każdy orze,jak może , czyli procesją w stragany

czwartek, 30 maja 2013
  • W zeszłym roku procesja idąca ulicą mijała stragan z odzieżą, pan handlarz- obcokrajowiec nie koniecznie musiał znać nasze zwyczaje, zwłaszcza gdy był innego wyznania. Zdziwienie nasze było co najmniej tak duże,jak jego - widzącego wieś całą i okolicę odstrojonych,jak szczury na otwarcie kanału i paradujących z pieśnią na ustach. Dzisiejszego dnia z procesją znów nie poszło, jak należy.Najpierw melka spała ( wiem to niebywałe, ale przydarzyło się jej ) przez ponad godzinę i dotarłyśmy dopiero na ostatnią stację, Wracając okazało się,że tradycja straganowa się przyjęła i tym razem stała pani z truskawkami. Kobiecina wyglądała przeuroczo w rozciągniętej koszulce, a na wpół zielone truskawki zachęcały do zakupu.

0 komentarze

Prześlij komentarz

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.