czym się podniecać?

poniedziałek, 2 września 2013
Zastanawia mnie ogólne podniecenie początkiem roku szkolnego. Większość z nas wpadła w jakąś niewytłumaczalną euforię chwaląc się, gdzie popadnie pierwszym dniem szkoły ( tu wyłączmy rodziców zerówki, bo oni faktycznie nakręcili się posiadaniem ucznia).

Czym się cieszyć? Pytam.

 Lato się kończy, znów zaczniemy jak cebula warstwami odzienia się otulać. W perspektywie deszcze, błoto później mróz i śnieg. Ubieranie dzieci znów trwać będzie w nieskończoność.Ogólne narzekanie na brak słońca i smarki wiszące u nosów naszych pociech będą tematem przewodnim.


Kolejna radość, która rozpiera matczyne serce: pusty portfel. Przyznać się bez bicia, która się nie zrujnowała wysyłając swe dzieci do placówek edukacyjnych wraz z początkiem roku szkolnego? Uśmiechy z twarzy zetrze wam pierwsze zebranie ( komitet, ubezpieczenie 150 składek i tygodniowa wycieczka za granicę jeszcze we wrześniu).


Aczkolwiek jest pewien plus: większość dnia z dziatwa naszą użerać się będą wykwalifikowani nauczyciele, z bezgraniczną cierpliwością oraz zapałem do kształtowania młodych umysłów. Minusem jednak pozostaje fakt, iż dzielenie się przez nasze dziecię lizakiem z połową klasy pomoże mu szybko i skutecznie nabyć nowych bakterii i wirusów. Próby zahartowania będą trwały do samej wiosny, która to przywita nas ( o ile znów nie zaśpi) całym pakietem alergii.

Rzec by się chciało: witaj szkoło!

P.S.
Chyba matka powinna zająć się zawodowo pocieszaniem.

6 komentarze

  1. W zasadzie się zgadzam ale czy te kkilka godzin ciszy nie są piękne a wręcz boskie?????????????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są to chwile niezapomniane, wyczekane, tylko za jaką cenę?

      Usuń
  2. Rozpoczęciem roku to chyba naprawdę cieszą się tylko matki, bo u dzieci tego zjawiska nie zaobserwowałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tu cię muszę zaskoczyć moja gaba płakała,że zaczęły się wakacje i początku roku szkolnego całe lato wyglądała

      Usuń
  3. a ja lubię jesień !:) złote licie ciapanie w wodzie itp. , mała do przedszkola dom ogarnę , do pracy zdąże, żyć nie umierać!! choroby , alergie i te sprawy to skutek uboczny :) jeden minus kasa- wyprawka do zerówki < książki, przybory, anielski książka, religia , ubezp,> wyliczyłam 450 zł! a po za tym ubrania ! masakra :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie to mnie najbardziej dobija,ceny, książki co roku inne,żeby człowiek broń boże nie zaoszczędził odkupując używane, 100 dodatkowych ćwiczeń w większości wcale nie wykorzystanych,
      gdy ja chodziłam do szkoły z przydziału dostawałam książki,ćwiczenia matka dokupiła i było dobrze, gorzej się nauczyliśmy z książek używanych?

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.