relaks mamy

Znacie te leniwe, niedzielne poranki, gdy macie szansę pospać , aż do 4tej rano,bo tuż potem maleńka pełnia szczęścia wygląda z łóżeczka niczym surykatka i stanowczo manifestuje porę wstania?

 Nagle z przerażeniem w oczach odkryjecie, iż podobno siedząc na podłodze nie spałyście, a w tym czasie przez dom przeszło mini tornado. Zdołacie to ogarnąć ,a maluszka podkarmić i utłamsić do snu. Poduszka przyciąga niczym magnes, idealnie synchronizujecie się własnym łóżkiem. Błogi stan zasypiania przerywa druga pełnia szczęścia, bo 6ta już dochodzi i czas na przegonienie przez mieszkanie stada hipopotamów z dzwonami u szyi.

 Nie do końca świadoma, co się właściwie dzieje masz mordercze odruchy, ale zmęczenie zamyka ci oczy i nie masz siły na nic innego poza wielką, mocną kawą. Zaczynasz być podejrzliwa, gdy znów zasypiasz na stojąco nad kuchenką, woda gotuje się zbyt długo.... gaz się skończył.

Nie,nie eksplodowałam. Umiliłam sobie mimo wszystko dzień, dzieciom również. Aby matka mogła odpocząć po porannych perypetiach dzieci zajęły się sobą.









                                Ja dostałam na poprawę humoru  kawę ( oczywiście na zimno :) ).

Humor też poprawił mi śliczny opalacz Ewa Bien , którego krój pozwolił mi czuć się atrakcyjnie i swobodnie.



CONVERSATION

2 komentarze:

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.