dziennik nimfomanki

piątek, 28 lutego 2014
..."A ja po woli przestawałam używać słów, za to coraz lepiej porozumiewam się ciałem. Jeżeli chcecie mnie jakoś nazwać-proszę bardzo! Co mnie to obchodzi! Ale musicie wiedzieć, że w rzeczywistości  jestem nimfą. Nereidą, driadą. Jednym słowem, nimfomanką."

  Czytacie jakieś książki poza bajkami na dobranoc dla dzieci? Obecnie czytam nieco mnie, ale lubię wracać. Przeważnie książkę czytam po kilka-kilkanaście razy. Dlaczego? A dlaczego ludzie oglądają ten sam film wielokrotnie? Lubie wracać z tych samych powodów.
Książki dla dorosłych. Nie boicie się o nich mówić? Jednym z erotyków, który od lat lubię jest "Dziennik nimfomanki".

 Życie młodej, dobrze wykształconej Francuzki z dobrego domu, której sensem życia jest sex.
Każdy napotkany przez nią mężczyzna może stać się jej kochankiem.  Swoje doznania opisuje w dzienniku.

Gdy się wreszcie zakochuje,  jest tak zaślepiona,ze nie dostrzega toksyczności związku. Załamana, porzucona,bez środków do życia postanawia zostać luksusową prostytutką....

Szczera, odważna opowieść, historia którą opisała nimfomanka, autobiografa , która skłania do przemyśleń.




nie samym dzieckiem matka żyje

czwartek, 27 lutego 2014
Klasyczny obraz matki polki jawi się, jako senna mara. Włosy z 12 centymetrowymi odrostami, nawet uszły by jako ombre, gdyby nie fakt, że jednak powinny być umyte. Kwestia paznokci zostanie z tego miejsca celowo pominięta.


Strój zazwyczaj też pozostawia wiele do życzenia. Sorry, ale rozciągnięty, poplamiony dres jest mniej niż średnio wyjściowy. Siedzisz w domu z dzieckiem ok, ale po to by nie wrosnąć w ten obraz zrób coś ze sobą. Wychodząc z domu dżinsy załóż.

WROCŁAW spotkanie mam BLOGujących

wtorek, 25 lutego 2014



dziecko na warsztat-myślimy logicznie

poniedziałek, 24 lutego 2014

              

legalne dopalacze

sobota, 22 lutego 2014
Są w pełni legalne i naturalne. Mowa o dopalaczach z natury. Chcesz się pobudzić? Masz spory wybór.


1. Zielona herbata
Pobudza i orzeźwia, w suchych liściach zielonej herbaty znajduje się dwa razy więcej kofeiny niż w ziarnach kawy, to w gotowym naparze jest jej najczęściej co najmniej dwukrotnie mniej (ze względu na różne proporcje surowca do wody). Poza kofeiną w kubku zielonej herbaty znajdują się także inne substancje o działaniu pobudzającym: teanina, pochodne ksantyny i teofilina. Wszystko to sprawia, że sławetny napój pobudza, ale jego działanie jest łagodne i długotrwałe (nie gwałtowne i stosunkowo krótkie jak w przypadku kawy).

2. Owoce guarany
 Zawiera aż 5 proc. kofeiny. Dla porównania – ziarna kawowe mają jej zaledwie 2 proc. Napar przygotowany ze sproszkowanego owocu zapewni nam natychmiastowy efekt stymulujący, a do tego utrzyma się dłużej niż po wypiciu kawy, ponieważ nasz organizm wolniej wchłania kofeinę z guarany.


3.  Kawa.
Chyba najbardziej znany "pobudzacz". Dobra wiadomość dla kawoszy: 3-4 kubki kawy dziennie (oczywiście niezbyt mocnej), nie tylko nam nie zaszkodzą, ale przyniosą korzyści.

