to mamy barana


Ojciec rodzinie słońcem nęcony niecierpliwie czekał chwili, gdy dziecię najmłodsze obudzi się z poobiedniej drzemki. Maluszek, który zazwyczaj śpi całe 20 min ( a przypomni matka tylko, iż dzieci ma złośliwe), spał smacznie ponad 2 i pół godziny ( ku uciesze matki :) ).

Pogoda wypchnęła nas do lasu. Las kusił i wołał na grzybobranie. Pełni nadziei na obfite zbiory ( no może nie spektakularne kosze, ale ze dwie małe łubianeczki ) wyruszyliśmy ku naturze. Pierwsze rozczarowanie córka okazała tuż za furtką:

- to autem nie jedziemy?
- nie gabrysiu, idziemy na spacer
- uhyyyyyyyyyyy!!!!!!!!

Nastroje, jako matka wyżej opisywała były równe z tempem wędrówki. Każdy krok gaby urastał do rangi morderczej wspinaczki zimą na giewont.

- tatoooooooooooooooo, weź mnie na barana

( może nie wygląda, ale te 30 kg waży).

Po dwóch godzinach ojciec znalazł pół koźlarka ( nie był to nasz szczyt marzeń, ale jak się nie ma co się lubi....). Gaba wrzeszczy:

-tatoooooooo!!!!! mam ranę!!!!

Może matka sokolego wzroku nie ma, ale nie będąc jeszcze całkiem ślepa miała problemy z dojrzeniem owej RANY. Po oględzinach tatunio o sercu jakże litościwym dziecinę wziął na wyżebranego barana. Ugięty pod ciężarem córci pcha przez piachy wózek z córcią mleńką. gaba jakoś nagle ozdrowiała, humorek się poprawił i rzecze :

- teraz to już wszyscy mamy luksus, tylko ten biedny chłopina nie.


CONVERSATION

1 komentarze:

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.