cebula też kwiatek, czyli baby na zakupach

Jakiś dzień zakręcony dziś nastał nie wiedzieć czemu. Czy to upał odmóżdża, czy może nadchodząca noc kupały mąci myśli i umysł zaćmiewa?
Wczesnym rankiem ( 9.30), dziecię do szkoły czas przyszło wyprawić. Pakuję moje panienki do wózka,  gabie plecak zarzucam na plecy i w drogę.Koniec zerówki, od września już jako pierwszak, dziecko dorosłą się poczuwa.Każe doprowadzić się do pasów i dalej chce iść sama. Stoję ,patrzę, wzrokiem do bramy szkoły odprowadzam. Podskakuje sobie to radośnie ćwierkając, a  wcześniej wspomniany plecak żyje własnym życiem ( bułeczka na pewno kształt już zmieniła ). I nagle serce mi stanęło prawie, bo dziecię ma do przejścia wjazd do ośrodka zdrowia, a tam babsko jakieś nieprzytomne nagle skręciło z rozpędu z drogi,nie bacząc na skaczące dziecko przejechało! Gaba jakoś zwolniła zaaferowana trawą ( faktycznie ładna ) i szczęśliwie do szkoły dotarła ( później dostałą reprymendę ,że nie skupia się na drodze i bezpieczeństwie). Wracając wpadłam na pomysł wydania troszkę gotówki w spożywczym. Grzecznie w kolejce stoję ( naród nasz katolicki w piątki najwięcej mięsa kupuje ), a pani z kolejki ( nie rozumiem fenomenu podwójnego wózka- wszyscy próbują się ze mną przyjaźnić) zagaduje :

                                       - ooooo ! jakie słodkie bliźniaki ( zaczyna się )
                                      - nie , nie bliźniaki - odpowiadam
                              niezrażona ( a może wcale nie słuchająca mnie pani , ciągnie wątek
                                          - a to parka ? dziewczynka i chłopczyk ?
                          ( czy wyglądam,aż tak debilnie ,ze trzeba mi proste pytanie tłumaczyć ?)
                                              -nie proszę pani, dwie dziewczynki 
                                                       - oooo !!! ale ta ma kucyki ...  
                     ( bo jej q.. włosy urosły ,a druga w sukience, a na chłopca wygląda).

Ludzie, opiekuję się dwójką dzieci, a wzbudzam takie sensacje, jakbym co najmniej trzy cycki miała .
Z cyklu kolejnych inteligentnych rozważań: ooo !!! jakie podobne , gdzie ???? ja się pytam. Dobrze wyglądająca,niebieskooka ,krótkowłosa blondynka i filigranowa, piwnooka brunetka o bujnej czuprynie. Podobne,jak kalafior do pomidora. Nawet stopy maja inne!


Po przedaraciu się przez dziki tłum ciekawskich , dowiaduję się ,że poczta chynów została zaorana              ( wykluczona)- temat na inny post :)

Usilnie staram się skupić na przygotowaniu pierworodnego do poloneza ( dziś bal gimnazjalny ,a który młody nie idzie,jednakże poloneza chce zatańczyć :). Na pięć minut przed wyjście okazuje się ,ze nie ma kto zawiązać krawata, spodnie od gajerka gdzieś zginęły ,a babcia twierdzi ,że kamizelka pod marynarę jest pase.

Gonię to latorośl z aparatem w dłoni, co by uwiecznić jego debiut,a tu znów dupka blada. Nieopatrznie psisko nasze ( łajza , przybłęda jeden ) czeka już na mnie pod szkołą.Na placu, gdzie ma się odbyć polonez.
W razie wątpliwości ( cała szkoła na zewnątrz, ponad 30 st w cieniu, ja umordowana pchaniem wózka,a nasze psisko właśnie wykąpało się w stawie, wytarzało w piachu i dumnie ocieka syfem na szkolnym placu. Dobrze ,że pasek u spódnicy miałam ,to smycz prowizoryczną zrobiłam.

Zdążyłam tuż przed burzą pranie schować , po dniu upalnym nastał wieczór gradobicia.Nagle telefon :
                                                   -mamo ,żyję, w sklepie się schowałem
Wrócił między kroplami, marynarka wodą ocieka nadal, wchodząc do domu wręczył mi cebulę, tak zamiast kwiatka :))))


CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.