gdzie ja matka głowę miałam ????

Wpadła matka na genialny w swej prostocie pomysł spędzenia przyjemnej niedzieli .Wyjazd do ogrodu botanicznego ,był przez nas planowany od dawna , ale dziś postanowiliśmy pomysł zrealizować .
Pojechaliśmy do Powsina , jak się okazało pół Warszawy również .

 Korek zaczął się prawie przy rondzie, Nie mając szans na wbicie się na parking odjechaliśmy spory kawałek . Gdy dotarliśmy w okolice ogrodu stanęliśmy jakieś pół kilometra od kasy na końcu kolejki.
Gdy parkingowy pojaśnił ciemnemu narodowi ( a może to powrót do korzeni ,gdzie kolejki wyznaczały cel życia ) ,że dwie kasy są przy drugim parkingu ( gdzie byłeś, jak chcieliśmy zaparkować ?) , pan m. pognał co sił, by zdążyć przed rozjuszonym tłumem ,który wyrwał z kolejki .
Wolnym krokiem dotarłyśmy do owej kasy ,gdzie nasz tatuniu dzierżył w reku już bilety .
Gdy już prawie zrelaksowaliśmy się ciesząc oczy przyrodą ,córka oznajmiła,że nóżki bolą .Po oględzinach oczom naszym ukazały się dwa bąble pokaźnych rozmiarów ,umiejscowione na pietach gabi .
Matka na wszystko przygotowana nie miała plastrów ( znaczy miała- wczoraj ,a potem melci dostałą do zabawy torebkową apteczkę ). Gnając na parkingu matka prawie rzuciła się na maskę odjeżdżającego auta i pokrótce nakreślając nasze beznadziejne położenie wyżebrała plasterki
Dziecina z oklejonymi pietami w samych skarpetkach chodzić musiała, bo buty nawet na siedząco urażały .Tati miał zadanie nosić córkę na barana .

Spacerując czas już dłuższy zapragnęliśmy posiedzieć na kocu .ładnie ,pięknie ,melci roślinność podjada ( przecież maluszek może spróbować suchych liści,trawy i gałązek ) ,a matka polka przewinąć ją zapragnęła. Pielucha wypełniona kupą iście zacnej wielkości ,a dziecię ani pisnęło o tym fakcje . Sięgam do torebki -panika . Gdzie pieluchy na zmianę ??? Znów matka polka przezorna zazwyczaj gania ,ludzi nagabuje ,o pieluchę żebra . Użebrała :)))) Pupina sucha ,zapakowana .

Stanowczo więcej herbaty z jarzębiną -skleroza mnie jakaś dopadła,zaćma na umyśle, dobrze ,że inni choć troszkę bardziej przezorni ode mnie :).

Ale zapas biszkoptów za to miałam na miesiąc :)))

CONVERSATION

2 komentarze:

  1. dobrze że udało się "pożyczyć" :P bo kiepsko by było z kupiszczem łazić ... a i pupa swoje mogłaby ucierpieć ...

    OdpowiedzUsuń
  2. pamper z kupa był już wyrzucony , została goła pupina na kocu :(

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.