p...nie idę! - dzień POMARAŃCZOWY

Urlop poprzez zawiedzenie pogodą,wściekłość , frustrację przeszedł w rezygnację i osowienie. Pomiędzy jednym, a drugim deszczem staramy się coś robić.

Słońce o 6tej rano nastawiło nas optymistycznie.  Z braku środków na posiłek postanowiliśmy się udać do źródła i nieco gotówki zaczerpnąć. Ogromna chmura pchnęła nas ku poczcie w z dwóch prozaicznych powodów : znaczki i schronienie. To pierwsze wbrew pozorom nieosiągalne poza placówką pocztową, drugie jakże miłe dla naszej skóry i odzienia. ( dobrze,że dużo stemplowania mieliśmy , to deszcz jakoś udało się przeczekać).

Dla osłody pogody, pobudzenia endorfin i otarcia grymasów z twarzy naszych poszliśmy na ciacho, gofry i lody ( a co ??? ,na bogato :). Idąc pośród kropli kupiliśmy dziecku płaszcz przeciwdeszczowy, a sami naciągnęliśmy na siebie bluzy z kapturami ( dziecię najmniejsze szczelnie zapakowane w wózku pod folią).

Po odczekaniu kwarantanny ( godzina bez deszczu ) pomknęliśmy z gabą na wyczekiwany park linowy. Kilka furii, ataków paniki, i wielki , wielki uśmiech. Dziecko w swoim żywiole. Po wspinaczkach, zjazdach, zwisach i przepinkach nadszedł czas na obiad.

Znów krople deszczu towarzyszyły nam podczas posiłku. Gdy ujrzeliśmy słońce plan od razu sam się zrodził w naszych głowach : plaża.

Szybkie pakowanie Biegniemy na dwór i...  znów deszcz :(


                                      Gaba wskoczyła w wózek melki i wrzasnęła :


                      "PRZEPRASZAM ,NIE IDĘ ! są jakieś granice, znów pada !!!


CONVERSATION

2 komentarze:

  1. Gabi masz rację a co się będziesz pchac między morze a krople deszczu, a wózek mamy odobny :) odpoczywajcie dziecioki kochane , duuuuzo słońca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. słońce,taaak, słońce,tego nam trzeba :)

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.