ciężar wiedzy


Zawsze wilkiem patrzyłam na matki noszące dzieciom zabaweczki na plac zabaw, później plecaczki do szkoły. Bierzesz plecak zabawek? Noś sam, co ja jakiś muł transportowiec jestem? Moja podręczna torebka, potocznie worem gospodarczym zwana ma swój ciężar i starczy mi. Plecak do szkoły? A za mnie kto nosił?

Tkwiąc w tym przekonaniu spode łba patrzyłam na sznury rodziców z plecakami na plecach. Politowanie za nadopiekuńczość i wyręczanie.Czasem zgryźliwe pytanko:

-O! Śniadanka dziecko nie jadło? Mamusia plecaczek nosi?

Nadszedł wrzesień, córka średnia dumną pierwszoklasistką się stała. Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego ugięła się pod ciężarem plecaka. Co z tego, że jakaś półka w szkole jest na kilka książek, skoro pozostała część musi być taszczona codziennie bo lekcje trzeba odrabiać?

Na co komu 5 podręczników do polskiego+zeszyt ćwiczeń+zeszyt do dyktand, 5 matematyk, muzyka i plastyka,religia , dwa pakiety angielskiego (bo matka dbając o edukację na dodatkowy posyła dziecko), piórnik, picie, jedzenie, obuwie na zmianę, strój na w-f? Przecież to tonę waży!

Do tego akcja z piciem mleka w szkole. Codziennie szklanka mleka wygląda u nad następująco: idzie matka do szkoły i nagle zostaje obdarowana kartonem mleka:
-da pani codziennie dziecku
-jasne ,nie ma sprawy, przecież plecak ma leciutki, dorzucę z 5kilo ziemniaków dla obciążenia....

Z obawy przed rychłym skrzywieniem kręgosłupa dziecięcia i ja nosze codziennie jej plecak, zastanawiając się, dlaczego w moich czasach wiedza nie była tak ciężka?


wpis popełniony dla w maglu

CONVERSATION

3 komentarze:

  1. Niestety ciężar plecaka jest okropny a dzieci o rok młodsze :( ale ja się pytam czy te dzieci od tych ciężarów mądrzejsze będą a może ktoś chce te nasze biedne dzieci przyzwyczaić do ciężarów i ciężkiej pracy

    OdpowiedzUsuń
  2. i kosztowna!? Pamiętam jak mnie plecy bolały po szkole, a wystarczyło by szafki zrobić, albo bibliotekę zaopatrzyć porządnie. Ksero zrobic bieżących lekcji, ale nie. Po co? Można z dzieciaków wielbłądy zrobić!

    OdpowiedzUsuń
  3. Problem nie tkwi w tym że trzeba zrobić zadanie, tylko w tym że potrzeba tego tyle. Młody ma już 3 rok szkoły i osobna książka jest nawet do zajęć komputerowych, to nic, że w domu dziecko przed komputerem z matką błędy poprawia, bo od początku źle uczą (tzn. np w wordzie przenoszenia o linijkę za pomocą entera...), strój do w-f kazałam zostawić w szafce chociaż panie nie pozwalają (bo ktoś ukradnie...).
    Plecak młodego to zazwyczaj:
    - zeszyt do polskiego
    - zeszyt do matematyki
    (bo nigdy nie wiadomo jakie zajęcia będą prowadzone)
    - zeszyt ćwiczeń do polskiego
    - zeszyt ćwiczeń do matmy
    - podręcznik j. polski
    - zeszyt korespondencji
    - dwa piórniki
    - dodatkowe zajęcia(albo religia, albo komputer albo angielski)
    - woda 1 litr w bidonie z ustnikiem
    - śniadanie

    wydawałoby się że mało, ale niestety trzeba doliczyć wagę plecaka, te lepsiejsze mają usztywniane wewnętrzne kieszenie, sztywne plecy, szerokie ramiączka etc. to waży.
    Mówi się, że plecak nie powinien przekraczać 10% masy ciała dziecka...mój młody nie waży nawet 30 kilogramów....
    Nosi swój plecak sam :( bo nie zaprowadzam go już do szkoły. Strach się bać co będzie w przyszłym roku

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.