzieciątka, który męczy się w chorobie.

    Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia i dużo wytrwałości :)
    Pozdrawiam MG
    http://care-mg.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdecydowanie to co najgorsze może nas spotkać (nas i nasze dziecko) to choróbsko. Niestety polska służba zdrowia po raz kolejny udowadnia, że jeszcze nad sobą musi sporo popracować. Szkoda tylko, że kosztem naszego małego dzieciątka, który męczy się w chorobie.

    Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia i dużo wytrwałości :)
    Pozdrawiam MG
    http://care-mg.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. No to chyba super co? Widzę, że w szpitalach sporo się zmienia. U mnie kilka lat temu odnowiono oddział położniczy i już nie jest to rzeźnia, jak chodziły legendy kiedyś. Miło i komfortowo. Może i Panie Pielęgniarki milsze, gdy przychodzi im pracować w lepszych warunkach :)
    Zdrówka dla Was :) A szczepiłyście na rota? Bo zastanawiam się jak to faktycznie przekłada się na ewentualną chorobę, Polka była szczepiona, tylko czy to pomaga?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie,nie szczepiłam, melak bardzo źle zniosła pierwsze szczepienie,nie chciałam jej dodatkowo obciążać

      Usuń
    2. szczepienie na rota jest do picia... my nie zaszczepiliśmy Tomka i było strasznie! szpital i 2 dni plackiem prawie nieprzytomny leżał to Stasia zaszczepiliśmy i też szpital nas nie ominął :) ale już leciutko było :)

      Usuń
  12. ja leżałam w ciąży, to moim "ulubionym" doświadczeniem szpitalnym były panie z jedzeniem toczące wózki o 5 rano a potem "subtelny" obchód o 6 i JEB światłem po oczach, skoro położne nie śpią to co my spac mamy

    OdpowiedzUsuń
  13. Myśmy spędzili 3 dni w krakowskim szpitalu Żeromskiego, na oddziale zakaźnym, na pierwszy rzut oka wszystko w porządku kolorowe ściany itp, ale to co było dalej to już koszmar! Izolatka dla 3 osób (dwa dorosłe łózka i jedno dla malucha) stan ścian i łazienki był taki że strach było dotknąć, obszarpane ściany, a o łazience to już nie będę wspominać ( zamiast prysznica - wanna). Ale nie to było najgorsze, to czego do końca życia nie zapomnę to to zabrały mi Kacpra (nie informując w jakim celu) na założenie wenflonu! Ja będą 5 sal dalej słyszałam jak on tam strasznie płacze, ja beczałam słysząc go ( w tej chwili jak sobie przypomnę to świeczki stają mi w oczach). Oczywiście jak już przyniosła go pielęgniarka zrobiłam jej awanturę a ona mi odpowiedziała że teraz to są takie matki przewrażliwione na pkt swoich dzieci, że one spokojnie nie mogą dzieciom założyć wenflonu bo się matki wydzierają i robią awantury, więc one mają teraz taki sposób! Jednym słowem MASAKRA! Nie wiem jak jest teraz bo od tego zdarzenia minęło już 4 lata, ale chyba do końca życia nie zapomnę. Teraz mam już większą świadomość swoich praw jako pacjenta i opiekuna, i nie pozwolę już nigdy na coś takiego. Dużo zdrówka dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze,ze miałaś super warunki.Ja 3 noce spałam na krześle...a mały miał 41,5 stopnia temp.Proszac o zbicie temp.nikt mi nie chciał pomóc,dopiero jak zrobiłam awanturę,pomogli mojemu 5,5 miesiecznemu dziecku i zbili gorączkę.Pojechałam na obserwacje ze zdrowym dzieckiem z powodu braku apetytu,a włożyli mnie na sale z rotawirusem,a tego dowiedziałam sie po fakcie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Szczęście, że to już za Wami i oby nigdy więcej. My niestety mury szpitalne odwiedzamy znacznie częściej, niestety wciąż ten sam oddział, na którym obdrapane ściany straszą, zeszkrobane cztery albo i pięć warstw farby na łóżeczkach również do pobytu nie zachęcają, personel od którego na dzień dobry dostajesz zjebkę po co w ogóle się pojawiłeś też do najprzyjemniejszych nie należy... Nie wspominając o tym, że często nawet łóżka nie dostajemy i przychodzi nam leżeć po narkozie co najwyżej na rozkładanym wózku inwalidzkim na korytarzu. Jęki i wycie są tu na porządku dziennym, bo to oddział neurochirurgii, więc dzieciaki z wszelkiego typu urazami głów, po operacjach mózgu, poszerzeniach czaszki itp. to tu codzienność. Niestety codziennością jest to też fakt, że dziecko podłączone do setek rurek do główki, walące tą samą główką w kraty łózka kompletnie nie zwraca sobą i swoim zachowaniem uwagi pielęgniarek. A gdy ktoś już śmie w ogóle zwrócić uwagę Paniom, by malucha inaczej ułożyły - karzą zamknąć drzwi, żeby nie było walenia słychać... Taką rzeczywistość jesteśmy zmuszeni przeżywać co 3 lub 4 miesiące. Kilka dni w tym miejscu odreagowuję potem przez najbliższy tydzień... Dodam tylko, że to nie jakieś peryferie, ale spora klinika, w równie sporym mieście.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem z Piaseczna i za każdym razem jak jechaliśmy do tego szpitala odsyłali nas do warszawskiego co nie było logistycznie łatwe przy 3 dzieci. Super, że taki przyjazny i zdrówka dla córeczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. musiało być przepełnienie,bo na naszym skierowaniu widniało grójec, mimo to nas przyjęli, a jak wychodziłyśmy na oddział właśnie zostało przyjęte dwoje dzieci z naszego terenu

