zabić mikołaja

czwartek, 14 listopada 2013
Wizja nadchodzących świąt tak samo cieszy dzieci, jak przeraża ich rodziców. Przepastny wór z prezentami maluje na dziecięcych twarzach szerokie uśmiechy, rodzicom zaś wyrywa wielką dziurę w portfelach.

Dziecko pragnie wszystkiego, co w kolorowych reklamach, na bajecznych witrynach sklepowych lu co mają koledzy. Skąd na to wszystko brać? Jak stworzyć dziecku magię świąt, podarować wymarzony prezent, który i tak za chwilę  w kąt rzuci, ale jeśli go nie dostanie smutek w malutkim sercu zagości na wiele lat.

Będąc dziecięciem ok 3letnim (tak, nawet matka była kiedyś mała) pragnęła lalki. Pięknej, dużej, prowadzanej za rękę. Nieopatrzne koleżanka matczynej rodzicielki obiecała kiedyś, iż lalkę taką przywiezie, gdyż jeździła po nie do Rosji.

Wyobrażacie sobie nadzieję i smutek po każdej wizycie przyszywanej ciotki, gdy lalki owej nie przywoziła? Znaczy przywoziła, do dziś matka pamięta ich włosy i sukienki, ale one były dla kogoś innego. lalka urosła do marzenia nierealnego, które krążyło....  Dziewięć lat później marzenie kształt zmieniło, pojawiła się wizja Barbie wesoło uśmiechającej się z wystawy pewexu.

Nastąpił wtedy zwrot, nie oczekiwany. Matka dostała swą lalę!!!! Piękna suknia, blond fryzura na palmę, tylko jak się cieszyć z zabawki, na którą się czekało prawie 10lat? Matka była po prostu za duża by się nią bawić :( Lalka stała w pudełku.

Napiętnowana doświadczeniami, matka przed świętami nagabuje rodzinę na wymarzone prezenty składkowe dla swych pociech (po cóż komu dziesiątki pierdółek walających się po kątach). Tylko, że dzieci mają teraz nieco większe wymagania: laptop, skuter, perkusja, nowe meble do pokoju(!).

Matka przeliczyła, zrobiła wielkie oczy, usiadła, przeliczyła ponownie, nie wstała. Decyzja była szybka. Coś ojciec nie zgadzał się w pełni, matka postanowiła.


Uświadomiła 7letnią córkę (i tak długo czekała), że Mikołaj to postać realna, żył , pomagał, później stało się to tradycją. Prezenty są od rodziców, a rodzice mają ograniczony budżet.

Dziecko przyjęło to z rozwagą, bez teatralnej rozpaczy. Wręczyło list z życzeniem prezentu. Czy matka zniszczyła magię świąt? Czy zabiła wiarę i radość? Raczej nie.To była mądra decyzja.


14 komentarze

  1. Ciężki temat :) Moja 9,5 letnia córcia też ostatnio zapytała o Gwiazdora. Po krótkiej rozmowie, stwierdziła: "Hm, jeśli Gwiazdor nie istnieje to nie będzie mi miał kto prezentów dać, więc nawet jeśli je kupują rodzice to dla mnie on jest prawdziwy." Problem mi się rozwiązał :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajnie jest jeśli dziecko takimi "bajkami" ma wydłużane dzieciństwo,
      wyobraźnia pracuje,oczekiwanie dodaje magi,
      niestety bywa to też ciężarem,
      bo czasem ciężko spełnić marzenia

      na szczęście w tym roku córka wymyśliła już sobie prezent w cenie przyzwoitej,nawet bardzo przyzwoitej :)

      Usuń
  2. Jak to?! To Święty Mikołaj nie istnieje?!

    OdpowiedzUsuń
  3. To fakt, wymarzone prezenty ktorych sie nie dostalo pamieta sie chyba dluzej niz te ktore sie dostalo... Dobrze zrobilas, ja w tym wieku tez juz wiedzialam ze nie ma Mikolaja i jakos nie czulam sie zawiedziona mocno. Ale wiesz co, mysle ze ona juz wczesniej wiedziala :) Dlatgeo taka spokojna byla :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też myślę, że w szkole jakieś podszepty były i tylko ją utwierdziłam

      Usuń
  4. Starszakowi nie odebrałam uroku wierzenia w świętego Mikołaja,jednak od lat jest informowany,że na świąteczne prezenty pieniądze dają rodzice,a Mikołaj decyduje którą rzecz z listy marzeń zakupi. Dlatego też okresie przed świątecznym,mówię Młodemu,że nie możemy kupić tego czy tego bo zbieram kasę na świąteczne prezenty. A że lista tych ostatnich jest duża,to zawsze Matka coś na swój budżet wychwyci :)
    Starszak wie też,że przy wręczaniu prezentów ktoś inny się za Mikołaja (w sumie Gwiazdora u nas) przebiera,bo mimo magicznych sań i teleportu ,ten nie może być wszędzie.A jak się nikt nie przebiera,to robimy tak by prezenty znalazły się pod choinką z zaskoczenia.
    Niech sobie wierzy póki może,niech się cieszy magiczną chwilą,ale niech sobie zdaje sprawę,że nie można mieć wszystkiego,bo to my rodzice na te magiczne chwile ciężko pracujemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ u nas też tak było już ze trzy święta, że rodzice dają pieniążki mikołajowi, tylko gaba z uporem maniaka twierdziła, iż pomagają mu elfy i nie jest wcale zabawki nie są tak drogie,jak mówimy

      Usuń
    2. A to Starszak tez tak miał (bo przecież pieniądze się kiedy chce z bankomatu wyciąga,ona tam są i tylko czekają na pobranie),
      dlatego jak dostał kasę od dziadków to mu pokazałam ile co kosztuje.
      Do dzisiaj każdą złotówkę ogląda zanim wyda.
      Ja wiem,że ten moment oświecenia,że Mikołaja nie ma nadejdzie prędzej czy później...ale póki co niech sobie wierzy w co chce.
      Znoszę laser w okularach,zniosę wiarę w Mikołaja :)

      Usuń
  5. Jak mogłaś, jak mogłaś go zabić... Zła Kobieta jesteś :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Adaś wie że Mikołaj istnieje, ale rodzice mu pomagają i że ma dużo pomocników. na razie starcza :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdy robi jak uważa ,ja narazie mojego 6 latka nie wyprowadzam z błędu,niech wierzy w MIKOŁAJa I jak najdłużej cieszy sie dziecinstwem;-)w swoim czasie dowie sie.Mój 6 latek chciałby od MIKOŁAJA dostać tableta na święta i lego...jej skąd na to wezmę,Zadałam mu pytanie chcialbyś tableta tak? tak mamusiu,ale wiesz synku ,ze jak go dostaniesz to na inne dzeci MIKOŁAJ nie bedzie miał pieniązków...synek zamarł przez chwile,to nie mamusiu starczy lego wtedy ,inne dzieci też muszą mieć prezenty;-)))I teraz mama MIKOŁAJ musi zwijać sie by kupić kolejne LEGO:-)AGNES

    OdpowiedzUsuń
  8. Moim zdaniem to dobrze ze dowiedziała się od ciebie w taki normalny sposób gorzej by było jak by się dowiedziała od koleżanek w szkole wtedy mogła by mieć żal dlaczego tyle czasu była przekonywa a a w oczach dziecka oklamywana że ten Mikołaj jest myślę ze magia świat to choinka opłatek prezety zapach bigosu a nie sam brodaty dziadek w czerwonym dresie z wielka rózgą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wróżkę zębuszkę też uśmierciliśmy...

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.