latający (pływający ) dywan

poniedziałek, 10 czerwca 2013
dom
Opowieść autentyczna. Lata 60te.
Osobnik dziś już leciwy, wówczas dziecięciem niespełna 10letnim będąc pojechał do cioteczki swej ze wsi do miasta. Zimowa pora wówczas była i dzieci mogły czas ferii spędzać na sankach ( wtedy jeszcze zima była o sensownej porze roku i śnieg leżał raczej w odpowiedniejszym czasie niż koniec kwietnia ).
Cioteczka przestrzegała:
-kurki w kranach pozakręcać !
Ciotuni należało bezwzględnie słuchać, gdyż do nerwowych osób należała i nieposłuszeństwo mogło spowodować obite siedzenie. Kurki dokręcone na sztywno.  Droga na górki dające nieopisane doznania i zabawę przednią była długawa ( co tu dużo gadać - kawałek za miastem ,dwie wsie dalej ).

Podobno ,gdy cioteczka wróciła z pracy woda lała się przez balkon i spod drzwi wlewała do piwnic.Dywan unosił się na wodzie niczym latający, regał już puchnąć zaczął a zwisająca pierzyna z kanapy opiła się wody. Ciotka tylko dlatego nie zabiła dziatwy, iż powrót z górek zajął tyleż samo czasu ,co dojście na miejsce i dzieciaki wróciły na wieczór.. Wedle cioteczki nakazu kurki były dokręcone,ale z powodu braku wody akurat w dryga stronę. Gdy awaria minęła z każdej rury popłynął obwity strumień i lało się godzin kilka.
A wasze dzieciaki zrobiły wam jakiś numer w domach ?

0 komentarze

Prześlij komentarz

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.