z mięsa i bimbru

Mamy od dziecka zakodowane w tych ciasnych rozumkach, iż gość w dom.... Zastaw się, a postaw się.
Polacy nie gęsi, ups,  to nie ta bajka. Choć w sumie zejdziemy również na drób.

Matkę koleżanka z narzeczonym odwiedzić się zdecydowała (zna ona dzieci me lecz czy chłopina niczego nieświadom został przygotowany na moją szarańczę?). Jako dobra gospodyni strawę matka przyrządzić postanowiła,nawet o deser domowy pokusiła się.

Koleżanka ma, a jest to bardzo szczera i przyjazna osoba, postanowiła jak zwykle nie przyjść z pusta ręką ( co tu dużo ukrywać, obładowana jak rumunka darami dla dzieci, torbami ciuchów dla najmłodszej, z kurakiem i lodami w garści (o gustach kulinarnych nie będę dyskutować, sama ją smalcem i bimbrem częstowałam), ale lody????????????? Taki drobiazg, a cieszy. Gdy człowiek latem miał je na wyciągnięcie ręki,było oczywistym, że jadaliśmy. Teraz zimnem dmucha i jakoś mniej się kupuje mrożonych smakołyków. Goście nico zawiedzeni smętnie rozgotowany makaron wsuwali, a matka nawijała i nawijała. Sprytnie kuraka do lodówy spakowała, a gościom zupki cienkiej podała ;).

By dać się choć nasycić ostatnimi promykami słonka, matka gości na spacer wyciągnęła. Po kamieniach, wśród lasu podziwiać okoliczności przyrody i dupy gościom odmrozić (w stolicy, między blokami cieplej, we wsi szczerej wiatr polami hula ).


Kiedy szczękając zębami odmówili dalszej wędrówki (koleżanka przez ponad godzinę pijawkę swą na rękach trzymała bez opcji zmiany) wróciliśmy do domu. Tu herbatkę - nic specjalnego- w domu się nie przelewa, to trzy z jednej torebki parzone, matka podała ( gdybym nawet sam wrzątek postawiła ujrzałabym wdzięczność w ich oczach po tym spacerze). Jako, że matka jednak niezły pasztet robi gości nim uraczyć chciała, bimberkiem  (a przyniósł gość jeden czas jakiś już temu) nęciła, nawet nie omieszkała niewyrośniętej karpatki podać.

Gaba kropkę nad i postawiła będąc sobą ( narzeczony koleżanki raczej dzieci nie będzie chciał mieć, moje robią jako niezawodna antykoncepcja).

Jak to mówią, jednak gość w dom, cukier do szafy (zaznaczy matka, iż herbatę gorzką pili).

CONVERSATION

2 komentarze:

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.