terapia

Wpajanie od małego, iż spraw rodzinnych nie wywleka się poza dom uczy nawet małe dziecko robienia dobrej miny do złej gry. Choć to, że dobrze nie jest wiedzieli i widzieli wszyscy, zwłaszcza policja, która bywała u nas tak często, że teraz zastanawiam się czy do czynszu się nie dokładali.


Wieczne awantury owocowały brakiem snu, teraz już wiem, że uzależnienie od słodyczy nie było tylko zasługą genu ojca alkoholika, tylko elementem obronnym mojego organizmu. Odkąd pamiętam łaknęłam słodkiego, cukier z cukiernicy wyjadałam.Z perspektywy wiem już, że nie było to spowodowane łakomstwem, co wiecznie mi wmawiano, lecz instynktem samozachowawczym: cukier = energia.



W domu się nie przelewało, choć kraść papieru toaletowego od sąsiadów nie musiałam, przykro mi było chodzić w znoszonych ciuchach, które mama dostała od kogoś. Fakt, że w sklepach na półkach gościł tylko ocet nie rzucał lepszego światła na mój wizerunek. Do tego wisielcze poczucie mamy i kupowanie mi całą szkołę  czerwonych rajstop (jakby przyjecie przez nią ptasiego nazwiska miło być tym tłumaczone).



Bycie nastolatkiem tez nie było łatwe, znajomi mieli bluzy dżinsowe i górski rowery, ja jeździłam na damce mamy koleżanki (oprócz podziękowania za wieczne użyczanie roweru, należą się też pani danusi podziękowania za dożywianie, kiedy bym do nich nie weszła - niezależnie od pory dnia- zawsze była pora obiadowa- chyba na mnie czekali).



Wpisałam się w historię mojej mieściny barwnym wyglądem, który jest o dziwo! nadal wspominany (jakoś trzeba było przeboleć mało atrakcyjne ciuchy i urozmaić je licznymi przeszyciami, haftami i nacięciami -szkoda, że nie miałam aparatu i nie mam żadnych zdjęć z tego okresu).


Szukanie akceptacji u innych miało wpływ na moje zwariowane decyzje, z perspektywy czasu widzę, że dzisiejsze nastolatki zachodzące w ciążę by miał je kto kochać, były i w moich czasach. Tylko wtedy szukając miłości, ciepła i spokoju jako 18latka miałam już męża, a rok później syna. Na szczęście chwile później się opamiętałam i by nie fundować młodemu dzieciństwa podobnego do mojego, może nawet gorszego rozwiodłam się.



Okazało się, że 23letnia rozwódka budzi większe zainteresowanie okolicznych polotkar niż nastoletnia panienka z dzieckiem... Nawet czarownica zostałam okrzyknięta, bo do uszu władnych dotarło, iż w zimowe długie wieczory karty rozkłada, a wiosną zioła zbieram i suszę- no cóż- średniowiecze.


Największy numer, jaki wykręcił mi ojciec? Wyprowadził się trzy miesiące po mnie! Kilka lat później zapił się. Bywa.


Największy numer, jaki wykręciła mi mama? Jest taki, ale dziś to mało istotne...



Miało być oczyszczająco, dramatycznie, terapeutycznie.. Demony przeszłości w kozi róg zapędzić miałam, żal i smutek na cztery wiary przepędzić. Miało być poważnie i z morałem, miało być....





a wyszło, jak zwykle.

CONVERSATION

12 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. już się w życiu wypłakałam ,
      dlatego teraz ciągle się śmieję :D

      Usuń
  2. Kochana czytając to aż mi gardło zaciska ale jesteś dowodem na to ze nie ważne z jakiego domu się wyjdzie to jak się bardzo chce zawsze można wyjść na ludzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odnoszę wrażenie, że wszyscy na coś wyszli, a ja stoję troszkę z boku

      Usuń
    2. Z boku ale i tak na ludzia i to jakiego ciepłego serdecznego jesteś cudowna matka super zona i meggggga synowa :P

      Usuń
  3. Bożenko, ściskam! I buziaki ślę.
    I tysiąc całusów od moich (wybacz, zasmarkanych) Kropelek.
    Jesteś Wspaniałą osobą.
    A przeszłość? Jest, gdzieś tam, w przeszłości, ukształtowała nas tak,
    jak jej pozwoliliśmy. Ty się nie dałaś. I to jest piękne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam to z autopsji. Nie licząc rozwodu. Wyszłam za mąż mając 19 lat. Zaraz po tym zaszłam w ciążę, niestety poroniłam. Obecnie mam dwójkę, a wybór męża był trafiony. Jestem 11 lat po ślubie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję,
      obecnie też mam cudownego męża i z nim dwie córcie :D

      Usuń
    2. czyli koniec tej dość niewesołej bajki, (jak to w bajce bywa) skończyło się happy endem
      choć zdaję sobie sprawę, ze demony przeszłości nieraz dają znać o sobie...prawda?

      Usuń
    3. nigdy nie wiemy, jak dalej potoczy sie ta nasza bajka

      Usuń
  5. życie potrafi dać w kość, ważne że teraz jest super! :)

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.