wielki festyn u nas we wsi

niedziela, 26 maja 2013
Dzień mamy, odpust, Dzień Chynowa zbiegły się jakoś do klupy. Święto od rana miałam, dzieci zadbały ,żeby matka zanim oczy otworzy prezent pod nosem już miała. W  sumie był czas przywyknąć do pobudek z bladym świtem ,więc nie wiem czemu sie jakoś nie przyzwyczaiłam. Leniwy, choć hałaśliwy poranek minął zbyt szybko Niedzielną mszę urozmaicały śpiewy i głośna muzyka z placu obok, próby naszego gimnazjalnego zespołu okazały się być bardziej zrozumiałe niż dzisiejsze kazanie ( jakieś nieporozumienie - ale to temat odrębny ). Po szybkim objedzie popędziliśmy z dziećmi na karuzelę ( taka rodzicielska złośliwość, nakarmić - doprowadzić do mdłości ). Plac szkolno=-parafialny usiany był nęcącymi dzieci strganami, atrakcji typu karuzele,czy zjeżdżalnie w tym roku jakoś cię "okociły " - dobrze, że wcześniej ustaliliśmy z gabi, że może wybrać 4 zabawy. Namiot Mama Cafe czekał z gimnazjalistkami chętnymi do pomagania dzieciakom w robieniu laurek,niestety nie przewidziałam jego umiejscowienia ( ale za rok zrobimy inaczej - już jestem mądrzejsza o o doświadczenie :)))

Gabi bawiła się świetnie :)))



                        Tatunio preferował bezkolizyjną jazdę ( no umie sie chłopina bawić ;)



2 komentarze

  1. fajnie ,że choć raz w roku przyjeżdża wesołe miasteczko i dzieciaki mogą się wyszaleć :)

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.