podobno, jaki poniedziałek...

Poniedziałek zaczął się mało fortunnie.

 Poranny brak prądu okraszony informacją pierworodnego, iż nocna porą grzmotnęło,błysnęło i ciemność go spowiła. By oszczędzić matce nerwów i sen spokojny zapewnić,nie śmiał mnie obudzić. Cóż, że po zwarciu mogło dojść do zapłonu, cóż że chałupa z dymem pójść mogła, niech matka śpi i dziobem nie kłapie.

Kawy matka nie piła ( już samo to nie powinno było mieć miejsca).

Słonce za oknem, matka myśli czas na spacer. Pakuje dzieciaki w wóz bojowy i z głową pełną pomysłów rusza do sklepu szumnie noszącego nazwę: ogrodniczy.

Stoi matka z wózkiem w drzwiach ( nie zmieściła się) i krzyczy:

- dzień dobry, są nasionka?

pan (zapewne właściciel) z nieukrywaną radością i ulgą w głosie (jakby co najmniej odpowiedź miała zaważyć na wysokości jego emerytury) odpowiada:

- są, a jakie?

- zwykle zioła, ogródek na oknie chciałam odświeżyć

tu mina pana jakoś zrzedła

- mam bazylię

- no szału nie ma, bazylie to i ja mam

Może jestem czepialską babą, a czekolada pałaszowana rano niebezpiecznie podnosi poziom cukru, który grasuje w żyłach, ale gdzie matka ma kupić nasiona, jak nie w ogrodniczym?

Wdech....

Spacer  w słońcu pomógł naładować matce akumulatorki pozytywną energią. Nadszedł nieuchronny moment odbioru średniego dziecka z palcówki edukacyjnej, trafem dziwnym, acz zdarzającym się w pakiecie miała matka zabrać miała siostrzenicę.

Przed szkołą nerwowo panie sprzątające rozglądały się, zagajane, czy kogoś zgubiły przewracały oczami mówiąc, że nie. Chwilę później policja prawie szturmem wpadająca na szkolne korytarze również nie wzbudziła matczynych podejrzeń.

Odbierając córkę, matka zlokalizowała klasę siostrzenicy, a tam jakaś zbiorowa histeria. Jedno z dzieci przez drugie z rozpaczą w głosie relacjonowało dantejskie sceny odgrywające się zaledwie kilka chwil wcześniej. Ojciec jednej z uczennic próbował ją  zabrać, a że zapewne paragrafy mu nie pozwalały,nauczycielka opór również stawiła zamykając się z dziećmi w klasie.Człowiek faktem owym niepocieszonym będąc walił i kopał w drzwi.

Dzieciaki roztrzęsione, szkoła na nogi postawiona,a toja myślałam, że dzień mi się źle zaczął.


CONVERSATION

5 komentarze:

  1. Bardzo mądre zachowanie nauczycielki! Czasem najprostsze rozwiązania są najskuteczniejsze.

    A poniedziałku współczuję.
    Nie martw się :) My znów jesteśmy chorzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zastanawia mnie,jak z bezpieczeństwem w szkole
      tyle słyszy się o psychopatycznych zachowaniach
      nigdy nie wiadomo co desperatowi odbije, a tam są dzieci!

      Usuń
  2. Ps. Nie mówiłam ci jak tu teraz pięknie, jasno, przejrzyście i czytelnie? Super! Co wchodzę to się zachwycam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje, starałam się zrobić trochę przestrzeni :)

      Usuń
  3. http://kiniartystycznaodslona.blogspot.com/2013/10/nominacja-do-liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.