4.Yerba mate
Ci, którzy spróbowali zachwalają- to jeszcze przede mną. Ponoć jego smak nie wszystkim może odpowiadać (jest mocna i cierpka). Dodaje energii i łagodzi skutki wyczerpania nerwowego, rozluźnia. Yerba poprawia koncentrację, działa korzystnie na układ odpornościowy i stymuluje przemianę materii, a nawet zmniejsza uczucie głodu

5 . Aronia
Jest cierpka i gorzka, jednak uwielbiam sok aroniowy z antonówką. Efekty jednak daje po długotrwałym stosowaniu.

A ty czym się dziś pobudzisz? Jakoś ten dzień trzeba zacząć :) Chyba jednak wybiorę kawę :))))))))).

To jak, lubisz?
                                                               

lekcje angielskiego z Małą Mrówką

piątek, 21 lutego 2014

uśmiercam swoje dzieci

czwartek, 20 lutego 2014
Wciąż w myślach uśmiercam bliskich.Tak mam.

Zamartwiam się każdy wyjściem z domu. Oczyma wyobraźni, a ona u mnie dość bujna, widzę wypadki, nieszczęścia, kataklizmy i zmory wszelkie.

Koszmar. Zamartwiam się przed wycieczką szkolną,czy autobus nie będzie miał wypadku,  czy nie nastąpi alarm bombowy w teatrze,  abo dziecko nie zadławi się pomidorkiem koktajlowym w mc donaldzie.

Chłop jedzie do pracy, ja już słyszę w głowie dzwonek do drzwi z najgorszymi wieściami,albo że  przygniata go podnośnik w pracy czy nie udusi się kiszoniakiem spakowanym na śniadanie.

Młody wraca z koncertu lu z imprezy, ja już widze go pod kołami pociągu, w tunelu metra, albo w jakiejś ciemnej uliczce.

Wciąż się zamartwiam, wydzwaniam, gdy ktoś minutę się spóźni. Zawsze się spóźniają, a mi łeb siwieje.
czarne scenariusze nawiedzają mnie odkąd mam dzieci. Zastanawiam się czy nie kwalifikuję się na leczenie, przez wysoki poziom stresu sytuacji, które mogły by się zdarzyć...

Jesteś matka świrującą? Polub, nie zostawiaj mnie samej.
                                                      

dramat matki niekarmiącej

wtorek, 18 lutego 2014

wk....a mnie segregacja śmieci!

poniedziałek, 17 lutego 2014

włosy są wizytówką

sobota, 15 lutego 2014

dam wam walentynki!

piątek, 14 lutego 2014

               Są takie dni w roku, kiedy nie wypada kobiecie statecznej wymawiać się bólem głowy.
Dzień, w którym dostał podwyżkę, awans, 10ty każdego miesiąca, gdy macha ci paskiem z wypłatą, rocznice wszelkie i cholerne walentynki.


 Jego wizja powrotu z pracy rozmywa się nieco z twoją. Ty marzysz o romantycznej kolacyjce przy świecach w restauracji, uprzednio zrelaksowałaś się w spa, więc będzie to piękne dopełnienie miłego dnia, potem spacer i wpatrywanie się w gwiazdy. On (skąpy chłop) czeka na wspaniały wieczorny posiłek, wino i dziki sex.

Rzeczywistość mija się z obiema wizjami. Dzień cały użerasz się z dzieciakami, stoisz przy garach lub harujesz na etacie i wieczorem odgrzewasz wczorajsza pomidorową. On czeka, aż założysz mała czarną i szpile, sam rozwalając się, niczym hipopotam w rozciągniętych gaciach (normalnie sam sex).


Romantyczną kolacyjkę w domu przerywacie co chwilę na przemiennymi biegami do wzywających dzieci, łapiecie kawałki jedzenia łapczywie, zapijacie winem. Ty przypłacasz to zgagą on pierdzi pod kołdrą, bo karmisz go zdrowymi otrębami. Dzieci wciąż się budzą. Jesteście wstawieni, wkurwieni i przejedzeni.


Taka walentynowka tradycja się rodzi z wątkiem nieerotycznym w tle.

Wszystkie najlepszego z okazji walentynek <3 (matka optymistka ;)).

