bokiem matce wychodzi

Niekończąca się opowieść zakończyła się hepy endem, moja trwa w swym koszmarze od miesiąca.


Piątki górne objawiły się w swym ogromie uprzykrzając nam dnie i noce. Teraz bezczelnie tkwią w dziąsełkach małych raniąc matczyne palce, które próbują łagodzić dziąsła dolne rozpychane kolejnymi zębiskami. A że zębiska równie wielkie pchają się do wierzchu czeka nas zapewne kolejne miesiąc męki.


Widziałyście w ogóle wielkość piątek w stosunku do maleńkich dziąsełek? To chyba jakiś makabryczny  żart. Gdzie one tam w środku były? Niuńka niczym szczenie gryzie wszystko. Już pogryzione klapki nikogo nie dziwią, teraz wzięła się za narożnik (to czego kot nie dorwała, melka skutecznie wygryza). Śliniaki? Po co komu śliniaki, skoro w nich również dziury powygryzała. Poodgryzane łepki gumowych kaczuszek świadczą o wielkości problemu. Jeśli mamusie nie wiedziały, to w wózku (zwykłej spacerówce) też da się wygryźć dziurę.


Na razie przegrywam tę nierówna walkę z zębami i snem, a czeka nas szczepienie. Matka już rwie włosy z głowy...




CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.