smród kultury

Racząc dzieciaki bajeczką o randce pojechaliśmy do kina. Przed wejściem do sali dało się wyczuć brak dzieci w pobliżu. Widać zaprzyjaźnione dwie pary piszczały i skakały z radości. patrzyłam na ten entuzjazm z pobłażliwością, sama po cichu radując się wraz z nimi (rodzice wychodzący bez dzieci zrozumieją).

Sala przywitała nas pustką, oczywiście nie na długo. Drzwi się uchyliły,  poczuliśmy mdły zapach perfum i już wiedzieliśmy, że ona usiądzie obok nas. Starsze od nas, kulturalne, zapewne małżeństwo odurzyło nas uprzejmością i zapachem. Dobra, człowiek do zapachu się przyzwyczaja i już po chwili przestaliśmy mieć mdłości.


Oczywiście prawie pusta sala, wokół nas, zacisnęła się obręcz z ludzi. Z poczuciem zażenowania zaczęłam podjadać paluszki małosolne (juniorki), gdyż obiad mnie jakoś ominął. Syn by powiedział: "skąpa Bożena!, nawet popcornu nie kupiła". Dziesięć minut później przypomniałam sobie dlaczego go nie kupiłam.


Od drzwi niósł się smród owego popcornu (coś na kształt śmierdzących skarpet i rzygowin). By dodać wiarygodności oglądanemu filmowi parka ze smrodem usiadła tuż przed nami. Mdłe perfumy mocno nadużyte przed wyjściem z domu oraz świeżo zasmrodzony popcorn stanowiły realistyczną oprawę upadku głównego aktora (takie efekty specjalne).

Przed kolejnym wypadem do kina planuje zakup maski pegazki, gdyż mój wrażliwy zmysł węchu nie jest jednak przystosowany do dodatkowych atrakcji.

CONVERSATION

10 komentarze:

  1. Kocham twój romantyzm ;) boska jesteś hihihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kinia, w tym wieku to reumatyzm nie romantyzm

      Usuń
  2. Kochana, to po prostu było kino 5D, nie wiedziałaś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż dziw mnie bierze, że za te dodatkowe efekty specjalne nie doliczyli mi przy wyjściu dopłaty za bilety

      Usuń
  3. To przy następnym wypadem do kina wpadnij do nas po tą maskę;) Ja już nie pamiętam kiedy ostatni raz tylko z mężem była w kinie. Bo w kinie to owszem byliśmy - 2 dni temu ale z dziećmi na "Wędrówki z Dinozaurami". Jakoś na bajki to się umiemy wybrać;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm hm... Czytając Twój wpis wierzę już w 100% że niektórzy ludzie czuja tylko 30% własnego zapachu, szkoda że inni czują jeszcze te dodatkowe 70%. Dla nas kino to w tej chwili abstrakcja. Wiekowo podpadam pod większość dostępnych seansów, ale towarzystwo w kinie mnie przeraża, bałabym się że zrobię komuś krzywdę :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Przypomniałaś mi, dlaczego my nie chodzimy do kina ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi to przypomniało dlaczego wymykaliśmy się do kina, gdy dzieci poszły do przedszkola/szkoły...

      Usuń
  6. o jak ja to znam - kiedyś pawiowałam w kinie tak mnie zemdliły czyjeś perfumy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te były z gatunku tak słodkich, że nawet mój niewrażliwy małżonek czuł dyskomfort.

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.