Zrób mi walentynki-polub.
                                                         



WŁĄCZ ŚWIADOMOŚĆ-NIE JESTEŚ JUŻ SAMA

czwartek, 13 lutego 2014




sposoby na kawę, czyli, jak ją zrobić efektownie

wtorek, 11 lutego 2014

odmóżdżenie przez pielęgnowanie

niedziela, 9 lutego 2014

Jak śmiesz być matką!

piątek, 7 lutego 2014
Trzy ciąże, trzy różne przypadki, każda przeżyta inaczej, każdy poród inny, każda ciąża z innym tłem.

Moje zaledwie 18letnie serce wypełniała radość. Byłam w ciąży, wiedziałam, że będę miała kogoś, kto naprawdę będzie mnie kochał, moje dziecko.Ok 20ego tygodnia zaczęły się problemy, pojawiły się skurcze. Leżałam pod kroplówką na oddziale z odrapanymi ścianami, wśród obcych mi ludzi. Czekałam na córcię, ale prosiłam, by się jej tak nie śpieszyło. Na sąsiednim łóżku leżała dziewczyna w podobnej ciąży. Okazało się nawet, że mieszkamy po sąsiedzku. Dwa dni później na salę została przysłana Dorota, właśnie urodziła. Szósty miesiąc, synek owinął się pępowiną, wywołany poród, przebity pęcherz płodowy, rodziła na sucho. Przyszła na salę (nikt na wózkach tam nie woził), gdy rozbrzmiewało echem bicie serca mojego dziecka (ktg robione było na sali). Płakała, mąż ją tulił, płakał razem z nią... Tego samego dnia na sale trafia Agnieszka,35 lat, wyczekana ciąża, 39tydz, córeczka udusiła się pępowiną... Następnego dnia na sali rozbrzmiewa ktg, płaczemy we cztery. Histeria osiąga apogeum, dostajemy relanium, ktoś się zlitował, jesteśmy przeniesione na inne sale.

Leżę na patologi tygodniami, nikt mnie nie odwiedza... Dużo widzę.

 Przyjeżdża rowerem! kobieta do porodu, alkoholiczka. Rodzi, podpisuje dokumenty, że się zrzeka, odjeżdża... To jej 10te, wszystkie oddała, z perspektywy czasu wiem, że okazała się prawdziwą matką. Pomimo uzależnienie nie skazała swoich dzieci na biedę i poniewierkę, w pijanym ciągu dała im cień szansy na normalną rodzinę.

Po urodzeniu dziecka dziewczyna zostaje częściowo sparaliżowana, ma niedowład lewej strony, walczy o próby karmienia piersią swojej maleńkiej córeczki.

Ósmy miesiąc rozwarcie na 10 palców, szprycują mnie zastrzykami, żeby dziecku płuca się szybciej rozwinęły. Jestem całą skuta, walczę...

Końcówka, dostałam wypis. Mogę bezpiecznie urodzić w dowolnym momencie. Wracam ze skierowaniem...tydzień po terminie. Wywołanie. Sala z kilkoma łóżkami porodowymi ,oddzielone od siebie parawanami. Leżę i czekam, nie wiem na co. Ile to może potrwać?-pytam. Pierwsze dziecko, nawet dwa dni- pociesza mnie położna. Na łóżkach obok drą się rodzące. Jestem sama, leżę. Po dwóch godzinach: - siostro, chyba mi wody odeszły.... Nikt mnie nie spytał, nacięli mnie. Trzy bóle, urodziłam...syna (miała być dziewczynka). Szyją mnie, boli. Leżę kolejne dwie. Przychodzi położna:-wstawaj, zanim cichutko zdążyłam spytać: -jak?, podnosi mnie za ramię i stawia na podłodze. Idziemy, dwa piętra po schodach-zepsuta winda. Małego nie mam, wtedy jeszcze zabierali dziecko na 6godzin na obserwację. Idę pod prysznic. Kabina chwieje się przy każdym moim ruchu-szpital przed remontem. Oddali mi go, w szorstkich, szpitalnych ubrankach (nie wolno przebierać we własne).  Na sali jest nas 8 (dzieci non stop płaczą). Po trzech dniach wychodzę do domu.