      Usuń
  17. Potwierdzam, bo miałam okazję tam stacjonować jakiś miesiąc temu. Warunki świetne, bo szpital jest prywatny tylko ma podpisany kontrakt z NFZ. Zależy im na kliencie -pacjencie ;-) Słyszałam, że budują się nowe oddziały.
    Zdrowia dla M!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja się zastanawiam cały czas, czy opisać warunki na patologii noworodka, gdzie spędziliśmy prawie 2 tygodnie... Boję się to ruszać, bo tekst na pewno wzbudziłby kontrowersje...

    Zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja z córką w styczniu odwiedziłam oddział Pediatryczny w Chorzowie.. na pierwszy rzut oka w miarę...
    ale "łóżko " dla matki to był tylko zapis w regulaminie. Spałam na podłodze, ewentualnie krześle. O ile spaniem można to nazwać. Doba kosztowała mnie 5,60 .

    Córka wymiotowała o 4 rano ( chwyciła jakiegoś wirusa ) poszłam po pielęgniarkę spała sobie pozawijana w koce na kanapie, prosiłam żeby przyszła , usłyszałam tylko że mam sobie przynieść papierową nerkę z wc, ... przyszła ok 5,30 . Posprzątanie i dostarczenie czystej pościeli też zajęło sporo czasu.

    A podczas zmiany pielęgniarek o 6-7 rano można było sobie posłuchać jak to bez sensu dzieci są przyjmowane na oddział jak lekarze zapełniają sale ZDROWYMI dziećmi a one biedne muszą kombinować jak je położyć, itp itd...

    Ostatniego dnia podczas pobierania krwi mojej córce z dłoni - Pani Pielęgniarka odzywała się do niej w sposób karygodny bo... córka plakała... cytuje " WYPROSTUJ TĄ RĘKĘ NIE UDAWAJ ŻE CIE BOLI , NIE PANIKUJ , JAKIE TE DZIECI DELIKATNE , CZEGO PŁACZESZ? " powiedziałam co myślę bo już miałam dość.

    Niestety tamten oddział jest wypełniony ludźmi którzy nigdy nie powinni pracować z dziećmi , zwłaszcza w tak przykrym miejscu jak szpital.
    Na sali miałyśmy temperaturę 34 stopni - tłumaczenie - pod podłogą jest kotłownia.

    Była świetlica z tv i lodówką ..- mikrofala, czajnik - zapomnij.


    Żeby nie było że tam tylko tak źle, to lekarzy naprawdę mogę ozłocić:) Cudowni, mili, pozytywnie nastawieni do dzieci... znają się na rzeczy.

    Ale warunki i podejście reszty personelu do bani ... nie polecam, mam nadzieję że nigdy więcej tam nie trafimy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i jeszcze dodam , że przyszłyśmy do szpitala z powodu nasileń astmy z CRP 0,6 a wróciłyśmy do domu z CRP ponad 60... i musiałyśmy doleczyć się domu ... bo szpital jej " nie służył"

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.