zielone skrzaty , czyli zabawy dzień czwarty

czwartek, 4 lipca 2013
                 Słońce wreszcie miało nieco więcej śmiałości i pozwoliło nacieszyć się sobą.
Od razu, jak jaszczurki zaczęliśmy wygrzewać się na kamykach. łazimy wśród zieleni i zachwyt nad przyrodą przejawiamy ogromy ( dlaczego ? zobaczcie TU ).

Jako, że chodzimy wszędzie nie obyło się bez nieproszonego gościa - kleszcza. :( . Usunięcie go nie poszło należycie i pan m. czeka teraz na wyznaczoną godzinę do lekarza ( tak kseniu, powtórka z twojego urlopu ).

Mimo to pazerni na widoki  wciąż przedzieramy się przez jakieś knieje.W jednej z nich spotkaliśmy skrzata . Był mały,bardzo gościnny i uczynny. Wieczorami zapalał latarenkę, żeby świetlikom zaoszczędzić pracy. Ugościł nas herbatką i ciasteczkami z kory dębowej i melcza :) .





0 komentarze

Prześlij komentarz

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.