Dziewięć lat później. Wciąż wymiotuję, mam plamienie.Mój organizm traktuje ciążę, jak pasożyta, zwalcza ją. Leżę na oddziale, plamienie się nasila.Lekarz informuje mnie, że łożysko pęka przez krwiak, czekamy, możemy tylko czekać, jak dziecko podrośnie dopchnie łożysko do ścianki i będzie dobrze. Czekamy. Nie jest źle, doczekaliśmy. Wciąż plamię. Ósmy miesiąc znów rozwarcie do porodu, akcji porodowych brak. Czekamy. Wypis do domu. Cudowna, ciepłą jesień, małą wierzga, jak źrebak, okopuje mi żebra. Jestem co drugi dzień monitorowana, znów po terminie.

Środek nocy budzi mnie dyskomfort. Zdaję sobie sprawę, że mam bóle co 1,5 minuty! jedziemy z mężem (drugim mężem) do szpitala, ociągając się na izbie przyjęć wypisują dokumenty, wiję się z bólu. Jadę na salę, bez pytania nacinają mnie, trzy ostre bóle, mała jest z nami. Mąż idzie patrzeć, jak jest ważona i mierzona, mnie mają szyć. Przychodzi lekarz. Piąta rano, na dzień dobry wali mnie w brzuch, żebym łożysko urodziła. Przy drugim zamachu łapię go za rękę i piętą kopię w łokieć. Szyje mnie na żywca...

Malutka leży przy piersi, ssie.

Prawie dwa lata temu. Ciąża bez najmniejszych komplikacji. Po terminie jadę na wywołanie.Nie mam rozwarcia. Czekam, nic na mnie nie działa. Proszę o znieczulenie. Za szybko pani rodzi, po co? Mąż jest ze mną. Wyprosili go. Lekarz mówi, że kończymy temat. Bez ostrzeżenia rozwiera mi szyjkę, przebija pęcherz. Ból niesamowity. Płaczę, wołam męża.Skurcze, bardzo silne. Nie mam siły, dziecko nie współpracuje, wody chlusnęły, na sucho idzie. Drę się na cały szpital. Dwie położne pomagają mi rodzić rozrywając mnie. Ból rozrywanej paluchami skóry jest większy niż bóli partych. Mamy córcię.

Mąż idzie na ważenie i mierzenie z malutką. lekarz zbiera się do szycia, znieczula, szyje, jakby tworzył natchnioną abstrakcje, mam do poprawki.

Córcia leży przy piersi, trochę ssie. Na oddziale jedna rzeźnia, leje się ze mnie krew, dostałam pakiet szpitalnych koszul i prześcieradeł na zmianę. Pielęgniarki bardzo mi pomagają, ledwie trzymam się na nogach.Lekarz pyta, czy będę krzyczeć, jak wczoraj, odparłam, że mogę głośniej. Córcia jest śliczna, zdrowa, tylko to się teraz liczy.

Trzy ciąże, trzy różne porody. Czy wywarły na mnie jakiś wpływ? Po 17latach nadal pamiętam imiona dziewczyn, które wtedy utraciły swoje dzieci (nigdy więcej ich nie spotkałam), po ośmiu latach pamiętam walkę z lekarzem, po prawie dwóch latach nadal pamiętam ból na siłę wyrywanego ze mnie dziecka.

Wiem tylko, że suka w klinice weterynaryjnej jest lepiej traktowana, niż kobieta rodząca w naszych szpitalach.

Polub, nie zostawiaj mnie samej

wieś zawsze wypłynie, czyli kawusia w stolicy

środa, 5 lutego 2014

wyniki konkursu-zapraszam

wtorek, 4 lutego 2014

sex małżeński podejście drugie

poniedziałek, 3 lutego 2014

podsumowanie oszczędności w styczniu

niedziela, 2 lutego 2014

przytulnie

sobota, 1 lutego 2014


ośmiolatki-wymiękłam

sobota, 1 lutego 2014